Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HEART STRING MARIONETTE

HEART STRING MARIONETTE

Zasznurowane serce marionetki

ocena:8
Rok prod.:2012
Reżyser:M dot Strange
Kraj prod.:USA / Islandia
Obsada:głosy: Richard Grove, JP Anderson, Asil Aceves, Little Jimmy Urine, Peter Adams, Elisabet De Saint Amour, Steinn Björnsson
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Because life doesn`t make sense, but your feeling do
/Tagline z trailera filmu/

Fantastyczny świat zamieszkany przez marionetki i kukiełki. Pewien chłopiec-marionetka został zamknięty w wielkim pudle przez złego klauna. Rozpaczliwie wzywa pomocy. Na jego wołania odpowiada samuraj zwany Samhainem Tsuke, bohaterem Bez Twarzy. Wojownik oswobadza chłopca i poprzysięga mu zemstę na tych, którzy uwięzili chłopczyka w wielkim pudle, czyli na straszliwym klaunie i jego panu, Lordzie Wor. Wkrótce do Tsuke dołącza gadatliwa striptizerka Siouxsie Silen, która dostrzega w mistrzu miecza, Samhainie szansę na realizację własnego celu: zemsty na potworze zwanym Ciałem. Dwojgu bohaterom towarzyszy, podążający za nimi łucznik Tatsuya, zafascynowany zarówno krągłymi kształtami Siousxie, jak też sławą Samhaine`a. Tsuke, Selina oraz Tatsuya wyruszają w niebezpieczną podróż przez świat opanowany przez religijnych fanatyków, dewiantów, przerażające potwory i samego Diabła.

Powyższe streszczenie dwugodzinnej, niezależnej animacji „Heart String Marionette” w reżyserii niejakiego M dot Strange`a (nazwijmy go po prostu „Panem Dziwnym”) jest jedynie szkicowym zarysem, cząstką części tego, co nas czeka podczas seansu tego wyjątkowego filmu. Omawiany obraz należy bowiem do tej rzadkiej kategorii filmów, które albo kocha się ślepą miłością albo szczerze nienawidzi. Jakby były wątpliwości: to wielka zaleta. Jeśli bowiem sztuka filmowa czy jakkolwiek inna nie budzi emocji to znaczy, że nie jest sztuką. A „Heart String Marionette” to bez wątpienia rodzaj bardzo specyficznej sztuki, łączącej elementy estetyki filmowej, grafiki komputerowej, malarstwa i muzyki.

Omawiając recenzowaną animację nie sposób nie wspomnieć o jej twórcy, ukrywającym się pod nieco pretensjonalnym pseudonimem M dot Strange. Bo jeśli Pan Dziwny zrealizował swój drugi w karierze film prawie w zupełności samemu, pełniąc jednocześnie funkcję reżysera, producenta, scenarzysty, twórcy zdjęć, montażysty, twórcy efektów specjalnych oraz użyczając głosu łucznikowi Tatsuyi, to rzeczywiście nie sposób o nim nie wspomnieć. M dot Strange naprawdę nazywa się Michael Belmont, mieszka i pracuje w San Jose w Kalifornii. Poza animacją zajmuje się również muzyką elektroniczną i rapem - nagrał łącznie dziewiętnaście albumów. Taką przynajmniej podaje liczbę na swojej stronie www. Jednak największą pasją Pan Dziwnego pozostaje animacja komputerowa. W swoim dorobku reżyserskim ma aż piętnaście tytułów: filmów krótkometrażowych, serii i dwóch pełnometrażowych obrazów (znakomicie przyjęty na festiwalu w Sundance „We Are Strangers” z 2007 r. oraz „Heart String Marionette”). Pan Dziwny nie ukończył żadnej szkoły filmowej czy artystycznej; jego szkołą – jak sam przyznaje – był i jest internet. Swoje filmy realizuje... nie wychodząc z domu. Odpowiednio wydajny komputer, profesjonalny program do realizacji filmowej, sporo talentu i wyobraźni i... można za dwadzieścia tysięcy dolarów wyprodukować takie „epickie” dzieło jak „Heart String Marionette”. W przypadku tego filmu M dot Strange korzystał z aplikacja Cinema 4D, firmy Maxon umożliwiającej w sposób nieograniczony realizowanie najbardziej fantastycznych, szalonych obrazów trójwymiarowych. A Pan Dziwny naprawdę potrafi posługiwać się tym niezwykłym narzędziem twórczym.

Ale najwyższa pora przejść do meritum, czyli filmu. Jego tytuł, dziwaczny pseudonim reżysera oraz świadomość, że charakter animowanego obrazu filmowego pozwala na zupełnie swobodne kształtowanie świata przedstawionego i zaludniających go postaci, mógł sygnalizować, że „Heart String Marionette” nie będzie filmem zwyczajnym. I nie jest. Już pierwsze tonące w brudnej szarości, rozświetlanej jasnymi punkcikami świateł kadry, wypełnione tysiącami zawieszonych na sznurkach marionetek pośród, których porusza się wszędobylska, ruchliwa „kamera”. Gwałtowność zmieniających się punktów filmowania scen, poszczególnych ujęć, tonacji (od nieprzyjemnie jaskrawych po ciemne), a nawet wyglądu bohaterów nie bez powodu przypomina narkotyczne wizje. „Heart String Marionette” bowiem to wizualny narkotyk, pełen pulsujących świateł, dwuwymiarowych wstawek animowanych, zmiennych planów, zmiennej faktury obrazu, a także serii kilkusekundowych ujęć – wszystkie te formalne zabiegi już nie tylko zakłócając proces identyfikacji z filmowymi postaciami, ale w ogóle percepcję obrazu. Oglądanie filmu Pana Dziwnego nie jest bowiem relaksującym, przyjemnym zajęciem, ale prawdziwym wyzwaniem, wymagającym ogromnej cierpliwości i koncentracji. A ponieważ twórca absolutnie nam w tym nie pomaga, zwłaszcza w początkowych kilkunastu minutach (choć, gdy pojawiają się istotne dla akcji postacie, pojawiają się również animowane napisy podające imiona bohaterów), czeka nas istna percepcyjna rzeź i seans może zamienić się w torturę. Warto jednak jej się podać. Bo chociaż „Heart String Marionette” to wizualny mindfuck, psychodeliczna podróż na podwójnym speedzie i fantasmagoryczna, halucynogenna podróż w głąb zmaterializowanego w komputerze Pan Dziwnego koszmaru, warto pogodzić się z percepcyjnym dyskomfortem i cierpliwie doczekać do finałowych scen. W całkiem bowiem zgrabny sposób łączą one bowiem porozrzucane wątki, dziwne i ekstrawaganckie postacie i nieco chaotyczną fabułę w miarę spójną całość. Co więcej: w końcowych fragmentach zostaje wyeksponowana skomplikowana, naznaczona cierpieniem, miłością i nienawiścią relacja między ojcem i synem.

Interpretowanie „Heart String Marionette” jest zajęciem wielce ryzykownym, bowiem film ten jest napakowany metaforami, symbolami, alegoriami i aluzjami tak, jak Robert Burneika sterydami. Mamy w filmie mnóstwo odniesień do symboli religijnych; pojawia się Diabeł (z głową kaczki i – uwaga! - przemawiający po polsku), jest nawet ukrzyżowany Chrystus, objawiający się pod bluźnierczą postacią potwora zwanego Ciałem. Wielokrotnie pojawia się motyw maski i twarzy: marionetki ukrywają swe twarz zza maskami, żeby Diabeł nie skradł im duszy. Te, które nie zdołały ich ocalić przemieniają się w znieruchomiałe manekin, które ledwie dotknięte, rozsypują się w pył. Zresztą sama figura marionetki obciążona jest konotacjami metaforycznymi, wyrażającymi zniewolenie, dominację, manipulację itp. „Heart String Marionette” to dżungla symboli i metafor, przez którą nie jest się łatwo przedrzeć. A jednak końcowe sceny podsuwają całkiem prostą interpretację. Nie chcę jej nikomu narzucać, więc nie będę wdawał się w szczegóły. Ogólnie mówiąc film Pana Dziwnego jest opowieścią o utraconej niewinności dziecka, które pozbawione miłości, nie jest w stanie wykształcić swojej własnej tożsamości; które w dorosłym życiu naznaczone zostaje piętnem rozpaczy, samotności i trawiącej go nienawiści. W gruncie rzeczy obraz M dot Strange`a to przejmująca opowieść o dziecku, którego najbliżsi, gdy bardzo tego potrzebował, mocno nie przytulili, a za „nieposłuszeństwo” zamknęli w wielkim pudełku uczuciowego chłodu, pogardy i poczucia winy. To, co oglądamy na ekranie, to ujęta w narkotyczną formę wizualizacja psychicznych konsekwencji tego zamknięcia, tej dziecięcej traumy. Tyle, że zamiast realizmu, otrzymujemy skrajny kreacjonizm.

Słów kilka o grozie. Nie będę się upierał, że obraz M dot Strange`a jest horrorem, bo nie jest. W co takim razie robi na stronie o horrorach? Po pierwsze i bezsprzeczne: „Heart String Marionette” jest pełen grozy. Groza sączy się z ponurych, mrocznych kadrów; z wszechobecności potworów i ich zdeformowanych kształtów; ze obecności zła w postaci dosłownej (Diabeł i jego słudzy) oraz mniej dosłownej: różnej maści fanatycy i psychopaci; z przeczucia śmierci i rozkładu, nie opuszczającego bohaterów i widzów i w końcu ze struktury fabuły, przypominającej senny koszmar. Po drugie natomiast, mimo iż animacja Pana Dziwnego jest daleka od klasycznego horroru (aczkolwiek występują w niej potwory a nawet nawiązania do amerykańskich monster movies z lat 50.), to warto zaprezentować „Heart String Marionette”, by ukazać, że esencja horroru: groza, może służyć nie tylko straszeniu widzów, ale funkcjonować jako znaczący element poetyki świata przedstawionego. Ba, że może wyrażać nie tylko specyficzny nastrój, ale opisywać stan psychiczny osób dotkniętych traumatycznymi zdarzeniami. Warto wiedzieć, że groza jest budulcem wszechstronnym i tę prawdę, chyba trudno się z tym nie zgodzić, najlepiej wyrażać na stronie jej poświęconej.

Warto na koniec odpowiedzieć sobie na jeszcze jedno pytanie. Skoro obraz M dot Strange`a wzbudza tak skrajne reakcje: zachwyt i całkowite odrzucenie, dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta. Przy całej swej oryginalności, kreatywności i niewątpliwej poetyckiej urody (wzmocnionej wszechobecną przejmującą muzyką Endiki) „Heart String Marionette” nie jest dziełem skończonym. Podstawowy zarzut, który można postawić jego twórcy, to.... nadmiar. Gdyż wydaje się, iż reżyser każdy pomysł, który przyszedł mu do głowy, bez zastanowienia wrzucał do fabuły, zapewne w imię „twórczej wolności”, co ostatecznie sprawiło, że obraz rozrósł się do ponad dwóch godziny, z czego pół godziny można byłoby bez szkody dla fabuły i jej wymowy wyciąć. M dot Strange sprawia wrażenie jakby zachłystywał się wolnością tworzenia, którą daje mu aplikacja Cinema 4D, ale zarazem zapominał, że prawdziwym artystą jest ten, kto jest zdolny do samoograniczeń w imię doskonałości sztuki, którą tworzy. Pan Dziwny staje się nie znać tej prawdy albo jej nie przestrzegać, co niestety ma ten efekt, że „Heart String Marionette” można równie dobrze uznać za „arcydzieło”, co za pretensjonalny bełkot pseudoartysty. Oceny na IMDB potwierdzają moje słowa. Rzecz jasna wielość zbędnych ujęć i scen nie jest jedynym mankamentem, ale to czy marionetki wyglądają ładnie czy brzydko jest już kwestią zupełnie subiektywną.

Jedno można już teraz napisać M dot Strange ma ogromny potencjał artystyczny i ma wiele ważnego do przekazania. Czy jednak ulegnie mirażowi przejściowej, głównie internetowej sławy i już niczego lepszego niż „Heart String Marionette” nie zrealizuje, czy wręcz przeciwnie: „Heart String Marionette” okaże się jedynie mało istotnym przystankiem w drodze na międzynarodowy szczyt sławy i uznania – czas pokaże. Warto jednak śledzić losy tego utalentowanego artysty-samouka.

Screeny

HO, HEART STRING MARIONETTE HO, HEART STRING MARIONETTE HO, HEART STRING MARIONETTE HO, HEART STRING MARIONETTE HO, HEART STRING MARIONETTE HO, HEART STRING MARIONETTE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wyjątkowa w formie trójwymiarowa animacja komputerowa
+ narkotyczna, psychodeliczna wizja świata jak ze sennego koszmaru
+ marionetki w maskach jako patent na bohaterów symbolicznych
+ wiele momentów bezsprzecznego, wizualnego piękna
+ bogactwo symboliki i ukrytych znaczeń
+ przejmujący wątek trudnych relacji między ojcem a synem
+ film z kategorii: albo się uwielbia albo nie znosi
+ Diabeł znowu mówi po polsku (co właściwie jest raczej ciekawostką niż „plusem”)

Minusy:

- wiele zbędnych scen, ujęć, realizacyjnych pomysłów itp., które wprowadzają chaos i utrudniają odbiór filmu
- specyficzna forma może niektórych widzów zmęczyć a nawet zniechęcić
- jako ostrzeżenie: mimo obecności grozy, niewiele wspólnego z typowym horrorem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -