Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SLEEPWALKER 3D a.k.a. Meng you

SLEEPWALKER 3D a.k.a. Meng you

Sleepwalker 3D

ocena:4
Rok prod.:2011
Reżyser:Oxide Pang Chun
Kraj prod.:Hong Kong
Obsada:Angelica Lee, Huo Siyan, Kent Cheng, Paw Hee Ching, Charlie Yeung
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nigdy nie byłem fanem braci Pang, twórców osławionego, klasycznego już horroru „Oko” (2002). Poza spektakularnym, niebywale efektownym i niegłupim „Od-Rodzeniem” (2006) wspólne przedsięwzięcia braci o wiele częściej przynosiły rozczarowanie niż spełnienie pokładanych w nich nadziei. Dlatego o wiele bardziej ceniłem sobie twórczość solo, zwłaszcza Oxide Pang Chuna, którego psychologiczne horrory: „Ab-Normal Beauty” i „Diary”, choć dalekie od doskonałości potrafiły zaskoczyć niekonwencjonalną fabułą i gęstą atmosferą szaleństwa. Niestety, najnowszy obraz Chuna, „Sleepwalker 3D” (2011) jest smutnym potwierdzeniem, że głęboki kryzys twórczy, który trapi braci od kilku lat, niczym senna mara, nie ma zamiaru ich opuścić.

Ziyi jest właścicielką małego zakładu, produkującego ubrania na zamówienia. Na pozór poukładane, samotne życie zakłóca dziwny, powtarzający się sen, w którym kobieta spaceruje w gęstym, mrocznym lesie, w którym zakopane zostały czyjeś zwłoki. Niepokojący jest również fakt, że gdy Ziyi budzi się rankiem, dostrzega, że ma pobrudzone od ziemi dłonie a w mieszkaniu znajduje ślady stóp. Sytuację narastającego stresu komplikuje jeszcze bardziej przypadkowe spotkanie z jej byłym mężem, który zamierza odebrać swoje rzeczy pozostawione w mieszkaniu Ziyi. Gdy ex-mąż znika na kilka dni, bohaterka otrzymuje telefon od zazdrosnej obecnej partnerki, która podejrzewa, iż Ziyi mogła porwać mężczyznę. Bohaterka przypomina sobie, że mówiła do swych pracownic, że gdyby mogła, zabiłaby byłego męża. Ziyi powoli przestaje odróżniać co jest snem, a co jawą, co zmyśleniem a co prawdą. Tymczasem równolegle do wątku Ziyi rozwija się wątek detektyw Ou oraz jej kuzynki Becky. Ou prowadzi śledztwo w sprawie porwania kilkuletniego synka krewnej. Okazuje się, że te dwa wątki łączy postać Ziyi. To ona oraz jej niezwykły sen są kluczem do rozwiązania zagadki dziwnego sprawy porwania dziecka.

W snach drzemie ogromny potencjał. Bo choć są one rzeczą tak powszechną i naturalną jak powietrze, którym oddychamy, to skrywają w sobie wciąż wiele tajemnic. Jedna z nich dotyczy fenomenu somnambulizmu (lunatykowania, sennowłóctwa), czyli chodzenia we śnie. Mimo licznych i trwających wiele lat badań naukowcom nie udało się wyjaśnić, jak możliwa jest jakakolwiek aktywność w stanie całkowitej nieświadomości (somnambulicy znajdują się przeważnie w stanie snu znaczniej głębokiego niż u zdrowych osób). Osoby cierpiące na lunatykowanie zazwyczaj wykonują podczas snu proste czynności: chodzenie, siadanie, mycie, jedzenie, ubieranie, ale niekiedy znacznie bardziej skomplikowane, a zarazem niebezpieczne: prowadzenie samochodu lub gotowanie. Znane są przypadki śmiertelnych wypadków, jak również samobójstw oraz zabójstw dokonanych podczas lunatykowania. Pewien Amerykanin podczas stanu somnambulicznego zadał swej żonie czterdzieści cztery ciosem nożem, bo jak twierdził, śniło mu się, że broni rodzinę przed intruzem. Lunatycy to zatem wdzięczny temat dla sztuki popularnej zwłaszcza dla kina grozy.

Nic dziwnego, że już pierwszy artystyczny horror i kamień milowy gatunku, „Gabinet dr Caligari”(1919) sięgnął po postać somnambulika. Po filmie Roberta Wiene kino grozy z otwartymi ramionami przyjęło poetyką oniryzmu do swego ulubionego repertuaru, bo przecież (senny) koszmar to rzeczywistość każdego rasowego horroru. A jednak niewielu twórców potrafiło w pełni wykorzystać możliwości tkwiące w łączeniu jawy ze snem. Niestety Oxide Pang Chun nie należy do grona tych reżyserów.

A przecież miał w ręku nie byle jaki atut w postaci fenomenu somnambulizmu. Jednakże historia głównej bohaterki, lunatyczki wypada na ekranie zaskakująco blado i nijako. Przede wszystkim reżyser próbuje przez pierwszą połowę filmu budować atmosferę niewidzialnego zagrożenia na lunatykowaniu bohaterki, lecz nie za bardzo wiadomo dlaczego, skoro już tytuł zdradza na co cierpi bohaterka. Niemniej Chun nie zrażony tym faktem sugeruje, że Ziyi nawiedza podczas jej snu ktoś inny. Oczywiście zabiegi wywołania uczucia niepokoju a nawet grozy spełzają na niczym i widz zaczyna traktować bohaterkę jak nie do końca zdrową na umyśle. Ten trop też można było podjąć, Chun podążał nim już w „Ab-Normal Beauty” a zwłaszcza w „Diary”. To nie byłby zły kierunek: obiektywna rzeczywistość stopniowo pochłaniana przez subiektywne odczucia popadającej w obłęd bohaterki. Ale historia obiera inny kierunek, choć nadal wystarczająco obiecujący. Ziyi staje się główną podejrzaną w sprawie tajemniczego zniknięcia ex- męża. Niestety Chun dąży cały czas do zespolenia wątku Ziyi z wątkiem śledztwa w sprawie porwanego chłopca i w końcu do niego dochodzi. Napisałem „niestety”, ponieważ ten wątek jest o wiele mniej interesujący, za to sygnalizuje niebezpieczną tendencję, która w drugiej połowie filmu stanie się jedną z dominujących. To ckliwy dramat obyczajowy.

Dla każdego fana grozy wtargnięcie elementów przynależnych do gatunku tak obcego jak melodramat jest doświadczeniem bolesnym, ale nie beznadziejnym, jeśli reżyser potrafi wzruszać z rozwagą i inwencją. Nie jest to jednak przypadek „Sleepwalkera 3D”. Gdy okazuje się, iż sen Ziyi ma istotne znaczenie dla prowadzonego przez Ou śledztwa, rozsypuje się wór z „rewelacjami” jak z najbardziej sztampowej, idiotycznej telenoweli. Nie popełnię chyba wielkiej zbrodni, jeśli zdradzę, że Ziyi straciła dziecko w identycznych okolicznościach jak Becky, kuzynka pani detektyw. Angelica Lee, w końcu aktorka o ustalonej renomie, płacze rzewnymi łzami, zaczepia przypadkowe dziecko na placu zabaw i wyrywa je prawowitym rodzicom, twierdząc, że to jej zamordowana córka. Cała scena, gdyby widz miał wątpliwości czy się wzruszyć czy śmiać się, zostaje zilustrowana nieznośnie ckliwym, dosłownym rzempoleniem na skrzypcach. Jeśli ktokolwiek miał nadzieję, że w tym filmie doczeka się grozy (obiecują ją etykieta: „mystery”, która pojawia się przy opisie obrazu), to wraz z tą sceną zostanie jej ostatecznie pozbawiony. I gdyby chodziło tylko o tę jedną... Okazuje się, że nawet morderca może być... wzruszający. Motywowała go bowiem potrzeba ochrony własnej rodziny przed bezwzględnym egzekutorami długów, których narobił sobie, dając się wciągnąć w szpony hazardu.

„Sleepwalker 3D” nie jest nawet thrillerem, chociaż może z założenia nim miał być, ale nie ma się czemu dziwić, jeśli reżyserowi zależy bardziej aby widza wzruszyć niż wzbudzić w nim uczucie napięcia (że o grozie nie wspomnę). Nie mam nic przeciwko wzruszeniu, nawet w obrazie teoretycznie zahaczającym o film grozy, ale wzruszać nie można w tak toporny i nieudolny sposób. Oczywiście uczynienie z historii ze sporym potencjałem na solidny thriller psychologiczny łzawego dramatu obyczajowego nie jest jedynym grzechem Chuna. W „Sleepwalker 3D” natrafimy na liczne fabularne głupoty (matka ofiary uczestniczy w przesłuchaniu, mężczyzna o słusznej tuszu długo ucieka młodym mężczyznom), lecz w gruncie rzeczy są to drobiazgi wobec faktu, że jedna druga tandemu braci oszukała widzów, sugerując im, że obejrzą film przynajmniej z minimalną dawką grozy. Oszukani mogą czuć się również miłośnicy efektów 3D, bowiem zauważyłem w obrazie Chuna jedną scenę, w której tego rodzaju efekty znalazły zastosowanie (inna sprawa, że bardzo banalne).

Gdy nie ma na czym zawiesić fanowskiego oka, trzeba je zawieść na walorach wizualnych. Jak tu u braci Pang bywa: strona formalna jest dopieszczona w szczegółach, ale jeśli uważnie przyjrzymy się kompozycji kadrów, to odkryjemy, że większość z nich jest zaskakująco mało twórcza. Większość ujęć skomponowana jest wedle klasycznych zasad trójpodziału i złotego podziału, czyli konwencjonalnie i nudnie. Ma to tę zaletę, że oglądnie „Sleepwalker 3D” nie męczy, niestety obraz wyręcza w tym względzie fabuła. Niemniej do walorów wizualnych zaliczyłbym także odtwórczynię roli pani detektyw Ou, chińską aktorkę Huo Si Yan. Tym razem zaś Angelica Lee, gwiazda „Oka” i „Od-Rodzenia”, nie ma się czym pochwalić. Zagrała jedną ze swych najgorszych ról, a i pod względem estetycznym nie jest za ciekawie. Może Oxide Pang Chun za bardzo eksploatuje swą małżonkę? W każdym razie mógł napisać dla niej znacznie lepszy scenariusz.

Screeny

HO, SLEEPWALKER 3D a.k.a. Meng you HO, SLEEPWALKER 3D a.k.a. Meng you HO, SLEEPWALKER 3D a.k.a. Meng you HO, SLEEPWALKER 3D a.k.a. Meng you

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ładnie zrealizowany
+ potencjał
+ wątek Ziyi, przynajmniej w początkowej fazie był obiecujący
+ bywa wzruszający...

Minusy:

- ....i to tak bardzo, że niepostrzeżenie zmienia się w ckliwy dramat obyczajowy
- śladowe ilości grozy i napięcia
- bywa irytujący
- zdarzają się fabularne głupoty

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -