Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:V/H/S

V/H/S

V/H/S

ocena:6
Rok prod.:2012
Reżyser:David Bruckner, Glen Joe Swanberg, Ti West, Adam Wingard
Kraj prod.:USA
Obsada:Calvin Reeder, Lane Hughes, Hannah Fierman, Mike Donlan, Joe Sykes
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Projekt filmowy „V/H/S” skazany był na frekwencyjny sukces. Found footage święci triumfy zarówno w kinach jak i wśród kupujących płyty DVD. I nic dziwnego, bo to konwencja idealnie wręcz pasująca do horroru. Ale „V/H/S” przyciągnąć przed ekrany miało nie tylko będącą na fali formą, lecz przede wszystkim nazwiskami. Przy filmie pracowali m.in. Adam Wingard („Pop Skull”, „Home Sick”, „A Horrible Way to Die”), David Bruckner (“The Signal”), Glenn McQuaid (“I Sell the Dead”) oraz Ti West (kapitalne “The House of the Devil”, “The Innkeepers”). Niewątpliwym walorem filmu jest jego konstrukcja - „V/H/S” to filmowa antologia, której poszczególne segmenty łączy fabularna klamra. Sukces na miarę „Blair Witch Project”, „Paranormal Activity” czy „[REC]”? Była na to szansa, bo koncept na film był iście przedni. Całość zapamiętana zostanie jednak, jako produkt dramatycznie nierówny – momentami trzymający za gardło, chwilami żenujący nijakością.

Grupa drobnych cwaniaczków z braku lepszego zajęcia trudniąca się nagrywaniem głupawych filmików i wrzucaniem ich do Internetu dostaje propozycję z tych nie do odrzucenia. Ich zadaniem będzie włamanie się do czyjegoś domu i kradzież pewnej bardzo cennej kasety video. Panowie postanawiają całą akcję zarejestrować kamerą video. W opuszczonym domostwie znajdują stos vhs-ów oraz... „pilnującego” kolekcji trupa. Początkowo przejęci „znaleziskiem”, z czasem większą uwagę zaczynają zwracać na to, co jest na kasetach.

Każdy z bohaterów osobno trafia do pokoju z włączonym sprzętem audiowizualnym. Niby dla szybkiego sprawdzenia zawartości taśm, goście „wrzucają” do odtwarzacza pierwszą z brzegu. I w ten sposób dochodzimy do tego, skąd w „V/H/S” wzięło się pięć filmowych nowelek. Nie będę opisywał każdej z nich, bo tekst ów rozrósłby się do rozmiarów dla większości odbiorców nieakceptowanych. Wszystkie łączy to, iż zrobione zostały w konwencji found footage. W dwóch opowieściach wykorzystano dość nietypowy sprzęt rejestrujący i może dlatego właśnie te są najlepszymi fragmentami filmu. Wreszcie w żadnej nie zabrakło humoru, najczęściej smoliście czarnego, wskazującego, iż antologia z jednej strony jest czymś w rodzaju hołdu złożonego nurtowi found footage, z drugiej zaś formą zabawy konwencją (co poniekąd pokazuje, iż w jej ramach będzie bardzo ciężko nakręcić coś nowego, świeżego).

Zdecydowanie najciekawszą „kasetą” jest pierwsza, zatytułowana przez autorów „Amatuer Night”. Opowiada o trzech znajomkach, którzy zakupiwszy okulary z zainstalowaną w nich kamerą, postanawiają nagrać pornola z „wyhaczonymi” w knajpie panienkami. Dwie przygodnie spotkane bardzo szybko dają się namówić na picie w pokoju hotelowym chłopaków. I kiedy ci mają już przystąpić do dzieła, okazuje się, iż pierwsza z lasek „zaliczyła zgona”, druga zaś jest monstrum polującym na mężczyzn. W jednej chwili film z tych w rodzaju „Kac Vegas” zmienia się w ścinającą z nóg krwawą jatkę. Jest pomysł, dynamika i umiejętne granie na emocjach.

Równie dobrze, przynajmniej na początku, ogląda się nowelę “The Sick Thing That Happened to Emily When She Was Younger”. Jej bohaterowie to dwoje młodych ludzi utrzymujących kontakt przez komunikator internetowy. Pewnego dnia dziewczyna oznajmia, że jej nowe mieszkanie jest nawiedzone. Dzięki internetowej łączności chłopak przekonuje się, iż jego sympatia nie konfabuluje. Z czasem okazuje się także, iż ze zjawami ma coś wspólnego choroba bohaterki – dziwne zmiany zachodzące na jej skórze. I kiedy wszystko wskazuje na to, iż z chłopakiem będziemy dzielili jego bezsilność patrząc na nierówną walkę chorej dziewczyny z duchami, następuje zwrot w akcji wywracający nasze mniemanie o historii na nice. Pomysł z wykorzystaniem perspektywy skejpodobnego komunikatora jest kapitalny. Szkoda tylko, że końcówka przez niepotrzebne zawikłanie intrygi pozostawia z uczuciem niedosytu.

Pozostałe opowieści, łącznie z „Tape 56” - historią spajającą je w całość - ani grzeją, ani ziębią. Chyba najbardziej zawiódł Ti West, z całej ekipy pracującej przy „V/H/S” najbardziej rozpoznawalny filmowiec. Epizod jego autorstwa, z niezłymi zdjęciami i naturalnie wykorzystanym efektem subiektywnej kamery, nudzi i to na całego. Przez to ciśnienia nie podnosi zastosowana na końcu zaskakująca i dająca do myślenia fabularna wolta.

Może i nieźle ogląda się segment „10/31/98” zrealizowany przez formację Radio Silence. Od początku akcja ma odpowiednie tempo, wizualnie to jeden z najlepszych fragmentów antologii (ciesząca oko aranżacja nawiedzonego domu, profesjonalnie wykonane efekty specjalne). Co z tego jednak, kiedy nie wiadomo dlaczego jeden z czterech kolesi wybierających się na halloweenową imprezę postanawia wszystko rejestrować.

O filmowe kuriozum ociera się część zatytułowana „Tuesday the 17th”. Nastoletnia dziatwa wybiera się do lasu na imprezę. Na miejscu zasadza się na nich uzbrojony psychopata. Rzecz w tym, iż jego widmową postać widać tylko okiem kamery. Dlaczego? Może zamysł reżysera polegał na tym, by za pomocą takiej radosnej metafory jak najdobitniej pokazać filmową proweniencję slashera?

Głowy nie urywa także spajająca wszystkie epizody nowela o włamywaczach. W „Tape 56” miało być zapewne trochę straszno, trochę śmieszno. Jego bohaterowie, filmowi anarchiści lubujący się w filmowaniu przerażonych kobiet i demolek opuszczonych magazynów, sami stają się ofiarą kogoś, kto w swym życiu obejrzał o jeden zły film za dużo. Epizod autorstwa Adama Wingarda jest do bólu przewidywalny – od momentu, gdy włamywacze odkrywają największa tajemnicę zbieracza kaset, wiadomo jaki los ich spotka.

Pomysłów na całość autorzy musieli mieć mnóstwo – antologia nowel nakręconych według reguł found footage, forma hołdu złożona konwencji idealnie, jak wspomniałem wyżej, wpisująca się w ramy gatunkowe horroru, pokazanie, iż kino grozy nie mus być pokorne i poprawne polityczne („Tape 56” i „Amatuer Night”), wreszcie sentyment do nośnika VHS, dzięki któremu rzesza wielbicieli gatunku poznała horror oraz jeden z najlepszych okresów w jego historii, mianowicie lata 80. ubiegłego wieku. Szkoda, że konceptów i pary twórczej niezłych przecież reżyserów nie udało się przekuć w ostre, bezkompromisowe i zapadające w pamięć filmy. Niemniej „V/H/S” udowadnia, iż pogłoski o śmierci found footage czy mockumentary są przesadzone. Większość historii, jakie przyobleczono w te formy, rzeczywiście nie zwalają z nóg nadmiarem oryginalności. Jednak warto pamiętać, iż ciekawemu, przemyślanemu, a nade wszystko odważnemu scenariuszowi (co w horrorze ma szczególne znaczenie) konwencja może jedynie dodać wartości.

Screeny

HO, V/H/S HO, V/H/S HO, V/H/S HO, V/H/S HO, V/H/S HO, V/H/S HO, V/H/S HO, V/H/S

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł z antologią
+ całość zrobiona w konwencji found footage
+ nowele „Amatuer Night” i “The Sick Thing That Happened to Emily When She Was Younger”
+ ciekawe rozwiązania fabularne w dwóch powyższych
+ sentyment do ery VHS

Minusy:

- jako całość jednak rozczarowuje
- największy zawód – Ti West
- niedorzeczny „Tuesday the 17th”
- epizod scalający pozostałe powinien być zdecydowanie bardziej zaskakujący

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -