Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA)

ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA)

Elza - Wilczyca z SS

ocena:7
Rok prod.:1975
Reżyser:Don Edmonds
Kraj prod.:USA / RFN
Obsada:Dyanne Thorne, Gregory Knoph, Richard Kennedy
Autor recenzji:gościnnie: Marcin Kupczyk
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

II MIEJSCE W KONKURSIE RECENZENCKIM HORROR ONLINE

Exploitation cinema to rozkwitający głównie w latach '70, specyficzny rodzaj kina bazujący na najniższych instynktach widowni i wykorzystujący, nierzadko grubymi nićmi szytą i naprędce skleconą fabułę dla ukazania jak największej ilości aktów przemocy i wulgarnej erotyki. Jednym z najbardziej charakterystycznych (boję się napisać: najciekawszych) odłamów kina eksploatacji stał się nurt nazi-exploitation, w którym do wyżej wymienionych składników dorzucono niezdrową fascynację hitlerowską symboliką oraz ulokowanie całości w realiach II Wojny Światowej - głównie w okolicach obozów koncentracyjnych i wojskowych burdeli. Za pionierski nazi-exploit oficjalnie uznaje się amerykański "Love Camp 7" z roku 1969, równie znaczące na tym polu są produkcje włoskie takie jak "SS Experiment Love Camp" (1976), "Gestapo's Last Orgy" (1977) czy "The Beast in Heat" (1977) jednak to właśnie omawiana tutaj "Ilsa - She Wolf of the SS" uchodzi za sztandarowy film, czy wręcz definicję całego nurtu. Czy słusznie? Przekonajmy się...

Tytułowa bohaterka (Dyanne Thorne) pełni funkcję komendanta żeńskiego obozu koncentracyjnego numer 9. Przybywające tam przedstawicielki "ras niższych" dzielone są przez nią na dwie kategorie - te którym dopisze szczęście zostaną poddane sterylizacji i odesłane do polowych domów publicznych, pozostałe posłużą za materiał do okrutnych eksperymentów medycznych, prowadzonych pod czujnym okiem sadystycznej pani komendant. Więźniarki będą wystawione na działanie wysokich temperatur oraz ciśnienia, zarażane śmiertelnymi chorobami i poddawane testom wytrzymałości na ból - wszystko to w celu stworzenia bakteryjnej wunderwaffe i zapewnienia niemieckiej armii przewagi na wszystkich frontach. To jednak nie koniec...W obozie przebywają również mężczyźni - teoretycznie sprowadzeni do roli taniej siły roboczej zaś w praktyce stanowiący erotyczne zaplecze dla dysponującej niespożytym apetytem seksualnym Ilsy. Biada jednak więźniom, którzy nie sprawdzą się w roli idealnych kochanków - jedyną karą za to przewinienie jest kastracja! Rolę głównego antagonisty nienasyconej SS-manki weźmie na siebie jeniec Wolfe (Gregory Knoph) - Amerykanin, który swymi łóżkowymi możliwościami znacznie przewyższa dotychczasowych partnerów Ilsy. Podczas gdy jego współwięźniowie zajmą się przygotowaniem planów ucieczki, Wolfe zdecyduje się pokonać Ilsę jej własną bronią...

"Wilczyca", mimo iż zaliczana w poczet nazi-exploitów wpisuje się także w jeszcze jeden popularny nurt kina eksploatacji, mianowicie "women in prison" - podgatunek, którego głównym celem było, pod płaszczykiem napiętnowania szowinizmu i przemocy wobec kobiet, utrwalenie na taśmie filmowej jak największą ilość nagich piersi i pośladków. Taka jest też "Ilsa...", gdzie zarówno więźniarki jak ich nadzorczynie paradują w skąpych strojach a każda scena tortur czy lekarskich badań jest tylko pretekstem do pokazania nam kolejnej pary cycków. Jeśli zaś chodzi o same tortury...cóż, jest w czym wybierać: zbiorowy gwałt, biczowanie, odcinanie palców, gotowanie żywcem czy traktowanie genitaliów prądem to tylko kilka punktów z bogatej oferty obozu numer 9. Spore wrażenie robi scena bankietu, wydanego na cześć hitlerowskiego dygnitarza, gdzie jedna z ofiar pełni rolę żywej dekoracji - z zaciśniętą na szyi pętlą i powoli roztapiającą się bryłą lodu jako jedynym oparciem dla stóp...Trzeba zresztą przyznać że większość krwistych efektów specjalnych, pod względem wykonania robi zdecydowanie pozytywne wrażenie, pomijając może nieco nienaturalną barwę samej krwi w niektórych scenach. Gorzej że scenom wymyślnego okrucieństwa często towarzyszą przaśne przyśpiewki, kojarzące się mimowolnie z gromadą wesołych Bawarczyków w skórzanych portkach i czapeczkach z piórkiem przez co chwilami nie sposób opanować rozbawienia.

Największą zaletą filmu jest jednak zdecydowanie sama Ilsa czy raczej odtwarzająca tą postać Dyanne Thorne. Co prawda trudno zachować powagę słysząc jak aktorka wyszczekuje swoje kwestie z udawanym teutońskim akcentem lecz jednocześnie ciarki mogą przebiec nam po krzyżu gdy widzimy jak z demonicznym uśmieszkiem obserwuje agonię więźniarek cierpiących "ku chwale III Rzeszy" lub gdy pozornie obojętnym wzrokiem taksuje nowo przybyłe kobiety obracając w dłoniach szpicrutę. Ilsa przykuwa uwagę widza wyrazistą osobowością i drapieżnym seksapilem - to prawdziwa aryjska piękność, "blond-bestia", odziane w czarny mundur SS i błyszczące oficerki uosobienie marzeń każdego niespełnionego fetyszysty. Thorne doskonale czuje się w tej roli i stanowi, wraz ze swą gwardią przyboczną (gdyby ktoś się nie domyślił - dwie biuściaste, blondwłose SS-manki) doskonałą przeciwwagę dla męskich przedstawicieli "rasy panów", którzy, począwszy od zwykłego, śmierdzącego piwskiem żołdaka a na perwersyjnym generale o nalanej, błyszczącej od potu gębie kończąc, bardziej przypominają stałych bywalców Oktoberfestu niż szlachetnych Aryjczyków.

W momencie swego powstania, "Ilsa..." stanowiła możliwość zbliżenia się do tematów tabu (w prostych słowach: przemocy i golizny) pod pretekstem lekcji historii najnowszej bowiem, jak by nie patrzeć, odrobinkę historycznej autentyczności jednak ten film posiada. Nie jest to na pewno tak dokładna faktografia, jaką znamy choćby z "Men Behind the Sun" ale bestialskie, pseudonaukowe eksperymenty nazistów rzeczywiście miały miejsce zaś postać Ilsy wzorowana jest po części na niejakiej Ilse Koch, przezwanej "suką z Buchenwaldu" i znanej nie tylko z wyjątkowego okrucieństwa wobec więźniów ale również z makabrycznego upodobania do przedmiotów codziennego użytku (np. abażurów) wykonanych z ludzkiej skóry. Aż dziw bierze, że twórcy filmu nie wykorzystali tego, jakże uroczego motywu...

W dzisiejszych czasach, gdy nieskrępowana przemoc bez problemu przedostaje się na ekrany kin a dostęp do Internetu umożliwia legalne i darmowe wejście do świata erotyki, omawiane tu dzieło zainteresuje już chyba tylko nieliczną grupkę widzów ciekawych w jakie przedziwne rejony potrafi czasem skręcić Dziesiąta Muza. Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć jeden, jedyny nazi-exploit, ze wszystkimi jego wadami oraz dobrodziejstwami i za jednym zamachem wyrobić sobie zdanie o całym podgatunku - niech będzie to właśnie "Ilsa - She Wolf of the SS". Miłośników filmowej eksploatacji nie zachęcam gdyż nie muszę tego robić. Ci ostatni "Wilczycę" znają zapewne na wyrywki.

Screeny

HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ILSA - SHE WOLF OF THE SS (RECENZJA KONKURSOWA)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ główna bohaterka
+ sceny gore
+ dla miłośników tego typu kina to nieśmiertelna klasyka!

Minusy:

- takie nagromadzenie przemocy i seksu nie każdemu przypadnie do gustu
- chwilami sprawia niezamierzenie komiczne wrażenie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -