Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CONJURING, THE

CONJURING, THE

Obecność

ocena:8
Rok prod.:2013
Reżyser:James Wan
Kraj prod.:USA
Obsada:Vera Farmiga, Patrick Wilson, Lil Taylor, Ron Livingston
Autor recenzji:Michał Korczowski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nie chciałbym, niczym zgorzkniały i zgryźliwy starzec, utyskiwać, że „teraz to już nie to, co kiedyś”, że „dzisiejsza młodzież zła”, że „cywilizacja chyli się ku upadkowi” i że w ogóle „o tempora, o mores!”. Niemniej od dłuższego czasu trudno mi się oprzeć wrażeniu, że filmowy horror zboczył na nieco niepokojące tory, by nie powiedzieć, że się zwyczajnie wykoleił. Jak już hollywoodzki dróżnik przestawi zwrotnicę, to zazwyczaj okazuje się, że stacja „Fabryka Snów” ma pewną osobliwą właściwość. A polega ona na tym, że każdy potencjalny pełen grozy nocny pociąg z, dajmy na to, mięsem, na tym peronie zostaje przedzierzgnięty w „pociąg z forsą” lub raczej „pociąg do forsy”. Ten dziwny kompulsywny popęd producentów sprawia, że każdy złowieszczy i pełen dyskretnego dreszczyku skład poddawany jest tuningowi, który przeistacza go w cyrk na kółkach. Do złudzenia przypominający wędrowny jarmark lub wręcz osławione obwoźne sado-maso.

Tym sposobem dochodzimy do paradoksu. Każdy horror w miarę finezyjnie nakręcony i wyprodukowany inaczej, niż nakazują najbardziej komercyjne prawidła hollywoodzkiej sztancy, z miejsca zasługuje na wyróżnienie. Ale skoro poziom tego rodzaju produkcji już tak gwałtownie pikuje w dół, to może i faktycznie należy się cieszyć, gdy trafiamy na film w którym nie gra Paris Hilton i który nie jest kolejną produkcją dla nastoletniego widza.

Najnowszy film James’a Wan’a już na pierwszy rzut oka pozwolił mi zrzucić kamień z serca i odetchnąć z ulgą. I to bynajmniej nie dlatego, że jest to produkcja miałka, pozbawiona atmosfery, grozy i dreszczyku. Wręcz przeciwnie. Nie brak w nim podstawowych komponentów udanego horroru i praktycznie nie ma wszystkich tych elementów, które znamionują prymitywne i infantylne komercyjne sieczki. Chwała Wan’owi, że w swoich filmach na ogół wykazuje się stylistyczną powściągliwością i nie próbuje ordynować widzom nachalnego straszenia w najbardziej żenującym wydaniu. W tym filmie ewokowanie grozy oparte jest nie na stymulowaniu odruchów bezwarunkowych i gadziego mózgu. Młody reżyser ambicji artystycznych ma wciąż na tyle dużo, że najwyraźniej nie zamierza kalać się wizualną terapią szokową i wątpliwą rozrywką na miarę wizyty w tandetnym jarmarcznym gabinecie wyświechtanych strachów. W dzisiejszych czasach już to stanowi niewątpliwy atut.

Ktoś mógłby od razu od razu zwrócić uwagę, że wszak jest to kolejna filmowa opowieść o duchach lub raczej o nawiedzonym domu, a cóż może być bardziej kanonicznego, oklepanego i do cna już wyświechtanego, jeśli nie właśnie ten motyw? Owszem, z pustego nawet Salomon nie naleje, ale skoro w dzbanie coś jeszcze zostało, to przy odrobinie inwencji można przyrządzić z tego nawet niezły drink.
A jak się jeszcze udekoruje parasolką lub palemką i doda plasterek cytryny, to nikt nie pozna, że za bazę posłużyła lura, którą serwują niemal wszyscy wokół.

Nie da się ukryć, że Obecność nosi silne znamiona swojego twórcy. Podobieństw do zarówno Martwej ciszy, jak i Naznaczonego można tu odnaleźć bardzo wiele. W zasadzie niektóre schematy to skóra zdjęta z wymienionych produkcji. Zresztą równie łatwo dostrzec można analogie (przypadkowe?) do Paranormal Activity. Trudno nie odnieść wrażenia, że Wan szczególnie upodobał sobie tematykę duchów i opętania. Zarówno Martwa cisza, jak i Naznaczony były już opowieściami traktującymi przede wszystkim o manifestacji demonicznych sił. O bytach ezoterycznych, które pragnąc opętać śmiertelnych przenikają do świata materialnego. Korzystając z klasycznych literackich motywów Wan wielokrotnie kreślił już historie o nawiedzonych domach, opętanych dzieciach oraz ponurych klątwach. I naprawdę znamienne jest to, że posługując się instrumentarium klasycznej grozy, czerpiąc z kanonu i odwołując się do toposów reżyser ten jest wciąż w stanie zaprezentować coś interesującego. Trudno nie zauważyć, że w zasadzie nieustannie miesza on w swoim kotle, do którego w zmiennych proporcjach wrzuca sprawdzone prefabrykaty, niemniej wciąż jeszcze swojej zupy ani nie rozgotował, ani nie przypalił. A także w tym filmie sztandarowych motywów z historii o duchach jest wręcz zatrzęsienie.

Obecność – jak już zostało wspomniane – pod względem stylistycznym i tematycznym zdaje się wywodzić z tej samej linii, co Martwa cisza oraz Naznaczony, a także – chcąc, nie chcąc - Paranormal Activity, aczkolwiek tym razem jest to fuzja tamtych dzieł, pomost łączący ich światy. Zawierając w sobie zarówno wątek uciążliwej nocnej aktywności nieznanej ponurej siły, oraz motywy klątwy, opętania i ezoterycznej grozy – okraszony elementami mockumentu – najnowszy film Wan’a stanowi dzieło kompletne, będące bardzo udanym mariażem głównych wątków wcześniejszych fabuł. Nie brak w nim subtelnie kreowanej, autentycznej atmosfery grozy, umiejętnie podsycanej przez zręcznie dozowane intrygujące wątki. Tradycyjny asortyment grozy w rękach twórcy Piły zdaje się pracować niczym pod wpływem jakiejś niesamowitej ożywczej siły. I chociaż koneserzy gatunku mogą popatrywać z ukosa na ten ewidentny brak nowatorstwa, to jednak reżyser umiejętnie kreuje napięcie i niesamowity nastrój grozy. Unikając przy tym uwłaczającego odwoływania się do prymitywnych środków wyrazu w rodzaju straszenia gwałtownymi ujęciami.

Wrażenie autentyczności obrazu i chwalebnej reżyserskiej powściągliwości wzmaga osadzenie akcji w latach 70. Twórcom udało się tchnąć w Obecność autentycznego – nomen omen – ducha tamtych czasów, a pod względem technicznym zarówno obraz, jak i montaż przywodzą na myśl tę zamierzchłą epokę. Dzięki temu zręcznemu dopełnianiu się warstwy fabularnej z warstwą techniczną filmu, wydaje się on tym bardziej naturalny i przekonujący. Poza tym wszelkie efekty dozowane są w sposób przemyślany, zgodny z duchem artystycznego umiaru, dzięki czemu nie obcujemy z dziełem przeładowanym wszelkimi „wodotryskami”, atakującym widza groźbą ataku epilepsji, niczym stroboskop w kiczowatym klubie disco.

Cieszę się, że tego rodzaju horrory jeszcze nie ustąpiły całkowicie pola produkcjom w rodzaju filmowego one night stand w dyskotekowej toalecie.

Screeny

HO, CONJURING, THE HO, CONJURING, THE HO, CONJURING, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat i atmosfera
+ stonowany i pozbawiony nachalnego straszenia
+ coś z niczego – oklepane wątki zręcznie połączone w całość, która nie odstręcza
+ ciekawa stylizacja obrazu na lata 70
+ urozmaicony elementami mockumentu
+ zrealizowany „powściągliwie”, dzięki czemu nie odpycha jak wiele współczesnych horrorów

Minusy:

- wtórność – to wszystko już było w setkach rozmaitych konfiguracji. I to w filmach tego samego reżysera
- można było darować typowo hollywoodzkie apogeum i efektowne zwieńczenie akcji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -