Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE AT THE END OF THE STREET

HOUSE AT THE END OF THE STREET

Dom na końcu ulicy

ocena:4
Rok prod.:2011
Reżyser:Mark Tonderai
Kraj prod.:Kanada / USA
Obsada:Jennifer Lawrence, Elisabeth Shue, Max Thieriot, Allie MacDonald
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Śmiem podejrzewać, iż gdyby nie odtwórczynie głównych ról - Elisabeth Shue i Jennifer Lawrence - film „House at the End of the Street” Marka Tonderai („Hush”) zapomniany zostałby zaraz po premierze. O pierwszej z wymienionych aktorek głośno było pod koniec lat osiemdziesiątych i w połowie dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy zagrała w takich filmach jak „Cocktail”, „Back to the Future”, „Deconstructing Harry”, a nade wszystko w „Leaving Las Vegas”. Druga z artystek to wschodząca gwiazda, którą po świetnych recenzjach za występ w „Winter's Bone” (Główna Nagroda Jury na festiwalu w Sundance w kategorii „Najlepszy dramat”) zaangażowano w hollywoodzkich superprodukcjach – „X-Men: First Class”, „Silver Linings Playbook” oraz „The Hunger Games”.

Sara wraz ze swa nastoletnią córką Elissą z Chicago przeprowadzają się do dużo mniejszego miasta. Obie kobiety szybko zaakceptowane zostają przez miejscową społeczność. Matka zadowolona jest z pracy, uzdolnionej muzycznie nastolatce zaś bardzo podoba się nowy dom. Ich radość zakłóca tylko jedna rzecz – bliskie sąsiedztwo budynku, w którym kilkanaście lat wcześniej dziewczyna w bardzo brutalny sposób pozbawiła życia swoich rodziców. Pewnej nocy Elissa odkrywa, iż w opuszczonym domostwie ktoś jednak mieszka. Ku niezadowoleniu Sary jej córka zaczyna interesować się makabryczną zbrodnią sprzed lat. Nastolatka dowiaduje się, iż mieszkańcem owianego złą sławą domu jest młody chłopak, brat morderczyni. Elissa i Ryan zaczynają spotykać się ze sobą. Matka podejrzewając, iż sąsiad nie powiedział im wszystkiego na temat podwójnego morderstwa, stara się nakłonić córkę do natychmiastowego zerwania znajomości. Dziewczyna jednak, trochę z przekory, ale także z ulegając potrzebie bycia z kimś, postanawia zaangażować się w związek z Ryanem.

„House at the End of the Street” to jeden z tych horrorów, w których konstrukcja fabuły podporządkowana została zwrotom akcji mającym kilka razy w trakcie trwania seansu wywrócić na nice nasze przemyślenia dotyczące istoty widzianych na ekranie wydarzeń. Zbudowanie filmowej opowieści w oparciu o taką strategię z jednej strony czyni obraz efektownym i atrakcyjnym w odbiorze, z drugiej zaś ubogim w niuanse dzięki, którym świat przedstawiony historii staje się intrygujący i wielowymiarowy. Większości adresatom kina grozy takie podejście nie przeszkadza – horror ma przykuwać uwagę, szokować i nieustannie zaskakiwać. Ciekawa, wieloznaczna, a nade wszystko przez niedopowiedzenia oddziałująca na wyobraźnię widza treść to dla większości odbiorców horroru jedynie kwiatek do kożucha. Najgorzej jest jednak z filmami, które nie znajdują poklasku ani jako zapierające dech w piersiach widowiska, ani jako klimatyczne i dające do myślenia fabuły. Tak właśnie jest w przypadku filmu Marka Tonderai.

Już pierwsze minuty seansu „House at the End of the Street” nie nastrajają optymistycznie. Zarówno prolog jak i rozwinięcie akcji wydają się „zwietrzałe” i pozbawione choćby krztyny oryginalności. Dziecko w makabryczny sposób mordujące swych rodziców rodzi skojarzenia z „Halloween”, zaś owiany aurą tajemniczości dom, w którym dokonano potwornej zbrodni to miejsce akcji co czwartego amerykańskiego horroru. Później wcale nie robi się ciekawiej. Wiadomo, że wcześniej czy później bohaterki, matka i córka, będą musiały stawić czoło niebezpieczeństwu. Twórcom jednak nie udało się ich rozpisać w taki sposób, byśmy bali się o nie i trzymali kciuki za każdym razem, kiedy staną oko w oko z zagrożeniem. Sara nie potrafi dać sobie rady ze zbuntowaną nastolatką, bunt Elissy sprowadza się do tego, iż dziewczyna nie słucha matki i smali cholewki do gościa, którego mamusia nie akceptuje. Środkowa część filmu bardziej niż rasowy horror przypomina kino obyczajowe traktujące o trudach dojrzewania wrażliwej kilkunastolatki. Z jednej strony matka ze wszystkim dzieli się swymi obawami o córkę, z drugiej zaś Elissa słowem i czynem stara się wywalczyć jak najwięcej swobody.

Pojawieniem się Ryana - brata dziewczyny, która zamordowała swych rodziców – mogłoby sugerować, iż film sukcesywnie zaczynie być wzbogacany wątkami typowymi dla horroru. Niby tak jest, bo małomówny i unikający towarzystwa chłopak skrywa w sobie jakąś mroczną tajemnicę. Twórcy co i rusz sugerują, iż chłopak może nie być tym, za kogo się podaje. Film jednak z dramatu rodzinnego zamiast w trzymające na gardło straszydło przeradza się w historię o miłości dwojga niepotrafiących się przystosować młodych ludzi. W pewnym momencie cała opowieść nabiera tempa – wskutek bójki Rayana z nietolerującymi go nastoletnimi sąsiadami dochodzi do nieszczęścia. Elissa chcąc bronić chłopaka przed kłamliwymi oskarżeniami przypadkiem dowiaduje się prawdy o tym, co zdarzyło się w jego domu kilkanaście lat wcześniej.

Dynamiczny i obfitujący w dramatyczne wydarzenia finał nie ratuje całej opowieści – nudnej, rozwleczonej i przegadanej. W horrorach umiejętnie namalowane tło obyczajowo-psychologiczne jest wielce pożądane, choćby dla uwiarygodnienia filmowych wydarzeń czy motywacji bohaterów. Jednak w przypadku filmu Marka Tonderai trudno zlepek schematów, naskórkowo potraktowanych relacji czy do bólu standardowych perturbacji związanych z okresem dojrzewania potraktować jako wielowymiarowy „background”. Z jeszcze gorszym skutkiem „House at the End of the Street” sprawdza się jako horror. W prologu mamy co prawda kilka mocnych scen z lejącą się krwią, spektakularną burzą i uzbrojoną w topór morderczynią. W dalszej części filmu od czasu do czasu reżyser stara się przypominać, iż oglądamy coś na kształt horroru – a to pokaże któregoś bohaterów z perspektywy śledzącego go człowieka, a to zasugeruje, iż nie wszyscy są tymi, za kogo się podają, wreszcie jednoznacznie daje do zrozumienia, iż któryś z bohaterów jest najprawdziwszym psychopatą. Finał także nie pozostawia wątpliwości co do gatunkowej proweniencji. Całość jednak pozbawiona jest napięcia i charakterystycznego dla horroru dramatyzmu. Jestem pewny, iż obeznanego z gatunkiem odbiorcy ani jedną sekwencją nie uda się zaniepokoić, zaś nad zwrotami akcji, o których pisałem wyżej, taki widz – znudzony i zirytowany stratą czasu – przejdzie do porządku dziennego.

Przez wielu znawców zza oceanu Jennifer Lawrence uważana jest za jedną z najbardziej utalentowanych aktorek młodego pokolenia. Trudno nie zgodzić się z tym sądem, zwłaszcza mając w pamięci poruszającą kreację w „Winter's Bone”. Nie jest także dziełem przypadku, iż w lutym 2013 roku Akademia Filmowa przyznała jej Oskara za rolę w „Silver Linings Playbook”. Jednak w „House at the End of the Street” aktorka nie pokazała ani ździebełka z tkwiącego w niej potencjału. Taką postać jak Elissę mogłaby zagrać każda umiarkowanie zdolna amerykańska aktorka. Lawrence nie udało się stworzyć kogoś, kogo można by opatrzyć epitetami intrygujący, wieloznaczny czy pełen sprzeczności. Podobnie rzecz się ma z bohaterką Elisabeth Shue. Postawa obu aktorek może posłużyć za potwierdzenie tezy, iż słabego scenariusza nie dźwigną nawet najznamienitsi artyści.

Jeśli ocenę filmu Marka Tonderai miałbym sprowadzić do jak najkrótszego określenia, idealnym byłoby słowo „przeciętny”. Trudno znaleźć w nim cokolwiek, co można by wyróżnić, co wybijałoby się ponad tę nijakość. Dlatego też seans „House at the End of the Street” radzę sobie odpuścić, a tak zaoszczędzony czas proponuję zainwestować w jakąś niebanalną lekturę.

Screeny

HO, HOUSE AT THE END OF THE STREET HO, HOUSE AT THE END OF THE STREET HO, HOUSE AT THE END OF THE STREET HO, HOUSE AT THE END OF THE STREET HO, HOUSE AT THE END OF THE STREET HO, HOUSE AT THE END OF THE STREET

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ poprawie zrealizowany
+ zaskakujące rozwiązanie intrygi

Minusy:

- momentami nuda wiejąca z ekranu naprawdę doskwiera
- nieciekawi bohaterowie
- przegadana środkowa część filmu
- chwilami nie wiadomo, czy jest to horror czy dramat robiony dla telewizji
- ani nie straszy, ani nie niepokoi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -