Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE

LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE

Last Will and Testament of Rosalind Leigh, The

ocena:5
Rok prod.:2013
Reżyser:Rodrigo Gudiño
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Aaron Poole, Vanessa Radgrave, Stephen Eric McIntyre
Autor recenzji:D.
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nawiedzony dom to jeden z najsilniejszych symboli gatunku grozy, na pewno się ze mną zgodzicie. Najczęściej takie domy funkcjonują jako równoprawni bohaterowie filmu, którzy mają do opowiedzenia swoją własną, osobną historię. Często również nawiedzony dom staje się ważniejszy od aktorów, którzy w najlepszym razie stanowią dla niego karmę, a w najgorszym przeszkodę w spokojnym trwaniu przez wieczność. Kluczową sprawą jest nadanie takiemu domowi odpowiedniego charakteru, który sprawi, że oglądając aktorów przechadzających się po jego przestrzeniach tak, jakbyśmy my sami tam byli. Wiele z takich filmowych domów z duchami to śliczne, architektonicznie wycyzelowane domostwa ze swoją własną „duszą”, pachnące tym unikalnym połączeniem kurzu, starych mebli i drewna, witające gości skrzypieniem podłóg i mrokiem kolejnych pokoi. Warto je odwiedzić nawet wtedy, gdy jest to jedyny powód obejrzenia danego filmu.

Zdecydowanie najważniejszym bohaterem filmu o testamencie i ostatniej wolni pani Rosalind Leigh jest jej dom, który zaplanowano bardzo starannie, nadając mu niesamowitego, bardzo specyficznego charakteru. To dom wypełniony mnóstwem przedmiotów, rozmieszczonych pozornie przypadkowo, ale nie przeładowujących przestrzeni. Wnętrze domu zostało bardzo interesujące zaplanowane, a każdy pokój to niemal samodzielne uniwersum, które ma do zaoferowania nową tajemnicę. Zapewniam osoby, którym nie są obojętne tematy architektury wnętrz i wystroju, że wycieczka to domu pani Leigh byłaby ciekawym doświadczeniem. Dom jest pełen dźwięków i zakamarków, co z pewnością podnosi zainteresowanie kontynuowaniem seansu przez całe 80 minut. Cały kłopot w tym, że ponad to film niewiele oferuje.

Dom po zmarłej matce dziedziczy w całości jej syn, Leon. Jego stosunek do matki za życia można delikatnie określić jako chłodny, co ma bezpośredni związek z dewocyjnym charakterem pani Rosalind, namiętnej wyznawczyni kultu anielskiego i wiary w życie po śmierci. Religia wypełniała całe jej życie i starała się ze wszelkich sił, aby jej syn podzielał ten światopogląd. Istniały jednak dwa problemy, które uczyniły z Leona zatwardziałego ateistę i adwersarza swojej matki. Pierwszym była samobójcza śmierć ojca, który stał na czele tajemniczej sekty religijnej także wyznającej kult anielski, natomiast drugim zbyt ofensywne podejście Rosalind, która osaczyła syna figurami aniołów i sączyła w głowę przekonanie o karze, jaka spotka niewierzących. Z polskiego punktu widzenia brzmi to dość znajomo, więc nietrudno wczuć się w położenie zaszczutego, pełnego niechęci Leona. Po śmierci matki przypada mu w spadku cały dom wraz z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Ledwie jednak Leon przekracza próg dawno nieodwiedzanego domu matki, okazuje się, że matka postanowiła indoktrynować go także zza grobu. Cały pobyt w domu zmarłej matki (filmowo trwa to ledwie jedną dobę) schodzi Leonowi na niemalże detektywistycznym łączeniu szeregu tropów, które matka celowo pozostawiła przed swoją śmiercią. Rosalind Leigh chciała za wszelką cenę uchronić syna przed karą boską, która niechybnie spotyka niewierzących, a środkiem do tego celu było wzbudzenie w Leonie niezłomnej wiary w anielską ochronę. Synowi Rosalind przyjdzie się teraz zmierzyć ze światem, którego nie znał i zderzyć swój wojujący ateizm z równie agresywną wiarą w życie po śmierci.

Zdaję sobie sprawę, że pierwszy film fabularny jest wielkim wyzwaniem, a już szczególnie, gdy wybiera się debiutowanie w mocno hermetycznym gatunku filmowym. Nie w tym jednak rzecz, że debiut usprawiedliwia wpadki i trzeba nieco zmrużyć oczy w czasie seansu, a w tym, że film musi mieć coś do powiedzenia. I tego właśnie zdecydowanie zabrakło w tym debiutanckim obrazie Rodriga Gudiña. Przez większość seansu oglądamy teatr jednego aktora, ponieważ zdecydowana większość ujęć przedstawia Leona zwiedzającego dom i łączącego w całość historię rozpoczętą przez matkę. Daje to wprawdzie możliwość delektowania się światem dźwięków, jakie można usłyszeć tylko w starym domu, ale samo to nie wystarczy do wypełnienia filmu treścią. A tej dostajemy tylko strzępy: jakieś historie o sekcie ojca, parę płomiennych monologów guru anielskiej sekty, które Rosalind nagrała na wideo, jedno spotkanie przez drzwi z sąsiadem (który nie zostaje nawet pokazany), a do tego jeszcze ingerencja istoty nie z tego świata. Wszystko to razem nie jest spójne i trudno w zasadzie zrozumieć, w co Leon miałby uwierzyć, na czym tak bardzo zależało jego matce. Facet jest wyraźnie zdystansowany i niechętny jakimkolwiek przejawom religijności, a postawa jego matki aż nadto mocno skojarzy się polskim widzom z dobrze nam znaną dewocyjnością maryjną, typową dla starych ludzi. Cały dom jest wręcz zalany figurami aniołów, a w piwnicy Leon odnajduje całą kaplicę poświęconą temu kultowi. Niewiele to jednak zmienia i mężczyzna w żaden sposób nie ulega sile symboli oraz rzekomym dowodom na istnienie życia po śmierci, czy istot nie z tego świata. Z tego punktu widzenia Rosalind starała się na próżno, a my w sumie nie mamy szans zrozumieć, dlaczego właściwie Leon przez tyle lat nie kontaktował się z matką i nie zjawił się na jej pogrzebie.

Za mało także w filmie samego straszenia, tworzenia tego dusznego klimatu niepokoju czy zagrożenia, o co aż się prosi w starych domostwach, które z założenia zamieszkują duchy. Momentami Leon wydaje się po prostu zwiedzać dom, a my razem z nim, a uśpiona czujność widzów nie zostaje zakłócona, co może irytować, jeżeli nastawiliśmy się na porządną dawkę strachu. Być może film jest także nieco przykrótki, bez mocnej, wyrazistej puenty, bez jednoznacznego przesłanie. Po zakończeniu seansu powstaje wrażenie niedokończenia, nieudanej próby opowiedzenia być może ciekawej historii o dewocji i zepsutej relacji matki z synem.

Film zdecydowanie nadaje się do obejrzenia, ale dla reżysera-debiutanta pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, jeżeli chce zaznaczyć swoją obecność w świecie kina grozy.

Screeny

HO, LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE HO, LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE HO, LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE HO, LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE HO, LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE HO, LAST WILL AND TESTAMENT OF ROSALIND LEIGH, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wspaniale sportretowany, stary dom
+ klimat miejsca i niesamowity świat dźwięków

Minusy:

- teatr jednego aktora, którego roli nie napisano na tyle ciekawie, aby zdominowała film
- wrażenie niedokończenia fabularnego
- niespójna, poszatkowana opowieść, która nie ma wyraźnego ostrza
- zmarnowany potencjał na ciekawą historię z tezą
- zdecydowanie za mało elementu czystego strachu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -