Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:V/H/S/2

V/H/S/2

V/H/S/2

ocena:8
Rok prod.:2013
Reżyser:Gareth Evans, Jason Eduardo Sánchez
Kraj prod.:USA / Kanada / Indonezja
Obsada:Lawrence Michael Levine, Kelsy Abbott, Hannah Hughes, Adam Wingard
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W 2008 roku wszystkich fanów analogowego standard zapisu i odtwarzania kaset wideo przybiła wiadomość o tym, że koncern JVC, ten sam, który 32 lata wcześniej wypuścił na rynek pierwszy magnetowid, zakończył produkcję uprzednio nagranych nośników VHS dla dystrybutorów filmowych. Wielu dzień 28 października 2008 roku uczciło minutą ciszy, dla innych owa data wcale nie symbolizuje tragedii, bo taśma VHS była, jest i nadal będzie jedynie słusznym nośnikiem z zarejestrowanymi na nim filmami. Tego rodzaju audiowizualnymi fetyszystami wydają się twórcy „V/H/S/2”, którzy drugą odsłoną antologii postanowili po raz kolejny złożyć hołd czasom, w których kasety królowały w wypożyczalniach i domowych kolekcjach.

Pierwszy zbiór filmowych nowel spotkał się z umiarkowaną przychylnością i widzów, i krytyków. Nic więc dziwnego, iż w drugiej odsłonie twórcy postanowili nie zmieniać formuły, która już raz się sprawdziła. „V/H/S/2” to antologia czterech kilkunastominutowych horrorów, między którymi rozgrywają się wydarzenia piątego. W projekt zostali zaangażowani następujący reżyserowie - Simon Barrett (reżyserski debiutant), Jason Eisener (autor rewelacyjnego „Treevenge”), Gareth Evans („Raid”), Gregg Hale (producent filmów Eduardo Sáncheza), Eduardo Sánchez (tego pana przedstawiać nie trzeba), Timo Tjahjanto („Macabre”) i Adam Wingard („V/H/S”).

W moim przekonaniu „V/H/S/2” jest dziełem lepszym od pierwszej części. Co prawda nie ma w nim noweli, która z jakiegoś powodu wbijałaby w fotel, z drugiej strony ani jedna z zawartych w antologii opowieści nie jest słaba czy choćby przeciętna. Co łączy wszystkie historie? Kilka rzeczy. Zacząć należy do tego, iż każda z noweli nakręcona została w konwencji „found footage” – autorami zdjęć są bohaterowie filmu. Opowiastki aż kipią od brutalności i okrucieństwa. Dzięki wybranemu sposobowi narracji (wspomniany wyżej punkt widzenia jednego z bohaterów) w żadnej z nich nie ma mowy o nudzie i przeciąganiu akcji. Wreszcie we wszystkich segmentach nie brakuje humoru – całość stworzona została przez fanów gatunku dla jego gorących wielbicieli, stąd zabawa konwencjami, próba nadania błysku wytartym już kliszom fabularnym czy puentowanie historii zakrawającymi o absurd zwrotami akcji.

Który z epizodów wywarł na mnie największe wrażenie? Chyba „Safe Haven” autorstwa Garetha Evansa i Timo Tjahjanto. Kilkunastominutowa fabuła jest zapisem wyprawy kilkorga dziennikarzy do siedziby bardzo hermetycznej sekty Bramy Raju. Bohaterowie bardzo szybko przekonują się, iż zostali zwabieni w pułapkę. Guru dziwacznej wspólnoty planuje bowiem kosztem swych „owieczek” i przybyłych z zewnątrz reporterów przywołać na świat jakiegoś straszliwego demona. Wszystko zaczyna się „na poważnie” próbą przeniknięcia dziennikarzy do grupy, której religijna ideologia może być przykrywką dla pedofilskich praktyk sekciarskiej wierchuszki. Opowieść szybko jednak przeradza się w galopadę podlaną hektolitrami krwi i tonami wnętrzności. A wszystko kończy się iście purenonsensowym dowcipem.

Z ogranymi do cna schematami za bary wzięli się Adam Wingard w „Phase I Clinical Trials” oraz Eduardo Sánchez i Gregg Hale, twórcy „A Ride in the Park”. Pierwszy opowiada o mężczyźnie, który po przeszczepie oka zaczyna widzieć duchy, w drugim filmie reżyserski duet zabiera nas na rowerową wycieraczkę po lesie, w którym grasują zombie. W obu filmach na świat patrzymy z perspektywy głównego bohatera – u Wingrada mężczyzna ma kamerę we wszczepionym oku, w obrazie Sáncheza i Hale’a kamerę rowerzysta ma zamocowaną na kasku. „Phase I Clinical Trials” to mroczna i trzymająca w napięciu historia człowieka, który ni stąd ni zowąd musi stawić czoło duchom coraz liczniej nawiedzającym jego dom. Bohaterem „A Ride in the Park” jest zapalony cyklista, który ugryziony przez zombie bardzo szybko zamienia się w krwiożercze monstrum. Pierwszy z filmów rzeczywiście próbuje nas straszyć – twórcy starają się budować atmosferę nieustannego zagrożenia, co i rusz „podchodzą” nas chwilowym „nicniedzianiemsię” i nagłym pojawieniem się ducha. Także „z przytupem” kończy się cała historia – gwałtownie, brutalnie i bez puszczania oka do publiczności. W filmie Sáncheza i Hale’a nie ma miejsce na „klimaty i atmosfery”. U nich rządzi krew, wnętrzności i wrzaski jedzonych ofiar. A wszystko rozgrywa się w sielskich, rozświetlonych słońcem plenerach zadbanego parku krajobrazowego.

Nieźle ogląda się także epizod „Slumber Party Alien Abduction” autorstwa Jasona Eisenera. Otóż grupa małolatów pozostawiona sama w domu na noc będzie musiała stawić czoło agresywnym kosmitom. Wiadomo, iż starania dzieciaków skazane są na porażkę, konfrontację jednak ogląda się z zapartym tchem. Raz że akcja mknie do przodu z zawrotną prędkością, dwa że wydarzenia zostały pokazane z perspektywy psa, któremu zaraz przed atakiem gównażeria umieściła na grzbiecie kamerę. Całość jest bardzo chaotyczna, ale w tym tkwi jej urok. Taka stylistyka buduje wiarygodność przekazu, a tym samym silniej oddziałuje na nasze emocje.

O epizodzie spinającym wyżej opisane w jedną całość – „Tape 49” Simona Barretta – zbyt dużo powiedzieć się nie da, bo jego akcja podporządkowana została prezentacji czterech innych historii. Dwoje prywatnych detektywów włamuje się do domu, w którym mieszkać ma poszukiwany przez nich nastolatek. Śledczy odkrywają, iż chłopak kolekcjonował kasety video z zarejestrowanymi na nich szokującymi nagraniami. Opowieść Barretta, jednowątkowa i minimalistyczna w formie, przez swą prostotę może budzić niepokój. I chyba o to chodziło twórcom – abyśmy śledzili zawarte w antologii opowieści myśląc cały czas, co też ostatecznie odkryją detektywi.

Poszukiwany przez śledczych bohater w jednym z nagrań oznajmia, iż „wszyscy jesteśmy energią elektromagnetyczną, a analogowe taśmy zawierające paranormalne nagrania mogą oddziaływać na naszą korę mózgową”. W zdaniu tym wybrzmiewa nostalgia za czasami, kiedy filmy nie były powszechnie dostępne, a zdobycie jakiegoś nagrania wiązało się z niemałym wysiłkiem. Taśma VHS z unikatowym obrazem była obiektem kultu, niemalże fetyszem. Nic więc dziwnego, iż niektóre filmy oglądane po raz pierwszy pod koniec lat 80. i na początku 90. XX wieku pamięta się do dzisiaj. I jak widać „klimatem” tamtych czasów żyją zarówno widzowie jak i niektórzy filmowcy.

Screeny

HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2 HO, V/H/S/2

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetnie oglądająca się antologia
+ wszystkie segmenty trzymają równy, wysoki poziom
+ dużo gore
+ dystans twórców do opowiadanych przez siebie historii
+ wszystkie filmy mogą być dowodem na to, iż za pomocą „found footage” można opowiadać ciekawe historie
+ trzymający w napięciu „Safe Haven”

Minusy:

- roszczeniowy widz z przekąsem powie, iż „to wszystko już było”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -