Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:AMERICAN MARY

AMERICAN MARY

American Mary

ocena:8
Rok prod.:2012
Reżyser:Jen Soska, Sylvia Soska
Kraj prod.:Kanada / USA
Obsada:Katharine Isabelle, Antonio Cupo, Tristan Risk, Paula Lindberg
Autor recenzji:gościnnie: Patryk Hertel
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nowa kanadyjsko – amerykańska produkcja wprowadza dużo świeżości do dzisiejszego kina grozy. Okazuje się, że nie trzeba odgrzewać starych pomysłów, kręcić w technice mockumentary, ani posiłkować się efektami specjalnymi w tworzeniu coraz bardziej wymyślnych monstrów. Groza czai się gdzie indziej. Zajrzyjcie do internetu, rozejrzyjcie się po ulicach, widzicie potwory? Najgorsze z możliwych – ludzkie, stworzone na własne życzenie.

Mary Mason – młoda, atrakcyjna studentka medycyny z powodu kłopotów finansowych poszukuje pracy. Jej uwagę przykuwa ogłoszenie jednego z klubów go-go, w którym jest zaznaczone, że praca nie wiąże się ze świadczeniem usług seksualnych. Dziewczyna odpowiada na ogłoszenie i przychodzi na interview. Podczas rozmowy, gdy okazuje się, że Mary studiuje chirurgię, zostaje zabrana przez właściciela klubu i jego ochroniarza do obskurnej piwnicy. Na dole dowiaduje się, że może wrócić do domu bogatsza o pięć tysięcy dolarów, jeśli uda jej się utrzymać przy życiu przyniesionego tam, poranionego mężczyznę.

W ten dość nietypowy dla filmów grozy sposób, zaczyna się „American Mary”. Film, który nie tylko jest bardzo dobrze zrobiony i trzymający w napięciu, ale także nie pozbawiony humoru, a przy tym poruszający dość ważny społecznie temat operacji plastycznych i body modification. Główna bohaterka, która okazuje się – jak na osobę dopiero wprowadzaną w tajniki chirurgii – nader skuteczną w praktyce, przesiąka do środowiska ludzi, dla których zmiany wprowadzane w ciele za pomocą skalpela są determinantem całego ich życia. Postacie otaczające pannę Mason, są na tyle groteskowe, a ich fantazje tak chore, że nie mogą liczyć na pomoc zwykłych lekarzy w dalszych modyfikacjach ich ciał, muszą więc szukać szczęścia w podziemiu. Ryzyko jest duże dla obu stron, nie ma tu bowiem mowy o żadnych gwarancjach, opiece w przypadku nieudanego zabiegu, a nawet o tak podstawowej rzeczy jak etyka lekarska (wszak Mary jeszcze lekarzem nie jest). Jednak dla klienteli młodej chirurg, nie jest ważny jej dyplom, ani żadne gwarancje. Są to ludzie owładnięci żądzą zmian we własnych ciałach do tego stopnia, że są w stanie podjąć każde ryzyko i zapłacić każde pieniądze, aby tylko zrealizować swoje chore zachcianki. Wśród pierwszych zainteresowanych, o których można powiedzieć, że wręcz stworzyli Bloody Mary, są takie indywidua jak Beatress Johnson (Tristan Risk) kobieta pragnąca wyglądać jak disneyowska pin-up girl – Betty Boop. Naśladuje ona swoją animowaną idolkę w każdy możliwy sposób, mówi jak ona, chodzi jak ona, ma ten sam nieznośny sposób okazywania radości i co najgorsze – dzięki niezliczonym już zapewne operacjom plastycznym – wygląda jak ona, a raczej jej realne, ludzkie alter ego z piekła rodem.
Film Jen i Sylvii Soska posuwa się jeszcze dalej w ukazywaniu ludzkich fantazji związanych z body modification, mamy tutaj dwie siostry, pragnące stać się jednością i jednocześnie chcące przybrać postać czegoś w rodzaju komiksowych diablic. Jedną z klientek Mary staje się również – chyba najbardziej przerażająca ze wszystkich postaci – Ruby Realgirl (Paula Lindberg), niegdyś zapewne atrakcyjna kobieta, owładnięta żądzą upodobnienia się do lalki Barbie do tego stopnia, że prosi dr Mason o usunięcie jej zewnętrznych cech płciowych.

„American Mary” posiada w sobie podwójny wymiar horroru. Kilka krwawych scen, pomysł z odwetem na wykładowcy, noszą w sobie oczywiście znamiona gatunku (w zasadzie bardziej thrillera) ale naprawdę przerażający jest moment, w którym do widza dociera, jak bardzo ta fikcja jest bliska prawdy. Medycyna rozwija się coraz bardziej, a społeczeństwo podlega coraz większej degradacji wartości. Ilu młodych ludzi próbuje nadać sobie indywidualne cechy, aby wyróżnić się wśród rówieśników. Indywidualizm jest jak najbardziej pozytywną cechą, jeśli ma prowadzić do wyróżnienia się dzięki cechom charakteru, wiedzy, umiejętnościom. Dla większości jednak wiąże się z powierzchownością, strój już nie wystarcza, więc zabierają się za zmiany samego ciała. Ilu z nich stać na profesjonalne i kosztowne zabiegi, a ilu jest zmuszonych do korzystania z usług szarlatanów i różnego rodzaju rzeźników, pracujących na brudnym sprzęcie w obskurnych piwnicach? Dzięki temu właśnie zmuszeniu widza do refleksji film „American Mary” zyskuje jeszcze więcej i wyróżnia się na tle większości horrorów ostatnich lat. Nić fabuły jest snuta bardzo umiejętnie i prowadzi do niejednoznaczności w ocenie bohaterów. Otóż główna bohaterka, zamiast być demoniczną panią doktor i budzić odrazę swoimi zabiegami zaskarbia sobie sympatię widzów. Przecież do tego kim się stała, przyczynili się ludzie, którzy mieli ją uczyć jak pomagać innym, jednak sami zdają się nie rozumieć przyświecających im słów przysięgi: primum non nocere. Ze strony swoich mentorów Mary doznaje ogromnej krzywdy, którą tylko ze względu na swój niezwykle silny charakter jest w stanie przekuć w sukces. Właściciel klubu go-go, z początkowo odpychającego i aroganckiego człowieka staje się pragnącym ciepła adoratorem dr Mason, pomaga jej na swój sposób i wraz ze swoim ochroniarzem – Lancem, stają się jedynymi życzliwymi jej osobami. Wszystkie te pozorne niespójności powodują, że film ogląda się z zaciekawieniem, a pod koniec projekcji nie sposób już jednoznacznie odróżnić dobro od zła. Dodatkowymi atutami filmu są bardzo dobra muzyka Petera Allena, ilustrująca sceny, w których dialogi okazują się zbędne, oraz ciekawe lokalizacje i scenografia wzmagające klimat medycznej grozy.

Twórcy postarali się opowiedzieć naprawdę ciekawą i świeżą historię, która mogłaby równie dobrze być dramatem psychologicznym, jednak na szczęście postawiono na horror. Dodatkowego smaku całości dodaje nienachalny, dobrze wkomponowany w film czarny humor, oraz niebanalne zakończenie historii. Wreszcie fakt, że to film kobiecy – wyreżyserowany przez siostry Soska i świetnie zagrany przez Katharine Isabelle. „American Mary” jest filmem, który naprawdę warto obejrzeć. Jest inny, ale czas spędzony na projekcji na pewno nie będzie czasem straconym. Szczerze polecam tę produkcję.

Screeny

HO, AMERICAN MARY HO, AMERICAN MARY HO, AMERICAN MARY HO, AMERICAN MARY HO, AMERICAN MARY HO, AMERICAN MARY HO, AMERICAN MARY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świeżość
+ tematyka
+ muzyka
+ specyficzny humor
+ niebanalne zakończenie
+ dobre aktorstwo

Minusy:

- mimo wszystko trochę przerysowany

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -