Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DARK SKIES

DARK SKIES

Dark Skies

ocena:5
Rok prod.:2013
Reżyser:Scott Stewart
Kraj prod.:USA
Obsada:Keri Russell, Dakota Goyo, Josh Hamilton, Kadan Rockett, J.K. Simmons
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

The truth is out there.
/motto serialu „The X-Files”/

Mogłoby się wydawać, iż w serialu „The X-Files” powiedziano wszystko na temat inwigilacji i infiltracji ludzkich społeczności przez istoty pozaziemskiego pochodzenia. Z ekranów kinowych obcy oczywiście nie zniknęli, ale zamiast szukać dla nich nowych znaczeń i kontekstów, tak jak w latach 50. i 60. ubiegłego wieku, twórcy filmowi obsadzili kosmitów w roli tych „złych”, którzy Ziemian postrzegają tylko jako wrogów. Scott Stewart już w tekście motta do „Dark Skies” zawarł to, czego dotyczyć będzie jego najnowszy film. Przytacza bowiem słowa Arthura C. Clarke’a, którego przerażeniem napawała zarówno samotność gatunku ludzkiego we wszechświecie, jak i możliwość, iż oprócz człowieka w kosmosie może być ktoś jeszcze

Bohaterami filmu są członkowie rodziny Barrettów. Początkowo nic nie wyróżnia ich spośród milionów Amerykanów zamieszkujących zadbane domki na przedmieściach dużego miasta. Ona jest agentem nieruchomości, on zaś poszukującym pracy architektem. Starszy syn – Jasse – to zamknięty w sobie chłopak, który z jednej strony najbardziej lubi towarzystwo swojego kumpla, z drugiej nader często popatruje na dojrzewające koleżanki. Młodszy chłopiec - Sam – z lękiem obserwuje swoich coraz częściej kłócących się rodziców. Później jego uwagę, jak i resztę Barrettów, zaprzątać zaczynają przerażające wydarzenia, z których wyjaśnieniem nie radzą sobie zarówno dzieci i ich rodzice.

„Dark Skies” nie jest najgorszym filmem, momentami ogląda się go z niekłamaną przyjemnością, szkoda tylko, iż wrażenie to psuje niekonsekwencja w konstruowaniu opowieści, której gatunkowymi fundamentami są przecież zaskoczenie i napięcie. Już na wstępie Stewart sięgając po słowa giganta literatury science-fiction („Istnieją dwie możliwości. Albo jesteśmy sami we wszechświecie, albo nie. I obie są równie przerażające.”) nie pozostawia złudzeń co do tego, z jakim zagrożeniem zmierzyć się będą musieli główni bohaterowie filmu. Później, niczym Twardowski z ballady Mickiewicza, zaczyna „tumanić i przestraszać” – a to pokazuje, jak kryzys finansowy destabilizuje życie przeciętnej amerykańskiej rodziny, zwraca uwagę na problemy okresu dojrzewania, wreszcie sugeruje, iż pod maskami normalnych i kochających rodziców mogą kryć się bestie znęcające się nad swymi dziećmi.

Pierwsze pół godziny filmu nie zapowiada ani tego, że będziemy mieli do czynienia z kinem science-fiction, ani tego, iż twórcy dla nadania swojej opowieści odpowiedniego ładunku napięcia sięgać będą po chwyty wielokrotnie wykorzystywane w kinie grozy. Już w pierwszych scenach filmu Stewart zanurza nas w labirynt domków z garażem, trawnikiem i niewielkim basenem, czyli w świat amerykańskich przedmieść zamieszkiwanych przez trochę bogatszą część społeczeństwa. W „Dark Skies” nie ma jednak mowy o american dream, kryzys finansowy i jego skutki – redukcje w zatrudnieniu, bezrobocie, ogromne zadłużenie wielu rodzin – straszyć ma nie mniej niż czający się w plamie mroku stwór. I Barrettom, przyzwyczajonym do wielu luksusów, najpierw sens z powiek spędza powiększająca się kolejka wierzycieli. Dopiero później zauważają, iż ich synowie nie zachują się tak jak dawniej – starszy coraz bardziej zamknięty w sobie przestaje z nimi rozmawiać, młodszy niepokoi rodziców rysunkami i przerażającymi opowieściami. I wreszcie pewnego dnia ktoś włamuje się do domu Barrettów. Kolejne niezwykłe wydarzenia doprowadzają ich na skraj szaleństwa.

Dopiero gdzieś w połowie seansu mamy do czynienia z czymś, co nazwać można filmem grozy. Grozy, bo samo pojawienie się obcych nie jest tak istotne, jak reakcja bohaterów na zagrożenie ze strony czegoś, co wymyka się poznaniu przeciętnego, żyjącego codziennością człowieka. Początkowo ów lęk bohaterowie starają się racjonalnie wytłumaczyć – uważają, iż za wszystko odpowiedzialni są włamywacze, zawiedzone ich postawą dzieci, wreszcie tajemniczy „oni” testujący na mieszkańcach przedmieść nową broń. Coraz bardziej zdeterminowani Barrettowie w każdym pomieszczeniu swojego domu montują kamery, które zarejestrować mają istoty zakłócające ich mir domowy. Dopiero namacalny dowód oraz przekonanie co do tego, iż ktoś lub coś potrafi na długie godziny „wyłączyć” osobowość i zawładnąć ciałem któregoś z członków rodziny, przekonują bohaterów, iż ich jedynym ratunkiem jest ktoś, kto już zetknął się... z kosmitami.

Pomysł na film Stewart miał prosty – najpierw nakreślić wiarygodny obraz typowej amerykańskiej rodziny, by później skonfrontować jej członków z nieznanym, tajemnicą, bytem niosącym z sobą jedynie zagrożenie. Przez to emocjonować mamy się nie siejącymi zniszczenie piekielnymi hordami, a desperacką walką zwykłych ludzi (w domyśle twórców, takich jak rzesze odbiorców). Ów koncept przed laty „zagrał” chociażby w „Duchu” Hoopera, dlaczego nie miałby się sprawdzić się teraz? Niestety, Stewartowi nie udało się nakręcić filmu, który jakimś rozwiązaniem fabularnym, sceną czy intrygującym zwrotem akcji „szarpnąłby” widzem. Od strony realizacyjnej trudno cokolwiek „Dark Skies” zarzucić – twórcom ciekawie udało się sportretować zarówno amerykańskie przedmieścia jak i zamieszkujące je rodziny. Warstwa obyczajowa jest chyba najmocniejszym punktem filmu. W odpowiednich momentach autorom filmu udaje się zdynamizować akcję i wykrzesać z opowieści na tyle napięcia, byśmy nie usnęli przed ekranem. Co zatem nie „wypaliło”? Otóż najsłabszym ogniwem filmowej produkcji Stewarta jest najważniejszy wątek filmu, a więc cała historia brutalnej ingerencji obcych w życie Barrettów. Najpierw reżyser zdradza, z jakim zagrożeniem będą mieli do czynienia bohaterowie. Cokolwiek niezwykłego dzieje się wokół, wiemy kto przyłożył do tego „rękę”. Żadne z wydarzeń, w których „maczali palce” obcy – demolowanie kuchni, rysowanie wzorów na suficie, zakłócenia w działaniu urządzeń elektrycznych, wreszcie przejmowanie ciał Barrettów – nie czyni filmu ani oryginalnym, ani szczególnie pasjonującym, bo wszystko to widzieliśmy w niejednym horrorze lub obrazie science-fiction. Wreszcie na końcu Stewart stara się ratować historię efektownym twistem, ale jeśli ktoś uważnie ogląda filmy, daleko przed „zaskakującym” finałem zorientuje się, w jakim celu kosmici wzięli na cel Barrettów.

„Dark Skies” to grzeczny i ładnie zrobiony film. Taki horror familijny (PG-13). Niektórzy może i w nim coś dostrzegą (klimat osaczenia, ładne zdjęcia, przyzwoite aktorstwo), ale nie oszukujmy się – prawdziwych emocji w nim nie ma.

Screeny

HO, DARK SKIES HO, DARK SKIES HO, DARK SKIES HO, DARK SKIES HO, DARK SKIES HO, DARK SKIES HO, DARK SKIES HO, DARK SKIES

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ na początku intryguje
+ wiarygodny obraz rodziny uwikłanej w niełatwą codzienność
+ nieźle zagrany
+ przyzwoicie zrealizowany

Minusy:

- już na początku twórcy zdradzają, z czym mierzyć się będą bohaterowie filmu
- gdzieś od połowy historia grzęźnie w fabularnych kliszach
- bardzo przewidywalna opowieść
- im dalej, tym mniej emocji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -