Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CREATURE WALKS AMONG US, THE

CREATURE WALKS AMONG US, THE

Creature Walks Among Us, The

ocena:7
Rok prod.:1956
Reżyser:John Sherwood
Kraj prod.:USA
Obsada:Don Megowan, Ricou Browning, Frank Chase, Lillian Molieri
Autor recenzji:gościnnie: Michał Korczowski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Opowieści o dziwnym stworzeniu – Gill Manie – odnalezionym w głębi amazońskiej dżungli dobiega końca wraz z trzecią jej odsłoną. Zwieńczenie trylogii, zarówno pod względem warsztatowym jak i estetycznym, nie przynosi zmian w stosunku do wcześniejszych epizodów. Nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że powstawały one w niewielkich odstępach czasu. Film zamykający sagę o ewolucyjnym rozbitku i ślepej odnodze doboru naturalnego stanowi spójne uzupełnienie dwóch pozostałych obrazów, choć z drugiej strony wydaje się, że jednak przemyca nieco więcej głębi. I nie chodzi tu o toń mulistego bajorka, skąd „Skrzelarz” zostaje brutalnie wydarty.

Pomimo że głębiny i tajemnicza toń w historii Gill Mana grają istotną rolę, to trudno liczyć na odnalezienie w tej czeluści niesamowitych skarbów. Można się trochę popluskać, a bohaterowie filmu skwapliwie korzystają z tej możliwości, toteż w każdej części oglądać można scenę beztroskiego wodnego „baletu”, rozgrywającego się w cieniu zagrożenia atakiem bestii. Ale to pływanie na pewno nie spowoduje, że ktoś przypadkiem dobrnie do brzegu nieznanego lądu. Pomijając już to, że film obecnie należy oglądać z dużym przymrużeniem oka i wyrozumiałością – zarówno dla fabuły jak i efektów specjalnych – jest to przede wszystkim prostolinijne kino przygodowe na miarę swoich czasów.

Z drugiej strony kulminacja dramatu zagadkowej istoty z minionych epok geologicznych przynosi chyba pewną zamianę proporcji. Owszem, klasyczny wątek ekspedycji w poszukiwaniu zbiegłego stworzenia, próby pojmania go, a także spektakularna ucieczka stwora znalazły się również w The Creature Walks Among Us. Jednak czysto przygodowa i heroiczna wymowa w duchu wyczynów amerykańskich playboyów momentami skrywa się za dramatyczną warstwą fabuły.

Tragedia Gill Mana, którego nieszczęściem było to, że trafili na niego ludzie, wchodzi w fazę kulminacyjną. Podczas próby schwytania stworzenie zostaje poważnie oparzone i by uratować jego życie naukowcy przeprowadzają na nim operację, która pozbawia go zarówno rybiej warstwy skóry jak i możliwości oddychania za pomocą skrzeli. Okaleczony i całkowicie przekształcony niegdysiejszy mieszkaniec amazońskich głębin staje się smutnym obrazem nędzy i rozpaczy. Nie będąc już tym, czym był dotąd, nie jest też – wbrew naiwnym zamierzeniom naukowców popadających w nadęty patos – człowiekiem. Uwięziony gdzieś poza wszelkim biologicznym nawiasem stanowi tragiczne świadectwo ludzkiej arogancji i gatunkowego imperializmu. Wyzuty ze swego naturalnego miejsca na świecie, stwór staje się figurą melancholijną i budzącą współczucie.

Dramat osobliwego wodnego stwora świetnie wpisuje się w ramy naukowych dyskursów aktualnych
w czasach powstania filmu. Oczywiście na użytek hollywoodzkiej produkcji posłużono się paranaukowymi wariacjami w stylu „pop”, niemniej widać wyraźnie, jakie prądy myślowe legły u podstaw działań grupy badaczy pragnących schwytać tę niezwykła istotę. Specyficzna wariacja genetyki, eugeniki, biotechnologii
i antropocentrycznego przeświadczenia o uniwersalizmie ścieżek rozwoju. Które bez względu na swoją mnogość i kręty charakter, koniec końców zawsze miałyby prowadzić do triumfalnego finału w postaci człowieka.

Wodny humanoid w nowej postaci zdaje się jeszcze bardziej pokraczny i groteskowy, ale zarazem stanowi budzącą trwogę karykaturę człowieka. Zresztą pod wieloma względami przypomina on klasyczny wizerunek potwora stworzonego przez doktora Frankensteina. Kuriozalne, ponure monstrum, które na zawsze zostało pozbawione możliwości powrotu do swojego naturalnego środowiska stanowi bardzo wymowną metaforę.
I nawet jeżeli wcześniej przedstawiany był on – zgodnie z „cywilizowanym” kanonem – jako groźne
i nieokiełznane monstrum, to w filmie The Creature Walks Among Us jest on już tylko ewidentną ofiarą prób „uczłowieczenia”. Poruszający się po lądzie, odziany w ubranie, smutny i pełen tęsknoty stwór mógłby być wręcz pomnikową ilustracją kultury jako źródła cierpień. Zresztą spoglądając na tę ofiarę cywilizacyjnego paternalizmu białego człowieka trudno nie pomyśleć o całkiem realnych paralelach
w postaci losu licznych ludów, które podobnie jak Gill Man, padły ofiarą prób „ucywilizowania”.

Wraz z silniejszym wyeksponowaniem tragicznej wymowy całej opowieści został zredukowany infantylny wątek „romantyczny”. Motyw wodnego potwora bezprzykładnie uganiającego się za pin up girl został zastąpiony przez nieco dojrzalszy wątek trudnego związku i zazdrości.

Potwór – poniżony, odarty z godności i cierpiący – chodzi, a właściwie snuje się smutno, pośród nas. Niczym monstrum stworzone przez doktora Frankensteina, jest on ponurym i żałosnym świadectwem ludzkiej nieodpowiedzialności i uzurpowania sobie praw niemal absolutnych. Niefrasobliwe manipulacje na żywej istocie w filmie tym kończą się jednoznacznie dramatycznie i podobnie jak w powieści Mary Shelley ich finał jest tragiczny. Kulminacja w postaci skomasowanego wybuchu gniewu i brutalnej zemsty – gwałtowna erupcja chaosu – stanowi kontrapunkt pasma upokorzeń niegdyś potężnego stworzenia.

Pomimo że wszystkie trzy produkcje o Gill Manie – jak już wspomniałem – bezsprzecznie zestarzały się już dawno i dla współczesnego widza nie są zbytnio atrakcyjne, to jednak ich wymowa (zwłaszcza ostatniej odsłony cyklu) wydaje się być wciąż aktualna. Wygląda na to, że te produkcje przygodowe obliczone na dostarczenie łatwej rozrywki i wywołanie dreszczyku przerażenia, mimochodem niosą ze sobą coś więcej, niż antykwaryczną rozrywkę, a ich główne przesłanie wciąż może prowokować do refleksji.

Screeny

HO, CREATURE WALKS AMONG US, THE HO, CREATURE WALKS AMONG US, THE HO, CREATURE WALKS AMONG US, THE HO, CREATURE WALKS AMONG US, THE HO, CREATURE WALKS AMONG US, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeśli dać mu szansę, może być na swój sposób interesujący

+ kawał historii horroru

+ pomimo pozornej mielizny, film ma pewną głębię

+ dojrzalszy niż poprzednie części

+ mniej w nim komicznego patosu

Minusy:

- wizerunek potwora – obu postaciach - raczej nikogo dziś już nie wystraszy

- powierzchowność bohaterów

- wykonanie; zarówno kostium potwora jak i muzyka i elementy ewokujące grozę, są bardzo nachalne i irytujące

- naukowe odniesienia są ponad wszelką miarę naiwne

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -