Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STILL LIFE

STILL LIFE

Stil Life

ocena:8
Rok prod.:2005
Reżyser:Jon Knautz
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Trevor Mathews, Kyle Brydges, Joe Newton, Sam Pollock
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Krótki metraż jest esencją kreatywności. Kto widział choć jeden film tego formatu, z pewnością potwierdzi. Nie nadrobi się słabych scen, scenami wyśmienitymi, a nietrafiony pomysł nie rozwinie się w składaną fabułę. Ograniczenia czasowe są bezlitosne. Źle zaczniesz, nie ma szans, byś dobrze skończył. Dlatego film krótkometrażowy to sztuka skrótu. I sztukę tę bez wątpienia opanował Jon Knautz, twórca siedmiominutowego horroru „Still Life”.

Bezimienny, młody mężczyzna przemierza samotnie samochodem zimowy krajobraz amerykańskiej prowincji. Nagle spostrzega, że wskaźnik paliwa dramatycznie zbliża się do czerwonej kreski. Skręca zatem w drogę prowadzącą do nieznanego mu miasteczka. Osada wydaje się niepokojąco wyludniona. Nagle zauważa siedzącą nieruchomo na ławce kobietę. Ale czy to rzeczywiście kobieta? Zapatrzony w zastanawiający widok, uderza z hukiem o coś samochodem. Gdy sprawdza, co się stało orientuje się, że potrącił człowieka. Po dokładniejszym przyjrzeniu okazuje się, że to … manekin w męskim ubraniu. Zaskoczony i coraz bardziej zaniepokojony wchodzi do pobliskiego baru, by zorientować się w coraz trudniejszej do pojęcia sytuacji. Bar jest pełen ubranych manekinów... One się ruszają.

Najbardziej fascynującym momentem w filmach grozy, jest ten, gdy zwyczajna, znajoma, codzienna rzeczywistość w nieuchwytny sposób przeradza się w śniony na jawie koszmar. Chociaż gatunek horroru należy do szeroko pojętej fantastyki, w której kreacjonizm jako zasada organizująca świat przedstawiony jest najważniejsza, to w przeciwieństwie do fantasy, rzeczywistą grozę wywołuje dopiero konfrontacja z realizmem. Im więcej realizmu, tym większa moc oddziaływania grozy. Chodzi bowiem o kontrast między znanym i nieznanym. Roman Polański w jednym z wywiadów powiedział kiedyś: „Im bardziej zależy mi na tym, aby film był fantastyczny, tym większą wagę przywiązuje do jego realizmu” . Dlaczego wspominam o tych pozornie zaskakujących związkach realizmu i fantastyczności? Ponieważ mistrzowskie rozegranie kontrastu między tymi elementami świata przedstawionego, to pierwszy atut „Still Life”, krótkometrażówki w reżyserii Jona Knautza, niezależnego twórcy znanego fanom horroru z realizacji, „Jack Brooks: Monster Slayer” (2007) i „Shrine” (2010).

W filmie Knautza bezimiennego bohatera poznajemy w chwili gdy zmierza w nieznanym kierunku samochodem. Z radia w aucie dobiega odgłos muzyki przerywanym głosem prezentera. Zza oknem rozpościera się zimowy krajobraz. Nic nie wskazuje, aby w tym świecie miało zdarzyć się coś, co zachwieje znanym i pozbawionym choćby cienia niesamowitości. To ważne, aby widz uwierzył w powszedniość rzeczywistości na ekranie. Reżyser, choć jest ograniczony metrażem, wywiązuje się z tego zadania. A że wydarzy się coś dziwnego, przeczuwamy z chwilą, gdy bohater wjeżdża do opustoszałego miasteczka, poza tym zupełnie zwyczajnego. Ale ku zaskoczeniu widzów, a przy najmniej niektórych, powodem wyludnienia się mieściny nie jest zaraz dziesiątkująca ludzi, duchy, zombie, czy inne nieprzyjaźnie nastawione istoty, które w horrorach zwykłych zamieszkiwać takie sielskie i diabelskie miejsca. Miasteczko w „Still Life” jest zamieszkane przez... manekiny. Bohater orientuje się naraz, że jest otoczony przez te figury, których zwyczajowym miejscem jest wystawa w sklepie z odzieżą. Tego rodzaju odkrycie jest już bardzo dziwne i niepokojące. A co dopiero, że manekiny... ruszają się i najwyraźniej nie są zadowolone z potrącenia ich współtowarzysza.

W tym momencie pojawia się rzeczywista groza, a znajomy świat zostaje postawiony na głowie. Poruszające się manekiny to także fabularny pomysł na tę krótką historyjkę. Zaskakujący i oryginalny. W krótkim metrażu nieszablonowy koncept to podstawa, który jednak by zadziałał powinien opierać się na prostocie. I tak jest w obrazie Knautza. Reżyser dokonuje bowiem jedynie zmiany kontekstu i nic więcej. Powszechnie znane manekiny zostają przeniesione ze swego zwyczajowego miejsca: wystawy sklepowej do miejsca, gdzie się ich nie spotyka, czyli ulicy, baru i domu mieszkalnego. Aby wzmóc efekt grozy manekiny poruszają się i osaczają bohatera. Warto zauważyć, że nie ożywają w tradycyjny sposób, jak mumia czy figury woskowe. To mogłoby osłabić efekt niesamowitości. Toteż Knautz stosuje metodę naprzemiennego ukazywania reakcji bohatera i manekinów, które nie tkwią w jednym miejscu jak „prawdziwe” manekiny, ale zmieniają położenie i pozycje swych ciał, sugerujących ich ruch. A ruch to życie. Trudno też nie zauważyć, że widok humanoidalnego, sztucznego tworu wywołuje w człowieku trudny do wyrażenia stan psychicznego dyskomfortu a nawet niepokoju. Te subtelne odczucia zostają znakomicie uchwycone w „Still Life” i spotęgowane do rozmiarów czystej grozy.

Chwytliwy pomysł to jeszcze nie wszystko: trzeba go jeszcze inteligentnie rozwinąć. I Knautz właśnie to czyni. Dobra krótkometrażówka opiera się na dwóch filarach: koncepcie na anegdotę (bo w filmie trwającym osiem minut trudno mówić o pełnoprawnej fabule) oraz na puencie. Ta z omawianego filmu nie jest może najbardziej zaskakującą, jaką widzieliście w filmie, ale też nie jest ona aż tak bardzo oczywista. Istotne też, że finał zgrabnie wieńczy całą historyjkę. Nie odniesiemy wrażenia ani niedosytu ani przesytu nagromadzeniem nieprawdopodobieństw. Dodajmy do niekonwencjonalnego pomysłu i udanej puenty, niezwykle sprawną, chciałoby się rzecz – profesjonalną – realizację, a otrzymamy jeden z najlepszych filmów w swej metrażowej kategorii. Beware mannequin!

Screeny

HO, STILL LIFE HO, STILL LIFE HO, STILL LIFE HO, STILL LIFE HO, STILL LIFE HO, STILL LIFE HO, STILL LIFE HO, STILL LIFE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ solidna realizacja
+ oryginalny pomysł
+ niekonwencjonalna groza
+ prostota jako najskuteczniejsza metoda na filmową grozę
+ zgrabna puenta

Minusy:

- anegdotyczny charakter fabuły

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -