Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:COLONY, THE

COLONY, THE

Colony, The

ocena:4
Rok prod.:2013
Reżyser:Jeff Renfroe
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Laurence Fishburne, Kevin Zegers, Bill Paxton, Charlotte Sullivan, John Tench, Atticus Dean Mitchell, Dru Viergever
Autor recenzji:D.
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

When the earth froze, the rules of survival changed forever
(Tłumaczenie z ang.: Zasady przetrwania zmieniły się całkowicie, gdy ziemię pokrył lód)

Wielkie rozczarowanie – takimi słowami mogę rozpocząć tę recenzję, bo one pierwsze cisną się na usta/pod palce, a powyższy cytat o przetrwaniu dotyczy głównie widzów. Nie sposób ostatnimi czasy zliczyć filmów, na które czeka się miesiącami, a potem wyje z rozpaczy po seansie. W takich chwilach trudno uwierzyć w kondycję współczesnego kina rozrywkowego, które zupełnie oderwało się od realiów i elementarnych zasad logiki, zatracając się w niekończącym się cytowaniu samego siebie. Za takie filmy reżyserzy, scenarzyści, kamerzyści i w zasadzie cała ekipa z planu powinni dostać niepłatne, ciężkie roboty publiczne, żeby nauczyli się szacunku do widza. Zmarnowany potencjał, niemal całkowity brak klimatu, fatalne dialogi, brak suspensu i liniowość akcji – tym właśnie przez niemal 90 minut karmi nas pan Jeff Renfroe. Horroru miało być tu pewnie niemało, ale więcej znajdziecie go w „Modzie na sukces”.

Nie ma wciąż wielu filmów zajmujących się tematyką katastroficzną dotyczącą nowej epoki lodowcowej, która dopiero nadejdzie. Nie mogę tu liczyć widowiskowego, ale całkowicie ignorującego wiedzę naukową dzieła Pojutrze, i nie przychodzi mi do głowy praktycznie nic innego. Może tu tkwi problem, że wciąż za mało się o tym dowiedzieliśmy, aby móc wiarygodnie o tym mówić, a może po prostu nikt nie bierze tego poważnie? Z całą pewnością ludzie mało się tym przejmują, skoro filmom ze zlodowaceniem w roli głównej jakoś brak powagi i respektu przed siłą Natury. Tym bardziej skorzysta z tego kino, serwując widzom mało wymagające obrazy, które na pewno nie zwiększą naszego strachu przed epoką lodu. Nadal mniej lub bardziej fantazjujemy na ten temat w podtekście sugerując, że to może zupełna bujda i nic takiego nie może się zdarzyć. Na ekranie jest wprawdzie zimno i pada śnieg, ale premiera filmu wypadła latem, więc impet natarcia stępił się od razu.

Historia epoki lodowcowej, którą oglądamy w Kolonii jest ledwie szczątkowa i w zasadzie można ją streścić do słów: „któregoś dnia zaczął padać śnieg”. Ludzie majstrowali z pogodą (cokolwiek to znaczy), pobudowali dziwne „modyfikatory pogodowe” (ich działanie pozostaje tajemnicą), nabałaganili i przyszła zima. Resztki ludzkości schroniły się w podziemnych halach-bunkrach (chyba rosyjskich, wnosząc z napisów na ścianach) i żyją w całkowitej izolacji od siebie. Nasza opowieść skupia się na losach Kolonii nr 7, którą trapi epidemia grypy dziesiątkująca mieszkańców schronu. Pewnego dnia radiooperator z tej kolonii odbiera sygnał SOS z Kolonii nr 5 i na pomoc wyrusza trzyosobowa ekipa. Brnąc dwa dni przez skute lodem pustkowia i ruiny miasta docierają na miejsce (w scenach odbywających się w tej lokacji możemy mieć wrażenie, że oglądamy ujęcia rodem z The Descent). Początkowo Kolonia nr 5 wydaje się pozbawiona mieszkańców (ostatnie szacunki mówiły o 50), ale ekipa ratunkowa szybko przekonuje się, że tak nie jest. Sęk w tym, że teraz głęboko pod ziemią nie mieszkają już zwykli ludzie, a horda nieszczególnie przyjaznych dzikusów. Ratownikom z Kolonii nr 7 udaje się opuścić spustoszone podziemia, ale wróg nie zamierza tak łatwo wypuścić zdobyczy z rąk i rusza po ich śladach.

Cały film jest tak boleśnie przewidywalny i pozbawiony krztyny emocji, że to niemal podpada pod paragraf z Kodeksu Karnego (art. 207 KK). Sądziłem, że chociaż klimat będzie bez zarzutu, że poczuję tę wieczną zimę na własnej skórze. Nic z tych rzeczy: śnieg przypomina jakiś puch, który nawet inaczej pada na powierzchnię. Inne elementy filmu pozostają równie dramatycznie słabe: nie uświadczymy żadnych rysów autentyczności u bohaterów, a konflikt pomiędzy Briggsem i Masonem (Fishburne i Paxton) jest absolutnie udawany i przekreśla właściwie oczekiwania, że w tym filmie cokolwiek będzie na serio. Niektórzy bohaterowie zachowują się tak, jakby nic im nie groziło, nie stać ich na sprzeciw (nawet wobec śmiertelnego zagrożenia), ignorują kłujące w oczy fakty, wszystko jest jakby na niby. Kai, główna bohaterka żeńska, ma znakomicie zrobione włosy, pełen makijaż i chodzi po śniegu w rozpiętym płaszczu, bez ochrony oczu, głowy, czy rąk. Imponująca odporność na zimno. Trudno wyczuć, jaka temperatura panuje na zewnątrz, ale chyba niska, skoro nie zamarza zamek w karabinie (powtarzalnym!), i można wytrzymać w rozpiętej kurtce, bez gogli, itd. Decyzja o wyruszeniu do sąsiedniej kolonii i to tylko we trójkę (jeden z członków ekipy nie ma ŻADNEGO doświadczenia w poruszaniu się na powierzchni) zostaje podjęta samowolnie przez Briggsa, bez pytania innych o zdanie (czy warto się tak narażać, skoro ich liczba maleje), mimo tego, że doświadczenie podpowiada, aby tego zaniechać. Fatalne są także dialogi, których treści można się domyślić zanim padną, a już w chwilach większego napięcia z ekranu wieje taką sztampą, że naprawdę można mieć torsje. Ucztą dla oczu jest wielka eksplozja gigantycznego komina prowadzącego pod ziemię, który zawala się od jednej wiązki dynamitu... Decyzja o zagraniu w tym gniocie była ze strony L. Fishburne'a i B. Paxtona straszliwym błędem.

Na koniec zostawiłem sobie filmowych adwersarzy, za których twórcy filmu powinni się wstydzić do końca świata. Wyszła z nich zbieranina łachmaniarzy pod przywództwem średnio rozgarniętego dryblasa, która jest groźna tylko przez swoją liczbę (nie wystraszą nas ani swoim wyglądem, ani zachowaniem). Oczywiście niczego się także o nich nie dowiemy: skąd są, co się z nimi stało, dlaczego nie umieją mówić, itd. Już lepiej było władować do filmu jakieś stwora z kosmosu albo stado wygłodniałych niedźwiedzi polarnych, a mielibyśmy przynajmniej namiastkę grozy.

Tak oto miało być pewnie klimatyczne widowisko, a wyszła totalna klapa, gdzie dzielne resztki ludzkości (czworo) odchodzą w rozpiętych kurtkach w śnieżną zamieć, szukając miejsca, gdzie topi się lód... Never again, please.

Screeny

HO, COLONY, THE HO, COLONY, THE HO, COLONY, THE HO, COLONY, THE HO, COLONY, THE HO, COLONY, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dla zatwardziałych kolekcjonerów filmów z pogranicza grozy i katastrofizmu, którzy po prostu muszą zobaczyć każdy kolejny tytuł
+ kilka przyzwoitych pejzaży ze zlodowaceniem

Minusy:

- zmarnowany potencjał, brak klimatu
- nie ma grozy, napięcia
- fatalne dialogi i tragiczna gra aktorska
- postaci tzw. adwersarzy są niewiarygodnie słabe
- papierowe postaci i przewidywalne zachowania
- stuprocentowo liniowa akcja
- beznadziejny rozwój akcji, tragicznie złe zakończenie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -