Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BAY, THE

BAY, THE

Bay, The

ocena:3
Rok prod.:2012
Reżyser:Barry Levinson
Kraj prod.:USA
Obsada:Kether Donohue, Kenny Alfonso, Robert Curtis Lambert, James Patrick Freetly
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Co prawda ostatni naprawdę wartościowy film Barry Levinson nakręcił w 1997 roku, „Wag the Dog”, zawsze jednak pamiętany będzie jako twórca kapitalnego „Rain Mana” oraz nieźle oglądających się „Good Morning, Vietnam”, „Bugsy” i „Disclosure”. Levinson do wielu swoich filmów pisał scenariusze, doskonałymi tekstami służył innym reżyserom - Melowi Brooksowi („Silent Movie”), Normanowi Jewisonowi („...And Justice for All”) oraz Sydney’owi Pollackowi („Tootsie”). W 2012 roku tak zasłużony dla amerykańskiej kinematografii twórca postanowił „zabłysnąć” jako twórca horroru. Spod jego ręki „wymsknął się” filmowy twór zatytułowany „The Bay”.

Najpierw w telegraficznym skrócie poinformowani zostajemy, iż na całym świecie ludzie borykać się muszą z plagą zdychających ryb, ptaków i innych stworzeń zależnych od dużych akwenów wodnych. Zaraz po tym akcja filmu przenosi się do niewielkiego amerykańskiego miasteczka Claridge położonego nad zatoką Chesapeake Bay. Przez pierwsze kilka minut poznajemy miejscową społeczność bawiącą się na festynie z okazji święta Dnia Niepodległości. Z urywanych wypowiedzi niektórych notabli i lokalnych społeczników dowiadujemy się, iż miasto swój ekonomiczny sukces zawdzięcza... dużej elastyczności włodarzy Claridge w kwestiach ekologicznych. Już podczas festynu daje się zauważyć, iż wielu mieszkańców nie może poradzić sobie z wymiotami i dziwnymi zmianami skórnymi. Miejscowy szpital zaczyna przypominać oblężoną twierdzę. Lokalni decydenci początkowo ignorują problemy mieszkańców. Dopiero kiedy w Claridge wybucha panika, ordynator szpitala postanawia poinformować o wszystkim Waszyngton.

Całość nakręcona została w konwencji mockumentary. Co więcej, twórcy, by podrasować trochę wrażenie obcowania z kinem dokumentalnym, próbują wmówić nam, iż większość materiałów dotyczących wydarzeń z Claridge zostało skonfiskowanych przez władze, zaś narratorka filmu – miejscowa dziennikarka - nieustannie inwigilowana jest przez amerykańskie służby specjalne. Za materiały do filmu posłużyły nie tylko nagrania autorstwa Donny Thompson (rzeczona dziennikarka), lecz także zawartości twardych dysków miejskiego monitoringu, kamer przemysłowych oraz kart pamięci wszelakiej maści prywatnych urządzeń nagrywających. Od czasu do czasu raczeni także jesteśmy filmową dokumentacją z badań prowadzonych na wodach Chesapeake Bay przez naukowców-ekologów.

Wielokrotnie pisałem, iż stylizacja fabuły na dokument/reportaż/relację z miejsca zdarzeń to wręcz idealny sposób na to, by jak najmocniej targnąć emocjami widza. I na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat niejednemu twórcy horroru udało się to osiągnąć. Nic dobrego za to nie da się powiedzieć o filmie „The Bay” Levinsona. To nieciekawa historia, bo po pierwsze, twórcom nie udało się stworzyć świata, którego zagładą moglibyśmy się przejąć, po drugie zaś nie ma w niej ani krztyny tego, co stanowi sól kina grozy, a więc napięcia, dramatyzmu i mocnych, chwytających za gardło scen. Dostaliśmy za to quasi-dokumentalną papkę, w której akcja niby mknie do przodu, ale ze względu na to, iż nie „ciągną” jej bohaterowie (w filmie bohaterem zbiorowym są mieszkańcy Claridge), całość wydaje się bezpłciowa i ogląda się ją niczym dokument z National Geographic. „The Bay” może być doskonałym przykładem na to, iż zdjęcia imitujące relację z prawdziwych wydarzeń wcale nie musza być gwarantem filmowego napięcia i emocji.

Ale tym, co w filmie Levinsona kole w oczy najbardziej, jest nieudana próba połączenia nachalnej ekologicznej agitki z kinem grozy, a konkretnie ze schematem epidemii zmieniającej ludzi w straszliwe monstra. Twórcy w „The Bay” co kilka minut pokazują, jakim to człowiek jest bydlęciem, bo za kilka dolarów potrafi jakimś paskudztwem zatruć swoją najbliższą okolicę. Co gorsza, ów stan rzeczy nie boli zarówno władz lokalnych, jak i decydentów w Waszyngtonie – ci od udanego biznesu płacą przecież podatki, a tym samym dają pracę urzędnikom. Z drugiej strony mamy ofiary takiej polityki – mieszkańców Claridge w ekspresowym tempie zamieniających się w mutantów. Gdyby Levinson kontekst ekologiczny jedynie zasugerował, zaś bardziej skupił się na potworności tego, co stało się nad zatoką Chesapeake Bay, otrzymalibyśmy solidnego straszaka. A tak dostaliśmy quasi-dokument - trochę w stylu Michaela Moore’a - z domieszką cyfrowych scen gore. Omijać szerokim łukiem.

Screeny

HO, BAY, THE HO, BAY, THE HO, BAY, THE HO, BAY, THE HO, BAY, THE HO, BAY, THE HO, BAY, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ początek intryguje
+ mockumentary to nadal świetny patent na horror

Minusy:

- fatalnie pomyślana historia
- brak wyrazistych bohaterów
- nie straszy
- nie emocjonuje
- nudzi
- nachalny dydaktyzm przekazu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -