Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:23:59

23:59

23:59

ocena:6
Rok prod.:2011
Reżyser:Gilbert Chan
Kraj prod.:Singapur
Obsada:Tedd Chan, Stella Chungley, Philip Hersh, Henley Hii, Lawrence Koh, Mark Lee
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Hollywood od wielu lat przeżywa kryzys, który nie wiadomo kiedy się skończy. Brakuje ciekawych pomysłów, powstają liczne remaki, eksploatujące twórczość nie tylko z innych krajów, ale także rodzimej kinematografii. Cóż, pozostało Amerykanom? Największe hity to megaprodukcje z masą efektów specjalnych, ale także zazwyczaj dobrą obsadą aktorską, choć często scenariuszami pełnymi luk i wpadek. Słabość Hollywoodu ma jednak pozytywne aspekty, przynajmniej z punktu widzenia fanów grozy. Od przynajmniej kilkunastu lat horror azjatycki, choć nie tylko on, zyskuje zwolenników na całym świecie. Oczywiście groza istniała tam wcześniej, posiadała bogate tradycje, ale dominacja kultury amerykańskiej, zwłaszcza w takich krajach jak Polska, spychała inne obrazy na plan dalszy. Znali je tylko prawdziwi maniacy. Początkowo do głosu doszła Japonia, Korea Płd. i Hongkong, ale coraz więcej twórców z krajów tego regionu pokazuje, że potrafi nieźle straszyć. Pojawiają się coraz ciekawsze tytuły. Recenzowany obraz jest przedstawicielem kinematografii singapurskiej, która tak właściwie dynamicznie rozwija się dopiero od około dwudziestu lat.

Wakacje i wspólne obozy harcerskie, kolonie i służba wojskowa. Czas spędzony w gronie rówieśników. Co robimy wieczorami? Najlepiej przy ognisku, choć to nie jest konieczne. Opowiadamy różne barwne historie. Niekonieczne osobiste, czasem powiązane z miejscem, w którym się znajdujemy. Zwłaszcza jeżeli ma ono ciekawą przeszłość. Opowieści z dreszczykiem to obowiązek. Taki patent czasem wykorzystują również twórcy filmów. Nie inaczej jest z recenzowanym obrazem.

Grupa żołnierzy odbywa służbę stacjonując na odosobnionej wyspie. Jednym z ich ostatnich zadań jest długi marsz przez puszczę. Po zakończeniu zadania rekruci odkrywają ciało martwego kolegi, który wcześniej wierzył, że stanie się ofiarą ducha kobiety. O tej chwili obóz i jego okolica stają się areną dziwnych ponad naturalnych wydarzeń.


Rozwój kinematografii singapurskiej w ostatnich latach jest dynamiczny. Nie inaczej jest z grozą pochodząca z tego kraju. Uważni czytelnicy Horror Online z pewnością kojarzą nazwiska Kelvina Tonga („1942”, „The Maid”) i Tony Kerna („Haunted Changi”), choć nie tylko ich, których filmy recenzowaliśmy. Do tego grona należy dodać twórcę „23:59” Gilberta Chana, debiutanta w dziedzinie grozy. Już teraz wiadomo, że postara się nastraszyć publiczność ponownie.

Przyznam, że w grozie azjatyckiej (i nie tylko niej) szczególnie pociągają mnie wszelkie nawiązania do lokalnego folkloru, ichniejsze duchy, wiedźmy, wierzenia, itd. Tak jest właśnie w przypadku recenzowanego obrazu rozpoczynającego się wieczorną sceną. Grupa żołnierzy poznaje miejscową legendę o złowrogim duchu kobiety zamieszkującej wyspę, na której stacjonują. Scena nie jest wprawdzie zbyt oryginalna, ale za to bardzo dobrze wykonana, z intrygującymi retrospekcjami, co skutecznie rozbudza nadzieję na dobry horror.

Ponura tajemnica na początek. A co potem? Może być tylko lepiej. Często w grupie osób obcujących ze sobą na co dzień przytrafia się „ofiara losu”, która nie jest przez resztę w pełni akceptowana. W typowo męskim gronie, a zwłaszcza w wojsku, taki delikwent bywa gnębiony. Tak było w przeszłości, tak jest w filmowym „obecnie”, choć teraz młody żołnierz jest chroniony przez przyjaciela i bardziej obawia się ducha niż innych żołnierzy. Przeraża go że tajemnicza zjawa kobiety czyha na jego życie. Fabuła początkowo rozwija się niezbyt szybko, ale za to konsekwentnie. Chan całkiem sprawnie buduje napięcie, bohaterowie jego obrazu budzą sympatię i ich los intryguje. To wystarcza, aby zatrzymać widza przed telewizorem. Trudno wskazać jakieś większe wady scenariusza.

„23:59” nie zalicza zbyt wielu „wpadek”, ale nie jest pozbawiony błędów. Czasem nawet irytujących. Pewne zastrzeżenia mam do dźwięku. Owszem pomaga on budować grozę. Jednak w „leśnych” scenach częściowo rujnuje nastrój, bo dominuje nad odgłosami natury, które słychać, ale są głęboko schowane. Szkoda, bo las w nocy może mocno przerażać. To znakomita pożywką do budowania grozy, niezależnie czy mamy do czynienia z duchami, czy też seryjnymi mordercami.

Opisana sytuacja z dźwiękiem to oczywiście bardzo subiektywna opinia. Największym mankamentem jest zbyt wielka ilość zapożyczeń, choć to przecież dotyczy również wielu innych produkcji, nie tylko singapurskich. Choć czy aż w takim stopniu? Pojawia się godzina duchów. Ona jednak znajduje uzasadnienie w fabule, ale twórcy zastosowali i inne atrybuty filmów grozy, które już widzieliśmy w zbyt wielu produkcjach. Nawet nie chodzi o ich obecność, ale sposób w jaki zostały zaprezentowane oraz ich skumulowanie. Przerażająca niewiasta z długimi, czarnymi włosami to oczywiście obowiązkowy element azjatyckiej grozy. Tak, taka kobieta pojawia się, choć na szczęście nie jest to tylko dodatek. Filmowa historia raczej niezbyt się wyróżnia na tle innych azjatyckich straszaków. Nie oczekujcie, że głęboko utkwi w waszej pamięci.

Maniacy azjatyckiej grozy z pewnością nie odpuszczą sobie tego horroru. A co jeszcze ciekawego odnajdą inni? „23:59” to kawał solidnego straszaka umieszczonego w ciekawej leśnej scenerii. Obraz dobrze wyreżyserowany i zagrany, choć nie pozbawiony wad. Filmowa historia z pewnością byłaby dla nas ciekawsza, gdyby nie to, że inne produkcje azjatyckie uraczyły nas już podobnymi fabułami, przynajmniej z europejskiego punktu widzenia. Być może zapadłaby dłużej w pamięć, gdyby była bliższa naszej kulturze. Seans tego niespełna osiemdziesięciominutowego obrazu potrafi przysporzyć wrażeń, bo nie jest przewidywalny, a jego finał zaskakuje. Obraz ma jeszcze jedną zaletę. Podczas wyjazdu, spotkania przy grillu (ognisku, etc.) ze znajomymi może nas zainspirować do opowiedzenia mrocznej historii. Oczywiście jak najbardziej prawdziwej, która wydarzyła się gdzieś w Polsce.

Screeny

HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59 HO, 23:59

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ folklor
+ lokakacja
+ nastrój
+ finał

Minusy:

- dźwięk
- kolejne ghost story

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -