Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PRESENCE, THE

PRESENCE, THE

Presence, The

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Tom Provost
Kraj prod.:USA
Obsada:Mira Sorvino, Shane West, Justin Kirk
Autor recenzji:Dariusz Kick
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Zaskakujące w The Presence jest to, że jak na tak powolnie i leniwie toczącą się akcję, portrety psychologiczne postaci oglądanych na ekranie, nie są zbyt głębokie. Istnieje pewna obawa, że na naszych oczach dokonuje się przerost formy nad treścią, która im bliżej finału, tym bardziej wymyka się reżyserowi z rąk.

Kobieta szukająca samotności, weny twórczej (niepotrzebne skreślić), postanawia spędzić bliżej nieokreślony czas w domku w lesie, w którym bawiła się, jako dziewczynka podczas letnich wypadów z rodziną. Domek postawiono na niezamieszkanej wyspie, co wiąże się z totalną izolacją od świata zewnętrznego. Główna bohaterka nie zdaje sobie sprawy, ale my od początku wiemy, że dom ma jeszcze jednego, raczej niechcianego lokatora. Duch, bo o nim mowa nie robi niczego złego poza drobnymi manifestacjami swojej obecności. Później na wyspie pojawia się ktoś jeszcze i jeszcze i naprawdę robi się ciasno jak w Lidlu przed świętami.

Jak mogę się domyślać, reżyser miał tutaj zakusy na kino ambitne. Jeśli cała akcja opiera się na zaledwie kilku aktorach, którzy funkcjonują na mocno ograniczonej przestrzeni, to albo jest na to wszystko jakiś solidny pomysł, albo brak gotówki wymusza takie a nie inne zasoby. Ponieważ nie jest to film niskobudżetowy, aktorzy są znani i rozpoznawalni, wnioskuję jak wyżej. Problem tylko w tym, że z pomysłem tutaj nie jest najlepiej. Film rozkręca się powoli. Bardzo powoli. Przez pierwsze niemal dwadzieścia minut, nie pada ani jedno słowo. W tym czasie, reżyser próbuje oddać odpowiedni klimat. To będzie ciężka próba dla mniej cierpliwych smakoszy.

Pomysł na pokazanie ducha już na początku filmu, jest zabiegiem dość ciekawym, ale też ryzykownym, pozbawiającym widza dreszczyku emocji, napięcia i obawiam się, niedającym zbyt wiele w zamian. Poza tym, sam ghost... Blady z irytująco postawioną grzywką i zawsze taką samą (nadętą, lekko zdziwioną) miną jakby nie wierzył, że przyjął tę rolę. Wygląda banalnie, trochę jak statysta, który nie załapał się na świt, ani przed świtem ani też po świcie. Pozostała mu tylko Obecność, choć tam pasowałby zdecydowanie bardziej.

Idąc dalej, mamy osamotnioną kobietę osaczoną przez dwa obce byty, jednak wkrótce pojawia się partner głównej bohaterki, jeśli można tak powiedzieć. Po co wprowadzono kolejną postać? Być może reżyser chciał w ten sposób pogłębić portret psychologiczny kobiety. Pojawia się informacja o traumie z dzieciństwa. Wszystko to sprawia, że film dryfuje w stronę psychologicznego dramatu, może thrillera. Ale wtedy duchy zaczynają mieszać i w konsekwencji wszystko się sypie. Dzieje się tak, ponieważ nic nie spina tych dwóch motywów. A wystarczyło przecież połączyć duchy z traumą bohaterki. Z jej dzieciństwem. I mogło być naprawdę intrygująco. Niestety wymknęło się wszystko spod kontroli jak Palikot Tuskowi.

Screeny

HO, PRESENCE, THE HO, PRESENCE, THE HO, PRESENCE, THE HO, PRESENCE, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka klimatycznych ujęć,
+ odwaga za nakręcenie 18-tu minut bez dialogu

Minusy:

- cała reszta

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -