Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:I MISS U

I MISS U

I miss U

ocena:3
Rok prod.:2012
Reżyser:Monthon Arayangkoon
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Apinya Sakuljaroensuk, Natthaweeranuch Thongmee, Jesdaporn Pholdee
Autor recenzji:gościnnie: Dariusz Kick
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Monthon Arayangkoon, zdaje się lubi łączyć gatunki. Łączył już sci-fi z akcją, dramat z komedią, były i czyste horrory. Tak się składa, że widziałem obydwa horrory, których recenzje można wyszukać w serwisie, więc z czystym sumieniem sięgnąłem po jego najnowszą produkcję. Tym razem jest to kolejna próba połączenia dwóch gatunków, w tym przypadku romansu z horrorem. Zasadniczo obydwa gatunki idą w parze jak Gazeta Wyborcza i Gazeta Polska. Jednak w Tajlandii ta opowieść oparta o rzekomą miejską legendę osiągnęła kasowy sukces. To chyba wystarczająca rekomendacja? Otóż niekoniecznie.

Film opowiada o miłosnym trójkącie z udziałem ducha. Trudno się pastwić nad samym pomysłem. Oklepany, czy nie, to tak jakby zżymać się, że w kiosku sprzedawane są gazety. Natomiast cała reszta, to już zupełnie inna bajka. Jednym z głównych bohaterów jest doktor Thana, szpitalne ciasteczko na myśl, o którym większość żeńskiego personelu ślini się, jak ten nieszczęsny pies w eksperymencie Pawłowa. Co prawda z zachowania personelu raczej tego nie zaobserwujemy, ale usłyszymy o tym tyle razy, że nawet najbardziej oporny zrozumie. Doktor Thana lokalnym ciasteczkiem być i basta. Przy pracy będziemy mieli okazję zobaczyć go bodaj raz, żeby do wszystkich dotarło jak wielką gwiazdą Tajskiej chirurgii jest nasz doktor. Później pozostanie oglądać go snującego się szpitalnymi korytarzami. Doktor Thana być smutny. Doktor Thana popaść w melancholia. Powodem tego cierpienia jest jego zmarła w skutek wypadku samochodowego żona. Dwa lata minęły z okładem, ale doktor nie przestaje kochać. Wygląda na to, że wdać się w romans z Tajem to, jak wpuścić do domu świadków Jehowy.

Zasadniczy problem polega na tym, że żona doktora Thany lub duch żony, jak kto woli, nie dopuszcza żadnej napalonej Tajki do swojego męża. Notabene, za życia również była lekarzem i pracowała w tym samym szpitalu. Mamy tutaj romans medyczny. Plotki o tym, że każda, która zbliży się do doktora będzie miała wątpliwą przyjemność z jego zmarłą żoną, skutecznie odstrasza kobiety. Wreszcie pojawi się młoda praktykantka, Bee. Pomiędzy nią i doktorem szybko zaiskrzy. A skoro iskrzy, to, kto by się przejmował duchem? Jednak doktor Thana trochę się kryguje. Niby uważa, że to fajna d.... jest i chce ją bardzo, ale trochę obawia się o nią, trochę o siebie, troszkę się wstydzi, troszkę się pogubił w swoich uczuciach. I tak zaczynają się tajskie zaloty. Seria uśmiechów, uśmieszków, rozmów, podwózek i jeszcze więcej uśmiechów. A fabułę można opisać mniej więcej następująco. Doktor Thana idzie korytarzem trzymając dwa kubki kawy. Bee plotkuje z personelem o doktorze Thanie. Duch straszy. Doktor Thana siedzi w pustej restauracji z dwoma kubkami kawy. Bee jest nagabywana przez pacjentkę o doktora Thanę. Duch straszy. Doktor wciąż nie odpuszcza kawy. Bee nie odpuszcza doktora. Duch nie przestaje straszyć. Ty nie możesz uwierzyć w to, co oglądasz. Doktor Thana i Bee siedzą na szpitalnym boisku skąpani słońcem, ale kiedy z niego zejdą, będzie już głucha noc. Duch straszy, Ty szukasz pilota, doktor Thana męczy kolejną kawę, Bee chciałaby pomęczyć doktora, duch męczy wszystkich, a ty zauważasz, że twój pilot jest jak policjant. Nigdy go nie ma, kiedy jest potrzebny.

Czy ktoś w tym szpitalu w ogóle pracuje? I, czy można raczyć się bezkarnie taką ilością kawy? Na te pytania nie uzyskacie odpowiedzi. Choć z doświadczenia w kwestii kawy, odpowiem, że nie można. Ale, to wszystko nic w porównaniu do tajemnicy tych nieszczęsnych dwóch kubków kawy, którą ostatecznie doktor Thana opowie pannie Bee. Jestem przekonany, ze takiej ckliwej, przesłodzonej i „romantycznej” historii nie zdzierżyłby nawet nasz narodowy wieszcz, bo, choć takim romantykiem był, lubił czasem zwyczajnie pochędożyć. Ale wracając do filmu. Idiotyczne dialogi, mdłe postaci, przesłodzone songi i tajska gra aktorska. Pojawi się jeszcze „mroczna” tajemnica związku doktora Thany i doktor Nok. Jednak, jaka produkcja, taka tajemnica. Pozostaje jedynie zachować wiarę, że za karę za reżyserem będzie się snuł jakiś upiorny duch i nękał go tak długo, aż zrekompensuje nam tego gniota, porządną produkcją. Ponieważ z tym, co nam zaserwował, można iść straszyć na ulicę Sezamkową.

Nie jest to produkcja nisko budżetowa, więc nie odstraszy widzów wszystkim tym, czym zwykle odstrasza, kiedy pasja filmowania przegrywa z niskim budżetem. I miss U z pewnością odnajdzie swoją publiczność. Jednak dla mnie historia opowiedziana w filmie jest równie fascynująca, co test białej rękawiczki perfekcyjnej pani domu. Reżyser wydaje się być pod niepokojącym wpływem bollywood. Nawet sama doktor Nok, lub jej duch, jak kto woli, zwali całą winę za fakt, iż straszy na swojego męża. Natomiast największym grzechem reżysera, jest stworzenie postaci doktora Thany. Postaci mdłej, papierowej o charyzmie Ryśka z Klanu. Chyba ciekawsze byłoby śledzenie losów doktora Lubicza.

Screeny

HO, I MISS U HO, I MISS U HO, I MISS U HO, I MISS U HO, I MISS U HO, I MISS U

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ psychologiczny aspekt łączący ducha z głównym bohaterem
+ napisy końcowe

Minusy:

- ckliwa fabuła
- bezbarwni bohaterowie
- przesłodzony podkład muzyczny
- straszne dłużyzny
- brak napięcia
- brak horroru

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -