Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WRONG TURN 5: BLOODLINES (RECENZJA KONKURSOWA)

WRONG TURN 5: BLOODLINES (RECENZJA KONKURSOWA)

Droga bez powrotu 5

ocena:5
Rok prod.:2012
Reżyser:Declan O'Brien
Kraj prod.:USA
Obsada:Doug Bradley, Camilla Arfwedson, Simon Ginty
Autor recenzji:gościnnie: Dariusz Kick
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

RECENZJA WYRÓŻNIONA W KONKURSIE RECENZENCKIM HORROR ONLINE

Wrong Turn to klasyk. Doczekaliśmy się już piątej części serii o zmutowanych rednekach ludojadach, którzy w skutek kazirodczych stosunków radośnie kultywowanych w swojej familii, ewentualnie z powodu radioaktywnych jagód, wyglądają jak ofiary Czarnobyla. Jednak tym razem szalona rodzinka postanowiła wyjść z lasu i zaszaleć w mieście. Skończyło się jak w tym przysłowiu. Wpuścić chama do biura, to atrament wypije. Jednak zanim przejdziemy dalej, należy lojalnie uprzedzić, iż w poniższej recenzji przez małe ‘r’ spojlerów będzie więcej niż w podrasowanym Seicento.

W pewnej wiosce w zachodniej Wirginii ma odbyć się helloweenowy festiwal Człowieka z Gór. Ot takie Mardi Gras z Nowego Orleanu czy polski Śledzik. Swoją drogą, dlaczego jest tak, że polskie nazwy zawsze brzmią tak przaśnie i obciachowo? Ale wracając do tematu. Mamy do czynienia z paczką studentów, którzy udają się na rzeczony festiwal. Trójka chłopców i dwie dziewczyny. Jest tylko jeden problem. Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział, jeśli w pierwszym kadrze pojawia się strzelba to w drugim musi wystrzelić. Tutaj przysłowiową strzelbą jest niesforny synalek bogatego ojca, który dla podkręcenia atmosfery zaopatrzył się w zioło. Ale nie w gram czy choćby dziesięć gramów. Koleś taszczy za sobą wypchany worek, z którego wcześniej ani chybi wysypał z dwa i pół kilo antonówek. Jeśli w filmie pojawia się przygłupi student wagarowicz, trzyma w ręku worek wypchany trawką a ma pod ręką samochód, to musi nastąpić „trzęsienie ziemi” a później będzie już tylko gorzej.

Nie ma się, co oszukiwać, natężenie głupoty, braku logiki, gatunkowych kalek czy papierowych postaci jest tak duże, że każdy nieobeznany z gatunkiem widz i każdy pseudo intelektualista poczuje się zniesmaczony jak Magda Gesler w budce z hamburgerami. Jedną z najlepszych papierowych postaci jest mąż pani szeryf Peter Brooke. Facet pojawia się w filmie zaledwie trzy razy, za każdym razem nawija o jedzeniu, które przygotuje swojej zapracowanej żonie. Pcha się ze swoimi kanapkami jak małpa do brzytwy. A stare porzekadło mówi, jeśli żona mówi ci, że będzie zajęta całą noc, siedź na czterech literach w domu a jeśli już musisz, to pobaw się kanapką nie schodząc z kanapy. Z kolei głupota pani szeryf, która nie widzi tak oczywistej pułapki jak ta przygotowana w samochodzie, woła o pomstę do nieba. Podobnie rzecz ma się z dwoma przyjaciółmi, którzy z giwerami większymi od nich samych kręcą się po wyludnionych ulicach, (bo w stanach jak jest impreza to wyludniają się całe kwartały) w poszukiwaniu dziewczyny, zachowują się tak idiotycznie, są tak bardzo pozbawieni instynktu samozachowawczego, że odebrać im broń to zadanie łatwiejsze niż odebranie portfela przeciętnemu gimnazjaliście uzbrojonemu w ciętą ripostę i przerośnięte ego.

Nasi ludożercy, choć dopiero, co wyszli z lasu, jednak w rozdzielni prądu wiedzą doskonale gdzie uderzyć, żeby pozbawić całe miasteczko prądu. Generalnie trzech dzikusów błyskawicznie odcina miasteczko od prądu i sieci komórkowej, bo nie dostali cukierka, więc musi być psikus. Sztuka godna komandosów z Gromu. Właśnie w takich oparach absurdu, będziemy nurzać się przez cały seans. Oślepiona dziewczyna, która sunie szosą idealnie po łuku, odrzucona na kilka metrów siłą wybuchu pani szeryf wstaje i otrzepuje się jak gdyby potknęła się na wiejskiej potańcówce. A czworo studentów, dla których cztery bilety po dziewięćdziesiąt dolarów to w sumie dwieście sześćdziesiąt dolarów, pokazuje poziom szkolnictwa w USA i jest wisienką na naszym zwariowanym torcie. Mnie osobiście najbardziej rozbawiło, kiedy pani szeryf stwierdziła, że nie mogą się rozdzielać i nie powinni opuszczać komisariatu. Muszą pozostać w budynku i czekać do rana. Od momentu, kiedy to powiedziała z posterunku, co chwila ktoś wychodzi, ktoś wchodzi, ktoś wraca a ktoś inny (na szczęście) już nie wraca.

Jeśli chodzi o aktorów to najbardziej doświadczony wydaje się być Doug Bradley występujący w serii, Hellriser i kilku innych udanych horrorach. Niestety tutaj, jako wujaszek mutantów, nie pokazał wiele. Gość ma coś w sobie, ale nie potrafił tego z siebie wykrzesać. Wszystkie sceny za kratkami przywodziły mi na myśl nieudaną podróbkę Hannibala Lectera z Milczenia Owiec. Dla mnie postacią numer jeden jest najbrzydszy z trójki mutantów siwowłosy smakosz. Ma w sobie coś z psychopaty i widać było, że męczenie zidiociałej dziatwy sprawia mu autentyczną przyjemność. Jego dwaj kompani robią trochę za przystawki, jeśli wiecie, co chcę powiedzieć. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ja osobiście dobrze się bawiłem. Film ma w sobie ogromny potencjał komediowy i szkoda, że tego nie wykorzystano. Mimo wszystko zagorzałym zwolennikom powinien się spodobać. Choć nie jest to film dla każdego jak kuchenne rewolucje czy M jak miłość.

Na co zasługują kretyni? Czy pani szeryf doczeka się obiecanych kanapek a ich twórca świtu? Na te i wiele równie intrygujących pytań, znajdziecie odpowiedź oglądając Wrong Turn 5.

Screeny

HO, WRONG TURN 5: BLOODLINES (RECENZJA KONKURSOWA) HO, WRONG TURN 5: BLOODLINES (RECENZJA KONKURSOWA) HO, WRONG TURN 5: BLOODLINES (RECENZJA KONKURSOWA) HO, WRONG TURN 5: BLOODLINES (RECENZJA KONKURSOWA)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ humor

Minusy:

- słaba gra aktorska,
- dziurawy scenariusz
- brak logiki

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -