Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PROBLEMAT PROFESORA CZELAWY

PROBLEMAT PROFESORA CZELAWY

Problemat profesora Czelawy

ocena:7
Rok prod.:1985
Reżyser:Zygmunt Lech, Aleksander Sajkow
Kraj prod.:Polska
Obsada:Dorota Kamińska, Eugeniusz Kujawski, Jan Szurmiej
Autor recenzji:gościnnie: Michał Korczowski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Film grozy wciąż jeszcze – przyjmijmy optymistyczny wariant – nie zdążył zadomowić się na polskim gruncie. Owszem, parę horrorów, tudzież innego rodzaju produkcji z dreszczykiem pojawiło się u nas, ale większość przeszła bez echa, pozostając dziełami znanymi najpewniej wyłącznie garstce zapaleńców. Na swój sposób to i może lepiej, bo dzięki tej swoistej barierze wstępu do głównego nurtu kultury masowej polski horror spowity jest nimbem hermetyczności, pewnego rodzaju ekskluzywności i niedostępności. Gdy jednak zagłębić się w ten niszowy rewir polskiej kinematografii okazać się może, ze tu i ówdzie pod warstwą kurzu i pajęczyn latami na odkrycie czekała perełka.

Stefan Grabiński, nierzadko określany mianem polskiego kontynuatora tradycji Edgara Allana Poe oraz H.P. Lovecrafta, jest chyba jednym z tych autorów, których legenda – chociaż pozostająca w cieniu – zdaje się sama przez się prowokować adeptów sztuki filmowej.

I rzeczywiście, w różnych okresach niektórzy spośród nich ulegli inspiracji prekursorem polskiej fantastyki grozy, czego owocem jest kilka mniej lub bardziej (ale raczej mniej) znanych filmów. Do ekranizacji prozy Grabińskiego należy m.in. telewizyjna produkcja z 1985 roku – reżyserii Zygmunt Lecha i Aleksandra Sajkowa – zatytułowana „Problemat profesora Czelawy”. Jak wskazuje data produkcji, nie jest to nowość, aczkolwiek łatwo można by odnaleźć znacznie starsze produkcje filmowe na kanwie twórczości Grabińskiego. Rok 1985 – względnie odległy czasowo, ale kulturowo już znacznie bardziej – to jednak czasy nie na tyle zamierzchłe, aby film miał już wyłącznie wartość antykwaryczną dla koneserów retrospektywy.

Osoby znające dorobek Grabińskiego z pewnością nie mają wątpliwości co do tego, który utwór polskiego mistrza grozy posłużył jako podstawa do powstania filmu Lecha i Sajkowa. Opowiadanie „Problemat profesora Czelawy” utworem o tyle szczególnym, że budzi nieodparte skojarzenia z bez wątpienia najsłynniejszym dziełem – opowiadaniem „Dr Jekyll i pan Hyde” – Roberta Louisa Stevensona. Skojarzenia to chyba jednak mało powiedziane, biorąc pod uwagę oskarżenia o plagiat, bądź w najlepszym wypadu o dopuszczenie się przez Grabińskiego bezwstydnej kalki utworu szkockiego pisarza. Jakkolwiek by nie rozpatrywać tego przypadku, warto mieć na uwadze, że próba przeniesienia na polski grunt historii, do pewnego tylko stopnia analogicznej wobec tej przedstawionej przez Stevensona, sama w sobie stanowiła pewnego rodzaju wyzwanie. Zresztą, moim zdaniem, Grabińskiemu udało się umiejętnie rozłożyć akcenty i wyeksponować pewne wątki, które zadecydowały o tym, że jednoznaczne określenie jego dzieła mianem plagiatu byłoby jednak niesprawiedliwe.

Wróćmy jednak do filmu. A konkretnie do filmu telewizyjnego, który rządzi się swoimi prawami – to już chyba zresztą gatunek wymarły – toteż „Problemat profesora Czelawy” trwa niespełna godzinę. Jakkolwiek wydaje się, że jest to czas wystarczający do opowiedzenia mocno podszytej Freudem i rozważaniami na temat dwoistości ludzkiej natury, opowieści o dziwnym przypadku niejakiego profesora Czelawy. Historia, jakkolwiek interesująca i potencjalnie bardzo nośna oraz dostarczająca przy tym wielu psychoanalitycznych tropów interpretacji, zdaje się przez cały czas trzymać widza na dystans. Zdaje się, że to kwestia nie tyle samego pierwowzoru literackiego i opartego na nim scenariusza, lecz zastosowanej filmowej estetyki.

Widzowie, którym nijak łatwo nie przychodzi pokonanie barier kulturowych, które dzielą kino współczesne od tego sprzed 30 lat mogą film ten może sprawić pewne trudności. Ja również z początku nie pałałem do niego entuzjazmem. Już pierwsze sceny jednoznacznie dają nam do zrozumienia, że do czynienia będziemy mieć z mocno pretensjonalną – przynajmniej miejscami – nie tyle filmową, co raczej teatralną, siermięgą w kostiumie z okresu międzywojennego. To właśnie aktorstwo – mocno przerysowane, pełne egzaltacji i emfazy – charakterystyczne raczej dla okresu początkowego rozwoju kina, niestroniące od dramatycznych póz i patetycznych gestów może być, tym co odstraszy część widzów. Część też z pewnością rozbawi.

Jeśli jednak tego rodzaju mankamenty – ze współczesnego punktu widzenia - jednak nas nie zrażą, to „Problemat profesora Czelawy” można śmiało obejrzeć. Skromna realizacja – wyjąwszy historyczną stylizacją na okres międzywojnia – i ogólnie raczej minimalistyczna estetyka to w zasadzie atuty tego filmu. Gdy dodać do tego jeszcze nieco senny nastrój, szaro-burą scenerię i pewnego rodzaju – wynikającą ze wspomnianych cech aktorstwa – sztywność ekspresji, otrzymujemy, o dziwo, całkiem spójny obraz i estetykę, w której cała historia wypada dość przekonująco. Bynajmniej nie realistycznie – bo chyba nie o to chodziło twórcom – ale na tyle zgrabnie, że niezbędny element w postaci atmosfery grozy i tajemniczości, a także chwile napięcia pojawiają się wtedy, gdy powinny.

Oczywiście próby budowy suspensu i misternego sączenia nastroju grozy spowitej tajemniczością czasem przegrywają w starciu ze wspomnianym już siermiężnym wykonaniem. Emfaza, egzaltacja i pretensjonalne aktorstwo to jedno – taka to konwencja, więc można się z tym pogodzić lub nie – ale już sceny akcji, których sztuczność wręcz poraża i odpycha, muszą wywoływać efekt komizmu. Szkoda, ponieważ gdyby udało się uniknąć tego rodzaju niedopatrzeń, powodujących jednoznaczną śmieszność, film, choć skromny i jednak pochodzący z odległej kulturowej epoki dziejów kina, mógłby być całkiem niezłym dreszczowcem. Dreszczowcem podszytym mocno specyficzną – charakterystyczną dla XVIII wieku – mieszanką metody szkiełka i oka, ezoteryki i zamiłowania do okultyzmu. Tym bardziej, że opowiadanie Grabińskiego, które posłużyło za kanwę filmu Lecha i Sajkowa – pomijając już ewidentne nawiązanie do Stevensona – czerpiące z charakterystycznych dla XVIII i XIX wieku teorii dotyczących dualizmu ludzkiej natury, istoty dobra i zła, a także, jak się wydaje, z freudowskiej psychoanalizy - nawet dziś stanowi materiał na tyle plastyczny, że z łatwości można by nadać mu kształt adekwatny do współczesnych realiów.

„Problemat profesora Czelawy” to – z pewnymi zastrzeżeniami – produkcja w gruncie rzeczy interesująca, a poza tym w obliczu deficytu polskiej grozy jej wartość automatycznie wzrasta, toteż warto się z nią zapoznać. Być może pretensjonalny i anachroniczny styl, w jakim została zrealizowana to również element konwencji, która obliczona mogła być na ukazanie widzowi świata na tyle odrealnionego, że dzięki temu – paradoksalnie – opowiedziana historia mogłaby stać się bardziej autentyczna i przemawiająca do wyobraźni.

Screeny

HO, PROBLEMAT PROFESORA CZELAWY HO, PROBLEMAT PROFESORA CZELAWY HO, PROBLEMAT PROFESORA CZELAWY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ odtworzenie realiów międzywojnia
+ suspens i atmosfera - nastrój tajemniczości
+ jakby nie było, jest to jeden z niewielu polskich filmów grozy

Minusy:

- archaiczne i teatralne aktorstwo
- pretensjonalność
- komizm scen akcji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -