Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DOOMSDAY BOOK

DOOMSDAY BOOK

Doomsday Book

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Jee-woon Kim, Pil-Sung Yim
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Seung-beom Ryu, Joon-hee Ko, Roe-ha Kim, Kan-hie Lee, Hyo-eun Hwang, Dong-seok Ma, Joon-ho Bong, Je-mun Yun
Autor recenzji:Arleta Wojtczak
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Cywilizacja, czyli abstrakcyjne pojęcie mające określać poziom rozwoju społeczeństwa. W kontekście Doomsday Book, można powiedzieć, że jest jak korporacyjna karierowiczka, by nie użyć tu słowa na „s”. Do przodu, niezależnie od kosztów i konsekwencji. Każdy codziennie z nią romansuje, począwszy już od wyłączenia budzika w telefonie. I każdy po cichu wie, że związek ten codziennie wciąga bardziej. A co kieruje cywilizacją? Bogowie i technika. Kulturowe archetypy i pęd, by okiełznać rzeczywistość.

Taki właśnie obraz naszych cywilizacyjnych przypadłości fundują twórcy In-lyoo-myeol-mang-bo-go-seo (cokolwiek by to w oryginale znaczyło). To trzy oddzielne nowele opowiadające o trzech scenariuszach dnia zagłady. I choć w obrazie łączą się w jeden spójny byt, warto przyjrzeć się każdej z osobna.

Jako że pierwszy był Bóg, do wątków biblijnych odnosić się musi część pierwsza. Człowiek jest bezpieczny dopóki nie grzeszy, a przyczynkiem winy pierwotnej i co za tym idzie, jej konsekwencji był owoc. Nie inaczej jest w tym przypadku. Z tą niewielką różnicą, że filmowy Adam nie potrzebował podszeptu Ewy. A przynajmniej jeszcze nie teraz. W trakcie porządków wyrzuca zgniłe jabłko do śmieci, a że w przyrodzie nic nie ginie, w wyniku ciągu nieszczęśliwych zbiegów wielu okoliczności, wraca do naszego czyścioszka niczym bumerang, przy okazji zagnieżdżając się w żołądkach innych przedstawicieli (jeszcze) rodzaju ludzkiego. Jeszcze, bo z czasem przechodzą oni w stan pośredni między życiem a śmiercią, potocznie określanym mianem zombiaczego. I tu następuje właściwa, niemal biblijna apokalipsa – gatunek ludzki po nieświadomym spożyciu zakazanego systematycznie zmienia postać. Choć nie da się ukryć, że sama fabuła jest zabawna, to jednak ma w sobie coś niepokojącego, zważywszy, że co i rusz słychać o jedzeniu, które zamiast dawać siłę, zabija. Niezależnie, czy jest się fanem marchewek, czy krwistego steku.

Po romansie z Bogiem, przychodzi czas na usprawnianie codziennej egzystencji i jakiś czas po wymyśleniu koła pojawiają się roboty. Stworzone na obraz i podobieństwo człowieka, cudownie bezwolne, służą jemu samemu. Ich braku nie wyobrażają sobie już nawet buddyjscy mnisi w swych położonych gdzieś na końcu świata klasztorach. I podobnie jak dobry uczeń z czasem przerasta mistrza, tak pewnego dnia maszyna staje się samym Buddą. Ludzie, jak to już w starych księgach bywało postanawiają zniszczyć tego, który śmie ich uczyć. Problem o tyle skomplikowany, że nowo narodzony prorok zdążył już zebrać wokół siebie gromadkę wyznawców. Pozostaje jeszcze dylemat-czy aby nie chcemy zabić prawdziwego mistrza duchowego. Ta nowela, to przede wszystkim pokaz próby sił między społeczeństwem duchowym, a korporacyjnym. Ze zderzenia dwóch tak potężnych ideologii, nie może wyniknąć nic dobrego, gdyż każda wyznaje własne reguły gry oraz chyba przede wszystkim-wizję człowieczeństwa.

Był już Bóg, była maszyna, czas na ostateczne uderzenie z powietrza. Kolejny splot nieszczęśliwych zdarzeń sprawia, że niewinne marzenie dziecka, otwiera furtkę do kosmosu i najazdu obcych. A tu już typowa histeria przed mającym nadejść zderzeniem oraz ostatnimi chwilami gatunku ludzkiego. Przetrwają jedynie najsilniejsi, a dokładniej ci, którzy potrafią lepiej przygotować się do spotkania z obcymi.

Wracając do cywilizacji. Już jej początki dostarczały człowiekowi sporej dawki lęku -wystarczy spojrzeć na mitologię. Strach przed końcem zawsze konstytuował mniej lub bardziej schizofreniczne działania. Skoro więc lęk pojawił się u zarania, również koniec nie ma prawa być miły, choć dla widza okazuje się momentami całkiem zabawny. I w tym właśnie kontekście warto przyjrzeć się obrazowi. Niepokojąco bliskie realia niedalekiej przyszłości/teraźniejszości w zderzeniu z popkulturowymi przekazami o końcu cywilizacji. To z jednej strony nieśmiałe ostrzeżenie przed dalszymi zapędami, z drugiej zaś, ziarno niepokoju, czy aby gdzieś na drugim końcu globu jakaś mała dziewczynka nie zamawia dla wujka prezentu z innej galaktyki. Obraz/obrazy doskonale wpisują się w konwencję, której przedstawicielami są takie filmy jak Resident evil, Ja Robot, czy też The Divide. Twórcy jednak zręcznie wymknęli się z okowów schematyzmu i za to im chwała. Niestety, budując napięcie, żadna z nowel nie postawiła ostatecznie kropki nad emocjonalnym i. Stąd też strach płynnie narasta, by za moment zniknąć wraz z zombiaczymi Adamem i Ewą oraz efektami specjalnymi rodem z wieczorynek.

Screeny

HO, DOOMSDAY BOOK HO, DOOMSDAY BOOK HO, DOOMSDAY BOOK HO, DOOMSDAY BOOK HO, DOOMSDAY BOOK HO, DOOMSDAY BOOK HO, DOOMSDAY BOOK

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ gadające twarze w tv
+ przewrotność
+ atmosfera niepokoju
+ przełamanie konwencji
+ zdjęcia

Minusy:

- horror w wersji soft
- za dużo miłości

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -