Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RABIES a.k.a Kalevet

RABIES a.k.a Kalevet

Rabies

ocena:4
Rok prod.:2010
Reżyser:Aharon Keshales, Navot Papushado
Kraj prod.:Izrael
Obsada:Lior Ashkenazi, Danny Geva, Ania Bukstein, Menashe Noy, Ran Danker, Henry David, Yael Grobglas
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W 2009 roku miłośnicy kina grozy mogli zobaczyć film „Strayed”, zaś rok później obraz zatytułowany „Rabies”. Co łączy te filmy? I jeden, i drugi jest horrorem. Pierwszy wyprodukowany został w Kazachstanie, „Rabies” w Izraelu, oba więc w krajach, które dotąd na niwie kina grozy nie zapisały się, oględnie rzecz ujmując, niczym szczególnym. Warto po któryś sięgnąć? Film Akana Satayeva przez swe mistyczne zacięcie chwilami może robić naprawdę duże wrażenie. Trudno to samo powiedzieć o produkcji Navota Papushado i Aharona Keshalesa. Na czym polegli izraelscy filmowcy?

Czworo młodych ludzi jedzie samochodem na mecz tenisowy. Gubią się jednak w gąszczu leśnych dróg. Jakby tego było mało, potrącają mężczyznę. Ten po ocknięciu opowiada bohaterom nieprawdopodobną historię o dziewczynie, która jakoby uwięziona została przez szaleńca. Męska część eskapady postanawia pomóc nieznajomemu. Żeńskiej panowie wydają polecenie, by powiadomiły o wszystkim policję i cierpliwie czekały na przybycie funkcjonariuszy. Ci rzeczywiście po niedługim czasie pojawiają się na miejscu wypadku. Zamiast jednak zająć się wyjaśnianiem przyczyn zdarzenia, postanawiają wykorzystać fakt, iż dziewczyny ktoś zostawił na totalnym odludziu. W międzyczasie na trop psychopaty wpada strażnik patrolujący las. Widzi porwaną dziewczynę i postanawia odbić ją z rąk szaleńca.

To tylko niewielka część perypetii z jakim zmierzyć się muszą bohaterowie „Rabies”. Tych ostatnich jest sporo i co ważne, twórcy z Izraela wpadli na pomysł, by nie dokonywać podziału na bohaterów pierwszo i drugoplanowych. Losy wszystkich pokazywane są równolegle, film więc przypomina puzzle, które widz ułożyć musi sobie sam.

Historia zaczyna się jak typowy slasher. Dziewczyna zostaje uwięziona przez psychopatę. Chłopak szukając pomocy natrafia na czworo młodych ludzi. Refleksja nasuwa się sama – morderca zamiast jednej będzie miał sześć ofiar. W pewnym momencie jednak na scenie pojawiają się kolejni bohaterowie – leśny strażnik i jego narzeczona oraz dwóch policjantów (jeden to erotoman; drugi przez telefon nieustannie błaga żonę, by do niego wróciła). I ze slashera robi się coś, co tylko momentami wygląda horror, najczęściej jednak przypomina czarną komedię z zacięciem parodystycznym. Dwaj goście wybierający się na zawody, początkowo zgodni, później kłócą się niczym roszczeniowe panienki. Coraz bardziej irytuje ich gość szukający pomocy dla dziewczyny/siostry. Dwie towarzyszki bohaterów, najpierw spokojne i uległe, po spotkaniu z policjantami przeistaczają się w prawdziwe wojowniczki. Policjanci znowu zachowują się tak, jakby przeniesieni zostali na plan „Rabies” prosto z „Akademii Policyjnej”. Morderca „uświetnia” tylko kilka pierwszych minut filmu, później znika, by znowu pojawić się w finale. Warto zwrócić uwagę także na to, w jakich okolicznościach umierają wszyscy bohaterowie filmu. Przyzwyczailiśmy się, iż w zejściach bohaterów filmów grozy nie ma przypadku – czym efektowniejsze i poprzedzone wyrafinowanymi torturami, tym większy splendor uzyskują u widzów. W „Rabies” wszyscy giną w sposób co najmniej idiotyczny, co wskazuje, iż twórcom filmu bardziej chodziło o stworzenie komedii ze smoliście czarnym humorem niż o wystraszenie widza mrocznym horrorem.

Pod koniec seansu kilka razy próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie – po co powstał ten film? Gdyby tandem reżyserski Papushado & Keshales zrobił kolejny wzorowany na amerykańskich slasher albo jego upstrzoną w intertekstualność parodię, wszystko byłoby jasne. A tak mamy do czynienia z czymś, co określa się mianem „ni pies, ni wydra”. Film ani śmieszy, ani tym bardziej straszy. Co więcej, umiejscowienie zdecydowanej większości wydarzeń w jednym miejscu – czyni go nudnym. Może to też świadomy zabieg – umiejscowienie akcji w rozświetlonym słońcem lesie – tyle że, w moim przekonaniu, nie sprawdził się on w ogóle. Podobnie rzecz się ma z bohaterami. Niby to kopie postaci zarzynanych w dziesiątkach amerykańskich slasherów. Zdajemy sobie sprawę, iż nie ma się co do nich przywiązywać, bo zaraz jedna po drugiej będą w mniej lub bardziej efektowny sposób żegnały się z życiem. Ale oprócz tego twórcy każdego z bohaterów postanowili „wyposażyć” w potencjał komediowy. Jednak poza artystą odgrywającym jednego z policjantów żaden z aktorów nie poradził sobie z rolą „komediowej ofiary”.

Amerykanie zawsze potrafili śmiać się z wymyślonych przez siebie konwencji. Zgrywali się ze slasherów, nadawali nowy wymiar filmom o nawiedzonych miejscach, wreszcie topiąc film w makabrze naigrywali się z motywu szalonego naukowca. W „Rabies” zrobienie czarnego komedii ze slashera nie wyszło. Stąd film Papushado & Keshalesa polecam tylko tym, którzy za wszelką cenę pragną przekonać się, jak kręci się horrory w Izraelu. Inni z czystym sumieniem seans „Rabies” mogą sobie odpuścić.

Screeny

HO, RABIES a.k.a Kalevet HO, RABIES a.k.a Kalevet HO, RABIES a.k.a Kalevet HO, RABIES a.k.a Kalevet HO, RABIES a.k.a Kalevet HO, RABIES a.k.a Kalevet HO, RABIES a.k.a Kalevet HO, RABIES a.k.a Kalevet

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ profesjonalna realizacja
+ niezłe tempo
+ kilka mocnych scen
+ sporo zwrotów akcji

Minusy:

- film nie straszy i nie śmieszy
- z pomysłu zrobienia slashera „po swojemu” nic nie wyszło
- drętwa większość bohaterów
- brak inwencji w zabawie konwencją slashera

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -