Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BELOVED

BELOVED

Pokochać

ocena:3
Rok prod.:1998
Reżyser:Jonathan Demme
Kraj prod.:USA
Obsada:Danny Glover, Oprah Winfrey, Kimberly Elise, Thandie Newton
Autor recenzji:gościnnie: Arleta Wojtczak
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Beloved – w wolnym tłumaczeniu pokochaj mnie, było w dawnej Ameryce sentencją wypisywaną na grobach noworodków, które przed śmiercią nie zostały ochrzczone. Zgodnie z tradycją czy jak kto woli wierzeniami, miało to być wołanie o pomoc tych, którzy nie zdążyli zaznać łaski i miłości. Jonathan Demme na tej właśnie bazie postanowił połączyć ze sobą dwa gatunki, które nad wyraz często wyglądają świetnie w parze, a mianowicie dramat z horrorem. I jak w codziennym życiu bywa, najpiękniej wspólnie wyglądają ci, którzy żyją w harmonii, nie pozwalając, by jedna ze stron przejęła władzę absolutną. Zdawać by się mogło, że reżyser Milczenia owiec doskonale wiedzieć powinien, jak rozłożyć granicę między elementami grozy oraz dramatu. Niestety, wraz z rozwojem fabuły element płaczliwo-obyczajowy bezwzględnie zagryza element grozy.

Mimo wszystko trochę to dziwi, bo w kontekście dramatycznym obrazowi nie dość, że nie można nic zarzucić, to jeszcze przyznać trzeba, że ogląda się kawał naprawdę dobrego kina. Gorzej z resztą. Nie oszukujmy się, Beloved nie straszy. A miało być tak pięknie. Wraz z początkiem akcji wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że wreszcie, już za moment będzie się czego bać i to jeszcze w nie byle jakiej scenerii. Przed nami rysuje się Ameryka II połowy XIX wieku. Młoda murzynka ucieka od swojego właściciela znajdując schronienie u teściowej. Tam też wraz z dziećmi czeka, aż dołączy do nich mąż. Niestety, zamiast niego pojawia się jej właściciel. Wiele lat później kobieta nadal mieszka w tym samym domu, który teraz okoliczni mieszkańcy mają za nawiedzony przez złe duchy. Towarzyszy jej córka oraz mężczyzna, z którym kiedyś dzieliła niewolę. Paul D (nikt inny jak Danny Glover we własnej osobie) opiekując się kobietami powoli odkrywa prawdziwe losy rodziny. Sytuacja ulega skomplikowaniu, gdy zamieszkuje z nimi jeszcze jedna młoda dziewczyna tłumacząc, że to właśnie tego domu i tych ludzi poszukiwała. Reszta trąci z lekka skądś znaną kalką, z tym że Oprah to nie Whoopi i w tytule nie ma nic z purpury. W bonusie jeszcze dom, który omijają okoliczni mieszkańcy, nocne strachy i tak dalej. Główna bohaterka nie tylko powoli odsłania swoje tajemnice, ale i też pozwala, by inni opowiedzieli jej o wydarzeniach jej dotyczących, a z których do tej pory nie zdawała sobie sprawy, bądź też nie chciała wiedzieć. I tak oto rysuje się przed nami historia niesamowitych losów kobiety, która trochę jak nasz swojski Raskolnikow musi zmierzyć się z widmem zbrodni sprzed lat. W kontekście dramatu obraz jest więcej niż dobry. Nie przeszkadzają nawet warsztatowe braki Opry. Pięknie i mocno opowiada o losach kobiety, która miała nieszczęście urodzić się niewolnicą oraz o jej walce o to, by mimo wszystko pozostać człowiekiem. To również opowieść o wielkiej samotności i miłości tak wielkiej, że poza jej granicami pozostaje jedynie śmierć. W kategorii dramat, nawet straszny dramat, bliski ideału. Niestety, wbrew opinii co niektórych widzów, kompletnie nie straszy. Mało, w pewnym momencie zaczyna śmiertelnie (sic) nudzić.

Historia duchowa, czy raczej historia o duchu co prawda jest przekonująca i tak dalej, ale to bardziej jeszcze tańsza wersja Paranormal Activity. Bardziej niż zarysowany tu demon przeszłości przeraża rozkład jazdy tramwajów. Brak suspensu, brak napięcia. Nawet nieśmiało przelewająca się momentami krew nie jest w stanie zatrzeć wrażenia, że z tym strachem scenarzysta się mocno pocił. Być może jest to konsekwencja setek, zalewających kina podobnych obrazów. Umieszczenie akcji w innym czasie nie zatrze wrażenia kalki, ba czasem jest w stanie jeszcze bardziej ją uwypuklić. Być może jest w tym trochę wina aktorki grającej główną rolę, a zarazem producentki obrazu. To, co sprawdza się w konwencji reality show, nie zawsze ma kontynuację w innych gatunkach, po które sięgają nie tylko odbiorcy oper mydlanych, ale i fani ambitniejszego kina. Trochę szkoda, bo historia sama w sobie naprawdę wydawała się ciekawa. Najbardziej fascynuje jednak to, że Beloved miał ogromne szanse i wszelkie przesłanki ku temu, stać się czymś więcej, niż tylko kolejnym w miarę cywilizowanym zabójcą wolnego czasu. Były niezbędne fundusze, by zainwestować we właściwych ludzi, pomysły oraz sprzęty. Były też nazwiska dobrych aktorów, którzy swoimi kreacjami uratowali niejedno chylące się ku upadkowi dzieło. Wreszcie był ciekawy pomysł, który wystarczyło jedynie nieco pociągnąć we właściwym kierunku.

Twórcy jednak wyszli chyba z założenia, że skoro mają tyle fajnych zabawek, to dzieci będą bawić się same - wystarczy im tylko pomachać przed noskami kolorowymi kredkami. Niestety nawet bardzo twórcze dzieci potrzebują oprócz tego właściwej stymulacji. W przeciwnym razie jak za dotknięciem magicznej różdżki zasypiają w piaskownicy. Dłużyzny, niekończące się na przemian łzawe i patetyczne retrospekcje pogłębiają senne otępienie. Można odnieść wrażenie, że Hollywood pozazdrościł Bollywood i wyszedł z założenia, że takie cuda nie tylko tam, więc tu też żaden widz do końca, czyli niemal przez 3 godziny nie odkryje tajemnicy. Cóż, jak to mówią, choć nadzieja matką głupich, to jak każda bardzo kocha swoje dzieci. Reszta jest już tylko obrazem.

Screeny

HO, BELOVED HO, BELOVED HO, BELOVED HO, BELOVED HO, BELOVED

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ Danny Glover
+ pomysł
+ obrazy
+ doskonały na bezsenne noce

Minusy:

- Oprah
- realizacja
- dłużyzny
- otępia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -