Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SILENT HOUSE

SILENT HOUSE

Cichy dom

ocena:5
Rok prod.:2011
Reżyser:Chris Kentis, Laura Lau
Kraj prod.:USA / Francja
Obsada:Elizabeth Olsen, Adam Trese, Eric Sheffer Stevens, Julia Taylor Ross
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pomimo tego, iż proceder przerabiania filmów spoza Hollywood na amerykańską modłę nie ma nic wspólnego ze sztuką, „Silent House” wzbudził moje zainteresowanie z dwóch powodów. Pierwszym jest odtwórczyni głównej roli, Elizabeth Olsen, młoda, wielce utalentowana aktorka, której możliwości podziewać mogliśmy ostatnio w niezwykłym obrazie „Martha Marcy May Marlene”. Drugim powodem jest urugwajski „Casa Muda”- niezły, momentami nawet intrygujący filmowy pierwowzór, którego scenariusz zaadaptować postanowili Chris Kentis i Laura Lau.

Fabuła „Silent House” jest niezwykle prosta. Sarah wraz z ojcem i jego bratem przyjeżdżają do położonego na odludziu domu by wysprzątać go dokładnie przez wystawieniem na sprzedaż. Pewnego wieczoru obaj mężczyźni zostają zaatakowani przez nieznanego napastnika. W oddalonym od cywilizacji domostwie dziewczyna sama będzie musiała stawić czoło nieznanemu zagrożeniu.

Materiał do urugwajskiego oryginału nakręcono w ciągu 4 dni za pomocą lustrzanki (!) Canon EOS 5D Mark II. Film kosztował raptem 6 tys. dolarów. Całość została tak zmontowana, aby widz odniósł wrażenie, iż ogląda film składający się z jednego ujęcia. W 2012 roku obraz Gustavo Hernándeza był urugwajskim kandydatem do Oscara w kategorii „najlepszy film obcojęzyczny”. Zyskał przychylne opinie zarówno ze strony krytyków jak i fanów różnego rodzaju filmowych straszydeł. Nic więc dziwnego, że urugwajską produkcją zainteresowali się producenci ze Stanów Zjednoczonych.

„Casa Muda” przekonywał do siebie ascetyczną i momentami wręcz „chropowatą” formą oraz aurą tajemniczości, którą tak naprawdę trudno było przeniknąć do samego, i tu trzeba przyznać, zaskakującego końca. Dzięki iluzji „jednego ujęcia” miało się wrażenie, jakby antagonistami bohaterki nie byli jacyś tajemniczy ludzie, a przypominający rozumną istotę dom (pod koniec filmu zabieg ów rzeczywiście znajduje swoje uzasadnienie). W „Silent House” Kentisa i Lau niby wszystko jest tak samo. Bohaterka wraz z ojcem i jego bratem pojawiają się w położonym z dala od jakiejkolwiek cywilizacji domu. Zaraz po tym Sarah spotyka Sophię – towarzyszkę zabaw sprzed kilku lat. Rzecz w tym, iż dziewczyna nie przypomina sobie tego, iż z kimkolwiek bawiła się podczas spędzanych nad jeziorem wakacji. Już na początku widzimy także, iż obaj mężczyźni – ojciec i wujek – nie zachowują się naturalnie, jakby coś ukrywali. Stąd już w pierwszej połowie filmu orientujemy się, iż historia skrywa w sobie więcej sekretów, niż to po zawiązaniu akcji mogłoby się wydawać.

Twórcy doskonale zdawali sobie sprawę, iż tym, na co przede wszystkim widzowie zwrócą uwagę podczas seansu „Silent House” będzie atmosfera osaczenia towarzysząca wszystkim poczynaniom bohaterki. Sarah początkowo śmiertelne zagrożenie widzi w mężczyźnie/mężczyznach, którzy z niewiadomych powodów postanowili unicestwić troje lokatorów domostwa. Później, kiedy niebezpieczeństwo zaczyna wyzierać z każdego kąta opuszczonego budynku, zaczynamy uświadamiamy sobie, iż źródłem zagrożenia wcale nie są jacyś żądni krwi oprawcy. Napastnicy okazują się wytworami wyobraźni bohaterki. Te fantomy oraz wizje, które od czasu do czasu Sarah miewa ze sceny na scenę budują obraz tego, co naprawdę dzieje się w odciętym od świata domu.

W jaki sposób duet reżyserski próbuje zawładnąć naszą wyobraźnią? Przede wszystkim chwytem, który wcześniej zastosował w „Casa Muda” Gustavo Hernández. Całość ma sprawiać wrażenie, iż film składa się z jednego ujęcia. Kamera ani na moment nie opuszcza głównej bohaterki. Wszystkie wydarzenia pokazane są z punktu widzenia Sary. Jej rozpacz, strach zaszczutego zwierzęcia, wreszcie lęk przed nieznanym mają udzielić się nam, widzom. Jest to szczególnie istotne, kiedy dziewczyna zaczyna widzieć zagrożenie w każdym ciemnym kącie opuszczonego domu. Znowu w plenerach dominują zdjęcia kręcone „z ręki”, praca kamery jest bardziej dynamiczna. Przewaga sporo nieostrych ujęć ma wytworzyć aurę autentyczności, ułudę obcowania z prawdziwymi wydarzeniami.

Oprócz powyższych twórcy „Silent House” sięgają także po instrumentarium każdemu miłośnikowi kina grozy znane. Akcja rozgrywa się w miejscu wyludnionym, bohaterka sama więc będzie musiała stawić czoło niebezpieczeństwu. Nie wezwie pomocy, bo w domu nie działa ani telefonia stacjonarna, ani komórkowa. Budynek pozbawiony jest elektryczności, Sarah często musi poruszać się w całkowitych ciemnościach. Światała latarek i lamp zamiast stwarzać pozór ciepła i bezpieczeństwa, tylko podsycają wizję tego, co może kryć się w gęstniejącym mroku. Akcja co prawda nie porywa szaleńczym tempem, są jednak fragmenty, w których nagły skok filmowego napięcia przykuwa uwagę do widzianej na ekranie opowieści.

Remake urugwajskiego „Casa Muda” powstać musiał, ponieważ każda filmowa historia spoza Ameryki musi być „sformatowana” pod wrażliwość i intelektualne kompetencje przeciętnego amerykańskiego widza. Stąd wyraźne złagodzenie przekazu, wygładzenie wizualnych „kantów i chropowatości” południowoamerykańskiego pierwowzoru oraz jeden twist zamiast dwóch. Nie znaczy to, że „Silent House” to jakiś nieoglądany szrot. Film Kentisa i Lau docenić należy choćby za to, że nie targa się w nim emocjami widzów za pomocą wrzasków, wycia i bredni wygłaszanych przez nawiedzonych killerów. Twórcom nawet przez myśl nie przeszło, by zaskoczyć nas czymś wyrafinowanym i oryginalnym, z drugiej jednak strony trudno odmówić im konsekwencji w budowaniu dojmującego klimatu osamotnienia w obliczu czyhającego zewsząd zagrożenia.

Screeny

HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE HO, SILENT HOUSE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ aura tajemniczości
+ konsekwentnie budowany klimat
+ są chwile, kiedy jest strasznie
+ niezła rola Elizabeth Olsen
+ scenografia i kreowanie atmosfery za pomocą światła

Minusy:

- nie wytrzymuje porównania z „Casa Muda”
- zbyt ugrzeczniony w porównaniu z oryginałem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -