Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WARM BODIES

WARM BODIES

Wiecznie żywy

ocena:3
Rok prod.:2013
Reżyser:Jonathan Levine
Kraj prod.:USA
Obsada:Nicholas Hoult, Teresa Palmer, John Malkovich
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Popularność tematyki zombie prędzej czy później stanie kością w gardle każdemu miłośnikowi horroru, nawet jeśli w tej chwili w dalszym ciągu wielu z nas czeka w napięciu na następny odcinek „The Walking Dead” albo z zamiłowaniem wraca po raz pięćdziesiąty do filmów George’a Romero. Chociaż główny nurt trupiego podgatunku zdawał się dotąd spływać po mnie bez wyrządzania większych krzywd, w końcu nastąpił ten pierwszy raz. „Wiecznie żywy” to film tak dramatycznie nierówny, że oglądanie go przyprawiło mnie o nieprzyjemną huśtawkę emocjonalną – raz byłem szczerze ubawiony, raz zniesmaczony, a przez znaczną większość czasu zwyczajnie się nudziłem.

Główny bohater nazywa samego siebie R. Nie dlatego, że uważa to za dobrą ksywę, po prostu nie umie przypomnieć sobie niczego poza pierwszą literą swojego imienia. Nawet jednak gdyby nie cierpiał na całkowitą amnezję, raczej nie potrafiłby zmusić swojego aparatu mowy do wyduszenia żadnego wyrazu o liczbie sylab większej niż dwie. R jest żywym trupem i na co dzień włóczy się po lotnisku, na którym takich jak on roją się setki, a może nawet tysiące. Problemy zaczynają się, kiedy w życiu naszego bohatera pojawia się kobieta – śliczna dziewczyna imieniem Julie – która z łatwością miesza mu w nieumarłej głowie.

Sprawy komplikuje fakt, że R zjadł mózg jej chłopaka. Nic specjalnego, kiedy jest się zwykłym zombie, ale chłopak niestety – a może stety – zaczyna odzyskiwać swoje ludzkie cechy. W jaki sposób znika problem procesów gnilnych i nieprzyjemnego zapachu: cóż, te i inne problemy zostały przez twórców przemilczane. Z jednej strony to diabelnie wygodne, z drugiej – może to i lepiej. Strach pomyśleć, co by z tego wyszło, gdyby za bardzo zagłębić się w szczegóły. Wracając do tematu: R dochodzi do dość słusznego wniosku, że remedium na jego przykry stan może być zakochanie się. Potem jest już historia rodem z kiepskiej komedii romantycznej, niosąca banalne przesłanie, że miłość pokonuje wszystkie bariery. Uczucie między Julie a jej nieżywym koleżką jest zaś tak irytująca, że nawet umarłego by obudziło.

W morzu smętnego poczucia humoru i głupawych łzawych scen znalazło się kilka przebłysków czegoś bardziej wyrafinowanego. Każdy z nich jednak tylko silniej uzmysławia widzowi z jak słabym filmem ma do czynienia. Dorosły widz z pewnością nie znajdzie nic zabawnego w głupkowatych minach strojonych przez głównego bohatera. Nie da się ukryć, że R jest w jakimś stopniu odpowiednikiem typowego współczesnego nastolatka, a jego problemy z komunikacją i przystosowaniem do realiów współczesnego społeczeństwa mogą korespondować z tym, czego doświadczają dzisiejsi gimnazjaliści. Smutne jest za to, że mimo wszystko jak na żywego trupa R jest zabójczo przystojny, zaś Julie to już istny ideał. Jeśli młodzi odbiorcy mają wciąż utożsamiać się z pozbawionymi charakteru, ale atrakcyjnymi fizycznie postaciami, to najwyraźniej nic się w kinie nie zmieniło od czasu „Zmierzchu”. Dla jednych to będzie zaleta, dla innych wręcz odwrotnie. Osobiście mam wrażenie, że jako dzieciak poczułbym się banałem tego filmu urażony.

Od strony technicznej „Wiecznie żywy” prezentuje się jeszcze bardziej nierówno. Efekty specjalne oraz charakteryzacja dzielą się na ledwie akceptowalne i naprawdę słabe. O ile jeszcze mogę zrozumieć beznadziejny make up żywych trupów – w końcu wydźwięk filmu jest bardzo lekki i w założeniach sympatyczny, więc robienie z nich gnijących maszkar mijało by się z celem – trudno mi już zaakceptować tragicznie animowane Szkieletory. A właśnie, Szkieletory. Są one głównym – oprócz ludzkiej tępoty – przeciwnikiem w fabule „Wiecznie żywego”. Jak na ostateczne zagrożenie, z którym trzeba będzie się zmierzyć, budzą one tyle grozy co stado króliczków. Co gorsza, ich wygląd mocno kojarzy się z Terminatorem, a coś takiego nie mogło twórcom wyjść na dobre. Pochwalić należy za to ścieżkę dźwiękową. Trafiają się tu numery świetne, nieco rockowej klasyki, parę przyzwoitych ballad. Do tego jednego elementu nie mam zastrzeżeń. Gorzej z grą aktorską – R jest irytujący, Julie na dobrą sprawę nie tyle gra, co po prostu dobrze wygląda, a John Malkovich, który trafił do obsady chyba przez jakąś chorą pomyłkę, odwala prawdopodobnie największą fuszerę w swojej karierze. I to nie jego wina, bo przy takim scenariuszu potrzeba by nie aktora, a cudotwórcy.

Najprościej rzecz ujmując, „Wiecznie żywy” prezentuje poziom bardzo słaby, niezależnie od tego, czy będziemy go postrzegać jako horror, komedię czy romans. Nawet jako film dla młodzieży przedstawia wartość raczej znikomą, i jeżeli za rok ktoś wciąż będzie o nim pamiętał, to srogo się zdziwię. Pójście do niego do kina to nie tyle spore ryzyko, co wyrzucenie pieniędzy w błoto. Jeśli zobaczycie go o rozsądnie wczesnej godzinie w telewizji – ma to już znacznie więcej sensu. Tylko nie gwarantuję, że wytrzymacie dłużej niż kilka minut.

Screeny

HO, WARM BODIES HO, WARM BODIES HO, WARM BODIES HO, WARM BODIES

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ doskonała ścieżka dźwiękowa
+ zdarzają się przebłyski niezłego poczucia humoru

Minusy:

- w ogólnym rozrachunku film jest nieśmieszny, niestraszny i nieporuszający
- irytuje główny bohater
- zawodzą aktorstwo i efekty
- fabuła jest równie przewidywalna co zakończenie „Titanica”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -