Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA)

ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA)

Zombie pożeracze mięsa

ocena:10
Rok prod.:1979
Reżyser:Lucio Fulci
Kraj prod.:Włochy
Obsada:Tisa Farrow, Ian McCulloch, Richard Johnson
Autor recenzji:gościnnie: Marcin Kupczyk
Ocena autora:10
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

RECENZJA WYRÓŻNIONA W KONKURSIE RECENZENCKIM HORROR ONLINE

W ogarniętym półmrokiem pomieszczeniu spoczywa ciało, szczelnie owinięte całunem. Stojący obok mężczyzna drżącą dłonią ściska rewolwer wycelowany w głowę umarłego. Już za chwilę nieboszczyk zacznie się poruszać a czuwający dotąd przy łożu śmierci towarzysz będzie musiał pozbawić go życia po raz kolejny. Tym razem na dobre... Tak rozpoczyna się jeden z najważniejszych i zarazem najlepszych "zombie-movies", który z miejsca stał się ikoną rodzącego się właśnie nurtu i pociągnął za sobą rzesze naśladowców. Maestro Fulci mówi nam "dzień dobry".

Aby w pełni zrozumieć fenomen "Zombi 2" widz powinien znać realia panujące we włoskim kinie w latach '70 ubiegłego wieku. Tamtejsi filmowcy, licząc na łatwy zarobek, beztrosko kopiowali wszelkie produkcje, które odniosły komercyjny sukces na zachodzie, zalewając rynek wszelakiej maści kliszami, pseudokontynuacjami i podróbkami znanych hitów. Za jeden z bardziej kuriozalnych przykładów niech posłuży fakt, że włoski "Terminator 2" ujrzał światło dzienne jeszcze zanim James Cameron zabrał się za kręcenie oficjalnego sequelu. Nic więc dziwnego, że już niecały rok po światowej premierze "Dawn of the Dead" George'a A. Romero bossowie włoskiego przemysłu filmowego postanowili uszczknąć co nieco z sukcesu tego dzieła (wyświetlanego na Półwyspie Apenińskim pod tytułem "Zombi") i podczas gdy Romero łapał oddech przed nakręceniem finałowej części swojej trylogii, makaroniarze sklecili scenariusz, skrzyknęli ekipę i nie pytając nikogo o zdanie zabrali się za tworzenie kontynuacji pieczę nad całością powierzając doświadczonemu reżyserowi nazwiskiem Lucio Fulci.

Fulci, mimo iż niewątpliwie utalentowany, był wtedy kimś w rodzaju reżysera do wynajęcia - rzemieślnika, który tworzył to na co akurat istniało zapotrzebowanie. Gdy trzeba było nakręcić komedię - Fulci kręcił komedię, gdy potrzebny był western - Fulci kręcił western najlepiej jednak czuł się na gruncie brutalnych (i często kontrowersyjnych) kryminałów zwanych "gialli". Traf sprawił, że odpowiedzialność za stworzenie włoskiej odpowiedzi na 'Świt...' spadła właśnie na niego - traf, trzeba dodać, niezwykle szczęśliwy dla obu stron. Film pozwolił niemłodemu już twórcy, którego wkrótce określać się będzie mianem "ojca chrzestnego kina gore" wypłynąć wreszcie na szerokie wody. Z kolei "Zombi 2" do dziś stanowi jedno ze szczytowych osiągnięć europejskiego horroru.

Czas najwyższy aby przedstawić zarys fabuły. Po krótkim prologu, pokazującym egzekucję przywróconych do życia zwłok, akcja przenosi się do Nowego Jorku. U wybrzeży wielkiego miasta dryfuje bezpański jacht pozbawiony załogi. Opuszczona z pozoru żaglówka przywozi ze sobą straszliwego pasażera - ukryty pod pokładem, korpulentny zombie zabija funkcjonariusza straży przybrzeżnej i sam ginie w morskich odmętach. Policja ustala nazwisko właściciela łódki, niestety jego córka Ann (Tisa Farrow - nota bene, siostra słynnej Mii) nie ma pojęcia gdzie podziewa się jej ojciec. W rozwiązaniu tej zagadki pomoże jej wścibski acz sympatyczny dziennikarz Peter West (Ian McCulloch). Enigmatyczny list, znaleziony na pokładzie jachtu, skłoni oboje do wyruszenia na poszukiwanie cieszącej się złą sławą wyspy Matool, gdzieś na Karaibach, na której ojciec dziewczyny, dotknięty nieznanym schorzeniem oczekuje na rychłą śmierć. Bohaterowie, wraz z parą przypadkowo poznanych turystów już wkrótce zostaną uwięzieni na odciętym od świata skrawku lądu, gdzie tajemniczy doktor Menard (Richard Johnson) prowadzi badania nad chorobą dziesiątkującą tubylców i zamieniającą umarłych w żądne krwi żywe trupy.

Fabuła zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną filmu, co więcej - chwilami rwie się ona niczym papierowy ręcznik, pozostawiając widza z szeregiem niedopowiedzeń. Naprawdę ważny jest jednak fakt, że Fulci wykorzystał pozornie błahą historyjkę jako pretekst do przedstawienia własnej, oryginalnej wizji horroru. Facet zaczerpnął pełną garścią z "Dawn of the Dead", wyciągnął co się dało z klasycznych filmów o żywych trupach ("I Walked with a Zombie" , "White Zombie" i kilku innych staroci) powracając tym samym do korzeni legendy i stworzył z tych elementów całkiem nową jakość! Po części zrezygnował z logiki by móc ukazać nam szereg przedziwnych scen, scen nierzadko makabrycznych i odrażających ale przy tym niezwykłych, wręcz wizjonerskich, budzących podziw dla artystycznej śmiałości reżysera. Czy kiedykolwiek wcześniej potrafilibyśmy sobie wyobrazić scenę niesamowitego, podwodnego starcia żywego trupa z ogromnym rekinem - scenę, która wciąż, dla wielu fanów ekranowej grozy pozostaje niedoścignioną, najlepszą wręcz w historii horroru? A moment, w którym z liczących kilkaset lat mogił konkwistadorów wypełzają ich rozkładający się lokatorzy rozpoczynając triumfalny pochód w rytm apokaliptycznej ścieżki dźwiękowej? Wszak to majstersztyk! Dodajmy, że jeden z zombie, pojawiających się w tej scenie (a którego fizjonomię wykorzystano później na plakatach, koszulkach i innych tego typu gadżetach) do dziś stanowi jedną z najbardziej rozpoznawalnych trupich kreacji w historii kina, porównywalną chyba tylko z rolą Billa Hinzmana w "Nocy..." i niezapomnianym Bubem z "Dnia żywych trupów". Atmosfera sennego koszmaru, która już niedługo stanie się znakiem rozpoznawczym filmów Fulciego, niejednokrotnie przytłacza, obezwładnia, pozbawia nadziei...jednak jest to koszmar na tyle fascynujący, że za nic w świecie nie chcemy się z niego obudzić. Nie można przy tym zapomnieć, że pomimo oderwanych od rzeczywistości scen i onirycznej atmosfery, "Zombi 2" to nie jakiś "Pies Andaluzyjski" lecz kino przeznaczone wyłącznie dla miłośników mocnych wrażeń. Nieraz wzdrygniemy się obserwując, wykonane z godnym podziwu realizmem, okropności - potoki krwi tryskające z przegryzionych gardeł, otwarte rany, bolesną agonię zakażonych wyspiarzy, zmasakrowane ciała grzebane w zbiorowych mogiłach czy wreszcie powolne nabicie gałki ocznej na kilkucentymetrową drzazgę - najsłynniejszy chyba fragment filmu, który przysporzył twórcom niemałych problemów z cenzurą...

Do tej pory chwaliłem wyłącznie reżyserski kunszt Fulciego, jednak omawiany film nie mógłby zalśnić pełnią blasku bez udziału co najmniej dwóch osób, z którymi wyżej wymieniony współpracował później przy tworzeniu innych pamiętnych obrazów ("City of the Living Dead" czy "The Beyond"). Pierwszym z nich jest nadworny kompozytor mistrza - Fabio Frizzi, odpowiedzialny za stworzenie ścieżki dźwiękowej, w tym genialnego, hipnotyzującego motywu przewodniego, który jeszcze na długo po seansie nie daje o sobie zapomnieć i bezlitośnie pulsuje pod czaszką. Do dziś mam ciarki na plecach słuchając tej kompozycji...Drugi z panów to niejaki Giannetto De Rossi - spec od charakteryzacji, któremu zawdzięczamy upiorny wizerunek "pożeraczy mięsa". Zapomnijmy o żywych trupach Romero - statystach z twarzami pomazanymi szarą farbą i pochlapanymi imitacją krwi. De Rossi, za pomocą skromnych środków, takich jak surowe ciasto czy...żywe dżdżownice, stworzył prawdziwy festiwal śmierci i rozkładu. Patrząc na maszerujące zombie, pokryte ziemią, zakrzepłą krwią, robactwem i łuszczącą się skórą, niemal czuje się zapach zgnilizny i cmentarnej gleby...Wszystkie te elementy składają się na obraz niezwykły, jedyny w swoim rodzaju, obraz w pełni zasługujący na kult, jakim jest obdarzany przez fanów filmowego horroru.

Dzieło Fulciego po prawdzie nie ustrzegło się błędów jednak na wspomniane ubytki w scenariuszu, słabe aktorstwo czy kilka technicznych niedoskonałości łatwo jest przymknąć oko i pozwolić by niezwykły świat 'poety gore' wciągnął nas bez reszty. Zaiste, w trakcie seansu niejednokrotnie można mieć wątpliwości czy ciągle jeszcze oglądamy kiczowaty horror klasy B czy też jakieś ponadnaturalne siły przeniosły nas wprost na przeklętą wyspę Matool, w sam środek makabrycznej apokalipsy...a czy sprawiła to plemienna magia czarowników Voodoo czy po prostu MAGIA KINA - ocenić musimy sami.

Screeny

HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA) HO, ZOMBI 2 a.k.a Zombie Flesh-Eaters (RECENZJA KONKURSOWA)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niezapomniane sceny
+ apokaliptyczny klimat
+ charakteryzacja żywych trupów
+ efekty gore
+ muzyka

Minusy:

- dziurawa fabuła
- momentami słabe aktorstwo i dialogi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -