Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FRANKENSTEIN'S ARMY

FRANKENSTEIN'S ARMY

Frankenstein's Army

ocena:6
Rok prod.:2013
Reżyser:Richard Raaphorst
Kraj prod.:Holandia / USA / Czechy
Obsada:Karel Roden, Joshua Sasse, Robert Gwilym, Alexander Mercury, Luke Newberry, Andrei Zayats
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Motyw szalonego naukowca, spopularyzowany przez amerykańskie studio Universal w latach 30-tych ubiegłego wieku to jeden z żelaznych tematów kina grozy i nie tylko. Do dnia dzisiejszego mit Frankensteina został opowiedziany setki razy w nieskończonym uniwersum popkultury i nic nie wskazuje na to, żeby coś zagroziło jego popularności. Historia Mary Shelley jeszcze długo, a kto wie, czy nie na wieki, będzie tworzyć ramy kultury masowej dla definiowania ludzkich relacji z nauką i towarzyszącym im dylematom moralnym. „Frankenstein’s Army” to kolejna wariacja na ten temat, lecz tym razem przybierająca formę steampunkowego koszmaru.

Schyłek II wojny światowej. Rosyjski oddział wkracza na teren wschodnich Niemiec, by nakręcić film na potrzeby propagandy. Tu natrafia na dziwne istoty, które jak się okazuje, miały być tajną bronią Hitlera. Przypadkowy wieśniak prowadzi ich wprost do nazistowskiej pułapki - do bazy-laboratorium, gdzie szalony naukowiec powołuje do życia superżołnierzy, powstałych na skutek połączenia ludzi i maszyn.

„Frankenstein’s Army” to mieszanka iście wybuchowa. Jest to niewątpliwie przykład zmarnowanego potencjału i pewnej niekonsekwencji w wykorzystywaniu konwencji. Z jednej strony bowiem twórcy filmu próbują nam wmówić, że to kolejny przykład historii, która mogła się wydarzyć w rzeczywistości - temu służą sztandarowe wstawki found footage, które jednak w żaden sposób nie pozwalają uwierzyć w autentyczność wydarzeń. Bohaterowie mówią po angielsku (co prawda z akcentem, ale jednak), a ziarniste filtry i efekty, próbujące nadać wiekowości filmowym zapisom zderzają się z cyfrowym obrazem i zdjęciami, które zdradzają, że to coś więcej niż znaleziona taśma. Steampunkowe potwory, które tworzą tytułową armię Frankensteina, przypominają zombie, których wepchnięto w kończyny różnego rodzaju ostrza, wiertła i inne elementy mechaniczne. Ich wizjonerom nie można odmówić wyobraźni. Zaiste, najwięcej emocji budzi w filmie oczekiwanie na kolejne potwory, bo to chyba najlepsza rzecz, jaka przydarzyła się tej produkcji. Wszystkie pozostałe rzeczy rozgrywające się na ekranie stanowią jedynie tło, które ogląda się w sposób beznamiętny. Monstrum Frankensteina przybiera tu postać zbiorową i mimo niezłej i oryginalnej charakteryzacji, brakuje tu tego, co stanowiło o wyjątkowości potwora Mary Shelley – trwogi i obrzydzenia, które idą za rękę ze współczuciem. U Richarda Raaphorsta monstra są bezduszne, bez emocji i bardziej przypominają maszyny niż ludzi. Owszem, jest tu kilka poważniejszych scen gore (patrz odcinanie palca, czy „operacja” na mózgu), ale w zasadzie nie ma tu nic, co nie widzielibyśmy wcześniej i co dostarczałoby dodatkowej adrenaliny. Doktor Frankenstein pojawia się na sam koniec produkcji, serwując niezłą pokazówkę swoich umiejętności, a przy tym można zawiesić oko na stworzonych przez niego hybrydach. Jego kreacji, mimo minimalistycznej formy, nie można niczego zarzucić, bo stanowi prawdziwą esencję szaleństwa. Finałowa galeria mechanicznych potworów to steampunkowa groza w czystej postaci. Aż chciałoby się dłużej zatrzymać na każdym z monstrów i przyjrzeć im się dokładniej z bliska (w filmie, ze względów budżetowych, nie zawsze ma to miejsce).

W „Frankenstein’s Army” pojawia się nawet polski akcent w osobie jednego z żołnierzy Armii Czerwonej. Co ciekawe, tym razem jest bez obciachu, bo Polak okazuje się nie tylko odważnym wojakiem, ale i sensownym człowiekiem z zasadami (może to dlatego, że zdjęcia kręcono po sąsiedzku w Czechach). Jest też w filmie kilka prób zobrazowania wewnątrzoddziałowych konfliktów i napięć, wywołanych buzującą adrenaliną i zagrożeniem, ale nie wymykają się one schematom kina grozy.

Dla kogo jest „Frankenetsin’s Army”? Z całą pewnością dla pasjonatów gatunku, horrorów wojennych oraz miłośników niekonwencjonalnych produkcji. Zważywszy na fakt, że tytuł ten intrygował środowisko horroru od dłuższego czasu (pierwsze przecieki o filmie pojawiły się już dwa lata temu), można poczuć lekkie ukłucie rozczarowania. Nie jest to zawód całkowity, ale w historii gatunku „Frankenstein’s Army” raczej nie znajdzie miejsca. Obraz Richarda Raaphorsta to swego rodzaju eksperyment – jest tu horror, steampunk, nieco humoru, w tle pobłyskuje dramat największego konfliktu w dziejach świata. Można odnieść wrażenie, że podobnie, jak na kartach powieści Mary Shelley, tak i tutaj eksperyment ten wymknął się nieco spod kontroli. Pomimo wielu braków, „Frankenstein’s Army” obdarza się jednak tym rodzajem sympatii, który pojawia się w sposób niekontrolowany i naturalny. Ot, cały urok potworów!

Screeny

HO, FRANKENSTEIN'S ARMY HO, FRANKENSTEIN'S ARMY HO, FRANKENSTEIN'S ARMY HO, FRANKENSTEIN'S ARMY HO, FRANKENSTEIN'S ARMY HO, FRANKENSTEIN'S ARMY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ steampunkowe potwory
+ scena „operacji” na mózgu
+ pomysł

Minusy:

- zmarnowany potencjał
- nietrafiona konwencja found footage
- poza potworami, niewiele jest tu do oglądania

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -