Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KITCHEN SINK

KITCHEN SINK

Kitchen Sink

ocena:8
Rok prod.:1989
Reżyser:Alison Maclean
Kraj prod.:Australia
Obsada:Theresa Healey, Peter Tait, Annagretta Christian
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Przez znawców, krytyków, a także wielu miłośników filmu horror kojarzony jest z kinem komercyjnym, gatunkowym, przez co odmawia mu się jakichkolwiek związków ze sztuką ambitną i problemową. W przypadku zdecydowanej większości produkcji wykorzystujących poetykę grozy rzeczywiście tak jest – horror ma schlebiać gustom jak największej ilości odbiorów, a tym samym zarobić jak najwięcej pieniędzy. Ale generalizowanie ma to do siebie, iż spycha na margines te obrazy, które wymykają się prostym podziałom i klasyfikacjom. Dlatego między jednym a drugim seansem pozbawionych krztyny oryginalności sequeli czy remake’ów amerykańskich hitów warto uważnie przyjrzeć się produkcjom, w których gatunkowa przynależność do horroru stanowi estetyczne dopełnienie dla zawartych w nich intelektualnych konceptów. Jednym z takich filmów jest nowozelandzki „Kitchen Sink” Alison Maclean.

Pewnego dnia młoda kobieta w odpływie zlewu kuchennego znajduje kosmyk czarnych włosów. Chcąc pozbyć się paskudztwa, postanawia je wyciągnąć. Dość szybko bohaterka orientuje się, iż ciemne zwoje nie są włosami. Na ich końcu bowiem znajduje się płód humanoidalnej istoty. Kobieta przerażona znaleziskiem wyrzuca je do śmieci. Później wiedziona irracjonalnym odruchem wrzuca stworzenie do wanny wypełnionej wodą. Ta okazuje się być substancją odżywczą, dzięki której płód może się rozwijać. Po niedługim czasie bohaterka znajduje w swej łazience... dorosłego mężczyznę. Zlękniona całą sytuacją decyduje się jednak zaopiekować nieprzytomnym człowiekiem. Z czasem zaczyna on budzić w niej niezdrową fascynację. Kobieta myje go, znajduje mu ubranie, pewnej nocy śpi z nim w jednym łóżku. I kiedy wreszcie godzi się z tym, iż nigdy nie pozna jego tajemnicy, mężczyzna odzyskuje przytomność.

Seansem filmem Maclean usatysfakcjonowani powinni być przede wszystkim miłośnicy twórczości Lyncha i Cronenberga. „Kitchen Sink” ma w sobie dużo z „Głowy do wycierania” – ascetyczną i niemalże pozbawioną dialogów formę, biało-czarne zdjęcia, surrealizm, niemałą dawkę makabry, a nade wszystko tajemnicę czyniącą z filmowej opowieści intrygującą łamigłówkę. W produkcji nowozelandzkiej artystki ogromną rolę odgrywa cielesny aspekt człowieczeństwa. To znowu budzi skojarzenia z filmami Davida Cronenberga, zwłaszcza z tymi nakręconymi w latach 70. i 80. Dla Maclean bowiem, podobnie dla reżysera „Crash”, nie stan umysłu a ciało oraz jego podatność na metamorfozę determinują zachowanie istoty ludzkiej.

Jeśli zatem przyjmiemy cielesność człowieka za interpretacyjną osnowę filmu „Kitchen Sink”, w poszczególnych wątkach dość łatwo trafimy na zawarte w nich tropy freudowskie. Najpierw w odpływie zlewu kuchennego, pępowinie, noworodku oraz wannie pełnej życiodajnej wody widzieć będziemy bolesny i chwilami odpychający proces narodzin. Później zobaczymy samotną kobietę, która nawet nie ukrywa swej jawnie seksualnej fascynacji tajemniczym mężczyzną. Depilując jego owłosione ciało bohaterka odziera go ze zwierzęcej natury, a tym samym nadaje mu człowieczą formę. Kiedy bohater odzyskuje przytomność, kobieta oszołomiona jego siłą i pierwotnością oddaje mu się bez wahania.

Ale przede wszystkim film Alison Maclean jest opowieścią o metamorfozie, jaka zachodzi w bohaterach, a także, jeśli „Kitchen Sink” rozpatrzymy w szerszym kontekście, jaka dokonać się może każdym człowieku. Kobietę zastajemy podczas zmywania naczyń - czynności typowej dla gospodyń domowych. Nic nie wskazuje na to, iż później postać tę rozpatrywać będziemy przez pryzmat zachowań seksualnych. Pojawienie się w jej życiu tajemniczej istoty powoduje, iż bohaterka zaczyna działać w sposób instynktowny – opiekuje się nią jak dzieckiem, chroni przed niebezpieczeństwem, później ulega jej pragnieniom. Bohaterka, i tak już skryta (w jej życiu ostatnio musiało wydarzyć się coś nieprzyjemnego) teraz izoluje się przed światem, jakby bała się, iż ten raczej niechętny wszelakim „dziwnościom” może odebrać jej bliską osobę.

Powyższe nie są jedynymi interpretacyjnymi tropami, jakie w swojej krótkometrażówce „podrzuca” nam Maclean. Wspominałem wcześniej o filmowych skojarzeniach, jakie przywodzą na myśl poszczególne elementy fabuły „Kitchen Sink”. Warto także wspomnieć o literackich asocjacjach, zwłaszcza że te w trakcie seansu wręcz same się narzucają. Film nowozelandzkiej reżyserki można interpretować jako feministyczną wariację na temat „Pigmaliona” George'a Bernarda Shawa. U klasyka mężczyzna stara się przysposobić uliczną kwiaciarkę do brylowania na londyńskich salonach. W krótkometrażówce Maclean to kobieta „kształtuje” wizerunek mężczyzny według swojego uznania. Ujarzmia jego zwierzęcość i robi wszystko, by uczynić go sobie podległym.

„Kitchen Sink” daleko do produkcji, które współcześnie uznaje się za główny nurt kina grozy. Nie schlebia najmniej wyrobionym gustom, nie mami wizualnym efekciarstwem. To kino kontemplacji, które podszyte jest jednak niepokojem i drapieżnością.

Screeny

HO, KITCHEN SINK HO, KITCHEN SINK HO, KITCHEN SINK HO, KITCHEN SINK HO, KITCHEN SINK HO, KITCHEN SINK

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intrygująca opowieść
+ oszczędność doborze środków
+ możliwość wielu interpretacji
+ niepokojąca atmosfera
+ warstwa symboliczna filmu
+ nie lada gratka dla fanów twórczości Lyncha i Cronenberga

Minusy:

- nie ma

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -