Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RED LIGHTS

RED LIGHTS

Red Lights

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Rodrigo Cortés
Kraj prod.:Hiszpania / USA
Obsada:Robert De Niro, Cillian Murphy, Sigourney Weaver, Leonardo Sbaraglia, Elizabeth Olsen
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wszelakiej maści mędrcy i myśliciele od tysięcy lat zadają sobie pytania z tych co zwie się je fundamentalnymi – czym jest prawda? Gdzie leżą granice ludzkiego poznania? I wreszcie – czy otaczająca nas rzeczywistość to tylko materia, czy jednak najważniejszym jej aspektem jest obcy naszym zmysłom duch? Prym w tego typu dociekaniach wiedzie filozofia. A gdyby je uczynić tematem filmu grozy, czy byłby on oglądalny? By przekonać się o tym, wystarczy sięgnąć po obraz „Red Lights” wyreżyserowany przez Rodrigo Cortésa, twórcę wielokrotnie nagradzanego „Buried”.

Głównym bohaterem hiszpańsko-amerykańskiej opowieści jest Tom Buckley, młody naukowiec zajmujący się badaniem znaczeń, jakie ludzkie społeczności nadają zjawiskom nadnaturalnym. Wraz ze swą mentorką, wielce szanowaną w naukowym światku Margaret Matheson, przemierza Amerykę tropiąc różnego autoramentu hochsztaplerów, naciągaczy i oszustów. Celem obojga jest uzmysłowienie jak najszerszemu gronu ludzi, iż przekonywania do wiary w to, co niematerialne i nadprzyrodzone jest niczym innym, jak żerowaniem na nieszczęściu i człowieczej nadziei na poprawę swojego nieciekawego losu. Pewnego dnia jednak Buckley’owi przychodzi zbadać niezwykłe umiejętności Simona Silvera, niewidomego cudotwórcy. Bohater chcąc uwiarygodnić swoje badania zwraca się o pomoc do doktor Matheson. Jednak znana wszystkim pogromczyni magików-wydrwigroszy po raz pierwszy odmawia konfrontacji z kimś, kto rzekomo włada potężną mocą. Buckley szybko zdaje sobie sprawę z tego, iż nie tylko tajemniczy i doskonale zorganizowany Silver będzie jego oponentem. Od momentu bowiem, kiedy zdecydował się „prześwietlić” cudotwórcę, wokół niego zaczęły dziać się rzeczy, których wyjaśnienie przerasta jego analityczne możliwości.

Bohaterem filmu Cortésa nie jest ani pałający nienawiścią do wszystkiego co żywe psychopata, ani szaleniec szukający w kolejnych morderstwach sensu istnienia. „Red Lights” nie jest także historią krucjaty hord nadnaturalnych monstrów, której celem byłoby ujarzmienie lub wytrzebienie gatunku ludzkiego. W opisywanym tu filmie zagrożeniem dla człowieka nie są również ani dzikie zwierzęta, ani potwory wyhodowane przez naukowców z piekła rodem. Rozczarowany produkcją Hiszpana będzie też ten, dla kogo filmowe peregrynacje przede wszystkim sprowadzają się do poszukiwań obrazów skrajnego okrucieństwa. Przemoc w „Red Lights” nie odgrywa istotnej roli. Jeśli Cortés odrzucił zdecydowaną większość elementów definiujących horror, dlaczego więc jego filmem powinien zainteresować się miłośnik tegoż gatunku?

Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta – wszyscy bohaterowie filmu starają się zgłębić prawdę o zjawiskach paranormalnych. Ich życie podporządkowane jest dociekaniu tego, czy dana nadnaturalna manifestacja ma charakter spontaniczny, czy też za nią kryje się próbujący coś ugrać hochsztapler. Początkowo uwaga reżysera skupia się na postaci doktor Margaret Matheson, kobiety zdecydowanej i racjonalnie oceniającej rzeczywistość. Tropienie wszelakiej maści naciągaczy wykorzystujących ludzką potrzebę wiary uważa niemalże za swe powołanie. W obronie swych przekonań nie obawia się stanąć w szranki z kimkolwiek. Jej pracą, przenikliwością, a także niepozbawionym empatii sposobem patrzenia na rzeczywistość zafascynowany jest Tom Buckley, jej współpracownik. Podobnie jak ona młody naukowiec także jest przekonany, iż w ich pracy nie ma miejsca na kompromis, bowiem prawda o właściwościach otaczającego ich świata jest wartością nadrzędną. Bezkrytycznie więc patrzy na dokonania swojej promotorki. Dopiero kiedy na ich drodze staje słynny Simon Silver, okazuje się, że opoka racjonalizmu jaką wydaje się doktor Matheson, to w pewnej mierze maska chroniąca słabości bohaterki. Co więcej, charyzmatyczny cudotwórca zdaje się doskonale je znać. Dlatego kobieta nie chce z nim mieć nic wspólnego. Buckley jednak nie poddaje się, z coraz większą determinacją namawia panią doktor na serię eksperymentów mających na celu zbadanie rzekomych mocy Silvera. Konfrontacja z „wiedzącym” o takiej renomie i popularności jest dla niego uwieńczeniem zmagań z legionem hochsztaplerów.

Po drugiej strony barykady mamy wyjątkowego i budzącego podziw Simona Silvera. Upośledzenie – mężczyzna jest niewidomy – nie przeszkadza mu w porywaniu tłumu. Co więcej, niedostrzeganie tego co materialne, a tym samym nietrwałego i tymczasowego, w oczach oddanego tłumu czyni go jeszcze bardziej wiarygodnym. Jego celem jest udowodnienie, iż rzeczywistość to coś więcej niż tylko „mędrca szkiełko i oko”. Chce konfrontacji ze światem nauki, by dać zdecydowany odpór tym, dla których poznanie zaczyna się i kończy na ludzkich zmysłach.

Najważniejszym tematem filmu Cortésa będzie więc zapoczątkowany w epoce oświecenia i zażarcie toczony do dzisiaj spór o istotę uniwersum, którego człowiek jest jednym z elementów. Dla jednych każdy aspekt rzeczywistości definiowany jest i będzie przez naukę. Dla innych, zwolenników prymatu wiary nad wiedzą, na świat powinno patrzeć się przez pryzmat tego co nieuchwytne i niedostrzegalne. Dla nich bowiem każdy pierwiastek materii jest tylko powłoką dla ducha danego przez Boga. W „Red Lights” ową opozycję szczególnie wyraźnie widać w podejściu współczesnego człowieka do wiary. Z jednej strony XXI wiek, zdominowany przez technikę i pęd ku rozbuchanej konsumpcji, coraz bardziej postrzegany jest jako czas wyzuty z jakiejkolwiek duchowości. Z drugiej jednak powiększają się rzesze tych, którzy z niezwykłą determinacją szukają dla swojego życia nowego wymiaru. I ci – cierpiący, odrzuceni, niemogący poradzić sobie z dojmującą pustką – z rozbrajającą łatwością ulegają wpływowi wszelakiej maści podejrzanych guru. Cortés w sposób bardzo wyraźny pokazuje, iż potrzeba cudu, który odmieniłby ich życie, wyłącza krytycyzm. Ludzie owi, niczym narkomani, gotowi są zapłacić każdą cenę za chwilowe pocieszenie. Nie dostrzegają w nim, a może nie chcą dostrzec, ułudy, zaś na każdą próbę uświadomienia im prawdy reagują niechęcią a nawet agresją.

„Red Lights” jest więc tylko i wyłącznie ponad półtoragodzinną dysputą roztrząsającą skomplikowane zagadnienia filozoficzne? Film Cortésa to świetnie opowiedziana historia, w której rozrywkę naturalnie dopełniają treści skłaniające do refleksji. Nie brak w nim napięcia, doskonale skonstruowanych, a co za tym idzie, przykuwających uwagę sekwencji, wreszcie trudno inaczej jak w superlatywach mówić o wizualnej stronie produkcji, za którą odpowiedzialny był Xavi Giménez (autor zdjęć do „Darkness” Balagueró, „El Maquinista” Anderson, „The Abandoned” Cerdy czy „Agory” Amenábara). Założę się jednak, iż podczas seansu zdecydowana większość widzów wpatrzona będzie w kreacje aktorskie hollywoodzkich gwiazd – Roberta De Niro i Sigourney Weaver – oraz ulubionego aktora Danny’ego Boyle’a - Cilliana Murphy’ego. W moim przekonaniu z owej trójki najlepsza rolę, bo złożoną, a przez to wiarygodną i przejmującą, stworzyła Sigourney Weaver. De Niro odcina kupony od swej dawnej wielkości. Tyle że kto jak kto, ale on, choćby przez kreacje jakie stworzył w latach 70., 80. i 90., ma do tego prawo. Dla Murphy’ego każdy film swoje rodzaju wzywaniem, niezły więc jest także w „Red Lights”. Rzecz w tym, iż jego postać – nie do końca wygrana i trochę dziwnie wkomponowana w film – ogniskuje w sobie wszystko, co w obrazie Cortésa niedobre.

O tym, że od początku do końca „Red Lights” ogląda się z niesłabnącym zainteresowaniem, pisałem już powyżej. Trudno jednak oprzeć się konfuzji, jeśli przychodzi film Cortésa ocenić jako horror. Bo to, że reżyser oparł swój film na pewnych elementach gatunku, jest faktem bezspornym. Mam tu na myśli chociażby otwierający film seans spirytystyczny, kilka „jump scene”, charakterystyczną dla filmów grozy gradację napięcia oraz bardzo ważny dla fabuły wątek „fantastyczny”. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż cała nadana filmowi otoczka typowej dla horroru niesamowitości tylko przeszkadza w jego odbiorze. Z jednej bowiem strony mamy do czynienia ze skłaniającą do przemyśleń narracją, z drugiej zaś raczeni jesteśmy nijak pasującymi do całości wstawkami rodem z „Paranormal Activity”. Finał - już typowy dla horroru, niby zaskakujący, bo „zaopatrzony” w zwrot akcji – nie tylko rozczarowuje (niby trudno do przewidzenia, ale co z tego, kiedy nijak ma się do koncepcji filmu), ale, co istotniejsze, irytuje rozwiązaniem, które sprowadza się tak naprawdę do taniego triku zwanego „deus ex machina”.

„Upadek z wysokiego konia” – tak najkrócej można ocenić to, co Cortés próbował zawrzeć w „Red Lights”. Ambicje były spore, gdzieś po drodze jednak zabrakło pomysłu jak wpleść horror w dość skomplikowaną historię o poszukiwaniu prawdy. Mimo zastrzeżeń film jak najbardziej wart uwagi.

Screeny

HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS HO, RED LIGHTS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ film od początku przykuwa uwagę
+ pomysł na historię bardzo dobry
+ od strony wizualnej – tylko podziwiać
+ naprawdę dobre kreacje aktorskie
+ ciekawe postacie
+ fabuła naprawdę dająca do myślenia

Minusy:

- finał
- horror w tym wszystkim okazał się piątym kołem u wozu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -