Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STRANDED

STRANDED

Stranded

ocena:4
Rok prod.:2013
Reżyser:Roger Christian
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Christian Slater, Brendan Fehr, Amy Matysio, Michael Thierrault
Autor recenzji:D.
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Od dawna wiadomo, że w dziedzinie horrorów SF wszystkie karty zostały już rozdane. Koncepcja Obcego rozrosła się w cykl, który praktycznie wessał i przetrawił wszystkie możliwe koncepcje rozwoju akcji spod znaku grozy w mroźnych, beztlenowych przestrzeniach kosmicznej pustki. Wszystko, co powstało potem było bądź próbą naśladowania sukcesu pierwowzoru, bądź szaleńczym zrywem obliczonym na stworzenie czegoś nowego. Rzecz w tym, że się nie da. Uniwersum Ellen Ripley jest praktycznie idealne i wszelkie horrory rozgrywające się w kosmosie będą zawsze porównywane ze światem wykreowanym przez Ridley'a Scotta. Takie są fakty. Pozostaje tylko życzyć sobie, aby kolejne odsłony walki z dowolnymi obcymi w kosmosie trzymały choćby połowę tego poziomu, który widzimy w Alien Resurrection.

Nie zamierzam oszczędzać propozycji Rogera Christiana, bo nie ma specjalnie powodu. Nie ma tu też nic do rzeczy fakt, że film powstał na rynek video, co dość powszechnie przyjęło się uważać za przylepianie łatki „drugiej kategorii jakościowej”. Film może być zrobiony za małe pieniądze i niszowy, a jednocześnie mieć coś do powiedzenia (weźmy niedawny Monsters). W naszym wypadku zbiegło się jednak tyle fatalnych czynników, że film to w zasadzie kupa gruzu po katastrofie starego satelity.

Trudno oczekiwać po budżecie 2 mln dolarów kanadyjskich oszałamiających efektów specjalnych, chociaż i tak te pokazane w filmie stoją na przyzwoitym poziomie. Można się natomiast spodziewać solidnego scenariusza, wiarygodnego rozwoju akcji i pomysłu na jej zawiązanie. Tu niczego takiego nie uświadczymy. Scenariusz to banalna historia o bazie księżycowej, zasiedlonej przez zaledwie czworo kosmonautów, na którą spada niespodziewanie deszcze meteorytów (jakim cudem nie można było wykryć go na tyle wcześnie, aby pozamykać osłony?). Atak jest tak dewastujący, że na stacji wysiada właściwie wszystko. Szczególnie dotkliwe okazuje się uszkodzenie generatorów tlenu oraz komunikacji, co skazuje stację na całkowite odcięcie od bazy na Ziemi (stąd tytuł Stranded – pl. Pozostawieni własnemu losowi). Jeden z odnalezionych wokół bazy meteorytów okazuje się kryć w sobie bliżej nieokreśloną formę życia, która wchodzi w reakcję tlenową na terenie laboratorium. Dalszy ciąg wypadków jest łatwy do przewidzenia, chociaż zadbano o to, aby dzielni kosmonauci nie walczyli ze szkaradnym monstrum, a czymś nieco bardziej finezyjnym.

Tyle scenariusz. Nie mogę powiedzieć, aby był on jakoś uderzająco idiotyczny, ale oryginalności w nim nie ma – to tylko mniej lub bardziej zgrabna mieszanka znanych już pomysłów. Fatalnie natomiast wygląda rozwój akcji i zachowania bohaterów, które są pełne nielogiczności, niekonsekwencji oraz zwykłych idiotyzmów. Nie po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni będziemy wzdychać nad brakiem profesjonalizmu w zachowaniach zawodowych kosmonautów, czy wściekać się na oczywiste błędy, zaniedbania i niezdolność do sensownego działania. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego scenariusze do takich filmów pisze się z całkowitym brakiem poszanowania dla wiedzy na temat danej dziedziny, że pominę już inteligencję samych widzów. Niektóre pomysły na rozwiązanie dylematów czy problemów, które przewidziano w scenariuszu są tak groteskowe, że można złośliwie nazwać to „prometeuszowaniem” (co jest wątpliwą zasługą Ridely’a Scotta, niejako ojca gatunku). Wszystko to razem powoduje, że film prawie do samego początku bierze ostry kurs pikujący w dół i na takim pozostaje do samego końca, poza kilkoma okazjonalnymi scenami, w których faktycznie coś się dzieje.

Bardzo niekonsekwentnie potraktowano samą obcą formę życia, która wydaje się szale nie inteligentna i przystosowana do przetrwania niemalże wszędzie, ale w trakcie filmu, z niezrozumiałych przyczyn, zupełnie się gubi i nie wie, co ze sobą zrobić. Nie do końca wiadomo, co właściwie potrafi zrobić i jaki cel jej przyświeca. Chwilami daje się prostacko ogrywać ludziom i sprawia wrażenie, jakby pokonanie czwórki skłóconych ze sobą kosmonautów sprawiało jej niemałą trudność.

Na sam koniec zostawiłem sobie postać Christiana Slatera, którego dobór do roli jest wprost tragiczny. Przez cały film widzimy, jak męczy się w swojej roli i praktycznie czeka na zakończenie ujęcia, żeby nie musieć więcej grać w takiej szmirze. Odgrywana przez niego postać jest pusta, niewiarygodna i zupełnie niekonsekwentna w działaniu. W wielu scenach po prostu stoi obok innych bohaterów i właściwie nie ma nic do powiedzenia i zrobienia. Obserwuję tego aktora od pewnego czasu i widzę, że nie dostaje sensownych propozycji, grając w coraz gorszych i mniej nagłaśnianych produkcjach, które pozwalają mu pewnie na płacenie rachunków i niewiele więcej. Zawsze miałem mieszane uczucia co do jego umiejętności aktorskich i wszechstronności, ale mimo to uważam, że wciąganie w kino SF klasy C to poważny błąd, który dodatkowo pogrąża film.

Szczerze zalecam omijanie filmu jak najszerszym łukiem.

Screeny

HO, STRANDED HO, STRANDED HO, STRANDED HO, STRANDED HO, STRANDED HO, STRANDED

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka dość udanych scen, które wyglądają bardzo przyzwoicie, zważywszy na niewielki budżet
+ film przynajmniej podjął wysiłek, aby nie być sztampowym filmem o walce ze szkaradzieństwem z kosmosu

Minusy:

- schematyczny, dziurawy scenariusz
- zachowania bohaterów pozbawione logiki i konsekwencji
- sporo błędów technicznych i logicznych
- akcja przebiega liniowo i przewidywalnie
- Christian Slater to nietrafiony aktor w filmie SF
- brak pomysłu na wyzyskanie zdolności obcej formy życia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -