Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FRANKENWEENIE

FRANKENWEENIE

Frankenweenie

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Tim Burton
Kraj prod.:USA
Obsada:Catherine O'Hara (głos), Martin Short (głos), Martin Landau (głos), Charlie Tahan (głos), Atticus Shaffer (głos), Winona Ryder (głos)
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wizjoner, magik, cudowne dziecko, naczelny ekscentryk kina. Te określenia od wielu lat towarzyszą Timowi Burtonowi, jednemu z najbardziej rozpoznawalnych reżyserów, będącym marką absolutnie nie do podrobienia. Jego utrzymane w gotyckiej, turpistycznej i baśniowej stylistyce obrazy przeszły do kanonu kultury popularnej, zaś każdy nowy projekt Burtona żywo komentowany jest już na etapie koncepcji. Po dwudziestu ośmiu latach reżyser postanowił stworzyć remake swojego krótkometrażowego filmu, który wówczas zostawił ciemną plamę w jego życiorysie.

Nowa Holandia, typowe amerykańskie przedmieścia, gdzie wszystko toczy się swoimi własnym, leniwym rytmem. Victor to ciekawy świata chłopiec, typ samotnika i domatora, który nad zabawy z kolegami przedkłada spokojne zacisze swojego pokoju i własne pasje. W miasteczku pojawia się nowy nauczyciel, niejaki pan Rzykruski, który zaszczepia dzieciom zamiłowanie do nauki. Tymczasem ginie najlepszy przyjaciel Victora, pies Sparky. Chłopiec, nie mogąc pogodzić się z tą stratą, postanawia znaleźć sposób, aby ożywić martwego zwierzaka.

„Frankenweenie” to doskonała ilustracja tego, że życie potrafi czasem płatać figle. Gdy w 1984 r., wówczas 26-letni Burton, terminował w wytwórni Walta Disneya, pracując nad krótkometrażowym „Frankenweenie”, chyba nie przypuszczał, że ponownie wróci do swego projektu za lat niespełna trzydzieści. Dość powiedzieć, że kooperacja z Disneyem w latach 80-tych odbiła się reżyserowi czkawką, a efekt jego pracy został oceniony dość mizernie. Sam zaś Burton został zwolniony. Wtedy oczywiście był postacią anonimową i nie miał tego statusu, co obecnie, jednak fakt pozostaje faktem, że jego krótkometrażowy „Frankenweenie” z 1984 r. przyjęto bardzo gorzko. Dla reżysera była to niełatwa pigułka do przełknięcia, tym bardziej, że jak wyznał w jednym z ostatnich wywiadów, projekt ten po dziś dzień wiele dla niego znaczy. Stąd właśnie pomysł na opowiedzenie historii raz jeszcze, z nowym rozwinięciem… i ponownie pod banderą Walta Disneya.

„Frankeenweenie”, obraz 3D utrzymany w czerni i bieli, w technice poklatkowej to sentymentalna wycieczka w przeszłość X muzy i zabawa popkulturowymi kontekstami, która przybiera tu formę wręcz dosłowną. Nawiązania do klasycznych dzieł wytwórni Universal w rodzaju „Frankensteina”, „Narzeczonej Frankensteina”, „Mumii”, czy „Wilkołaka” są najbardziej oczywiste, ale znajdziemy tu znacznie więcej puszczania oka do widza – kłaniają się m.in. „Godzilla”, „Gremliny”, „Ptaki”, a nawet po ekranie przemyka chyłkiem Christopher Lee jako Hammerowski „Dracula”. Imiona i nazwiska bohaterów wręcz w sposób literalny wskazują na konkretne odniesienia (główna postać nazywa się Victor Frankenstein). Ta żonglerka ikonami i motywami oraz towarzysząca temu zabawa w odgadywanie kontekstów towarzyszą dziełu Burtona aż do samego końca. Jestem przekonany niemal ze stuprocentową pewnością, że miłośnicy kina grozy, odnajdą tu wiele frajdy i niejeden uśmiech zabłyśnie na widok popkulturowych zapożyczeń. Lecz „Frankenweenie” to nie tylko „gra z widzem”, lecz także ciepła, emocjonalna i wzruszająca opowieść o więzi, łączącej chłopca i jego psa, która nawiasem mówiąc, ma odzwierciedlenie w osobistych doświadczeniach reżysera. Burton konsekwentnie snuje tu także opowieści o wyjątkowości, wyzierającej spod pozornej inności. Wszak świat „Frankenweenie” to uniwersum indywidualności i odmieńców, zręcznie zilustrowanych groteskową kreską.

Animacja ta ma jednak jedną poważną słabość. W zasadzie nie do końca wiadomo, do kogo targetowany jest „Frankenweenie”. Jeśli dla dzieci (polski tagline brzmi „Piorunująca dobra komedia”), to z pewnością skonsumują one jedynie wisienkę, osadzoną na samym szczycie tortu, bo większość kontekstu będzie im obca. Jeśli natomiast obraz dedykowany jest dorosłej widowni, to chyba za dużo tu ckliwości i infantylności, nawet jeśli jest to rodzaj sentymentalnej wycieczki.

Biorąc to wszystko pod uwagę, Burton jawi się tu w dobrej formie, a „Frankenweenie” to chyba jego najciekawsze dokonanie na przestrzeni ostatnich kilku lat. Pomimo zarzutu, który poczyniłem wcześniej, najnowsza produkcja „naczelnego ekscentryka kina” to rzecz sprawnie zrealizowana, a jej strona wizualna to prawdziwa uczta dla oka. I mimo że „Frankenweenie” nie zaskakuje swoją głębią, to wciąż tli się tu Burtonowska magia, za którą tęsknią miliony widzów na całym świecie.

Screeny

HO, FRANKENWEENIE HO, FRANKENWEENIE HO, FRANKENWEENIE HO, FRANKENWEENIE HO, FRANKENWEENIE HO, FRANKENWEENIE HO, FRANKENWEENIE HO, FRANKENWEENIE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mnóstwo odniesień do klasyki kina grozy
+ strona wizualna
+ postacie
+ znów czuć Burtonowską magię!

Minusy:

- nie do końca wiadomo, do kogo jest targetowany
- nie zaskakuje swoją głębią

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -