Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WORLD WAR Z

WORLD WAR Z

World War Z

ocena:7
Rok prod.:2013
Reżyser:Marc Forster
Kraj prod.:USA / Malta
Obsada:Brad Pitt, Mireille Enos, Daniella Kertesz, Matthew Fox, David Morse
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wielu miłośników kina grozy zapewne skreśliło "World War Z" na samym starcie. Pierwsze trailery nie pozostawiały żadnych wątpliwości - nie mamy tu do czynienia z nastrojowym horrorem, a z pękającą w szwach od nadmiaru efektów specjalnych superprodukcją. Mimo wszystko skrajne opinie i obawy, jakie docierały do mnie przed premierą filmu, wydają się koniec końców nieuzasadnione. Mimo iż "World War Z" spełnia wszelkie standardy współczesnego hitu kinowego - czyli jest wybuchowe, dynamiczne, pozbawione namysłu - to mimo wszystko sprawdza się nienajgorzej jako odmienna, wysokobudżetowa propozycja z gatunku filmów o zombie.

Fabuła w ogólnym rozrachunku nie zadziwia i nie wzrusza: naukowiec na przedwczesnej emeryturze spędza kilka sielankowych scen na łonie rodziny, by za chwilę paść ofiarą inwazji żywych trupów. Postaci są zarysowane pospiesznie i przy użyciu nienachalnej ekspozycji, więc nie zdołamy ich raczej ani pokochać, ani znielubić. Dramat rodzinny głównego bohatera i jego późniejsza tułaczka po całym świecie w poszukiwaniu leku na epidemię również mnie nie poruszyły - ale przyznaję, że widywałem już gorsze preteksty dla serii efektownych starć z nieumarłymi. Film niewątpliwie podołał wyzwaniu na podstawowym poziomie - jest w stanie zainteresować widza i sprawić, że będzie on chciał poznać dalszy ciąg historii. Nawet jeśli jest to historia raczej prosta i tylko miejscami odkrywcza.

Brad Pitt raczej nikogo nie olśni swoją rolą. Nie znaczy to, że sprawę spaprał - po prostu nie było w "World War Z" zbyt wiele do zagrania. Ze swojej działki wywiązał się przyzwoicie, jednak ponieważ odtwarzana przez niego postać została napisana banalnie prosto, ostatecznie złapałem się na tym, że trudno mi nawet przypomnieć sobie jego filmowe imię. Pitt wnosi do "World War Z" przede wszystkim gwiazdorską osobowość, nie zdolności aktorskie. Pozostali aktorzy wywiązują się ze swoich ról równie rzetelnie, choć z powodu prostoty scenariusza praktycznie żaden z nich nie ma okazji rozwinąć skrzydeł. Na moment uwagi zasługuje króciutki epizod z udziałem Davida Morse'a, który wyróżnia się in plus pośród innych fabularnych zaskoczeń.

Osobny akapit należy poświęcić efektom specjalnym, bo to one podzieliły widzów na dwa obozy - tych, którzy doceniają rozmach produkcji, oraz tych, którzy woleliby film bardziej stonowany i lepiej napisany. Przeciwnicy CGI w ogóle nie powinni się za "World War Z" zabierać, bo lwia część filmu została nakręcona z użyciem efektów komputerowych. Na uwagę zasługuje jednak stworzone dzięki CGI nietypowe ujęcie samych nieumarłych - mamy tutaj do czynienia nie z pojedynczymi, szwendającymi się osobnikami, a raczej z jednorodną masą. Jeśli widzieliście trailer, to być może pamiętacie żywą wieżę, którą trupy tworzą, by wspiąć się na mury obronne. Albo ujęcia, w których potężna fala zombie przelewa się przez fortyfikacje. To wszystko rzeczywiście może robić wrażenie - choć momentami nie uniknięto sztuczności, to mimo wszystko widowisko wygrywa choćby samym nietypowym podejściem.

Sama charakteryzacja żywych trupów zrobiona jest całkiem porządnie; trudno zresztą oczekiwać czegoś innego po filmie z takim budżetem. Wyraźnie rzucają się jednak w oczy ustępstwa, na które twórcy poszli, by obniżyć kategorię wiekową "World War Z" - brutalne sceny są wykastrowane i pozbawione wyrazu. Kamera grzecznie przesuwa się w bok albo do góry za każdym razem, gdy ktoś zostaje skonsumowany przez zombie, straci rękę, albo zostanie pokąsany. W porównaniu z raczej mrocznym klimatem serialowego "The Walking Dead", "World War Z" wydaje się nakręcony z dziwaczną pruderią i nieśmiałością. Trudno oczywiście oczekiwać czegoś innego po produkcji stworzonej dla masowego odbiorcy, więc da się przeżyć.

"World War Z" nie zasłużyłby jednak na solidną szkolną czwórkę, gdyby nie kilka naprawdę dobrze wymyślonych scen i zadziwiająco klimatyczne zawiązanie akcji. Oprócz wspomnianej sceny z Davidem Morsem (grającym tu stukniętego agenta CIA) znajdzie się też parę innych dość nietypowych dla gatunku momentów. Ostatnia część filmu okazuje się zaś zadziwiająco nastrojowa i bardzo dobrze buduje napięcie. To dlatego, że w finałowej jednej trzeciej skala zostaje znacząco zmniejszona: nie obserwujemy już stad zombie, a zamiast tego otrzymujemy nakręcone z wyczuciem momenty grozy w klaustrofobicznych wnętrzach opuszczonego laboratorium. Nie napiszę już jednak ani słowa więcej, bo jeśli zechcecie "World War Z" obejrzeć, to szkoda byłoby zepsuć wydźwięk końcówki spojlerem.

Że "World War Z" nie będzie drugim "Świtem żywych trupów" - to wiadomo było od samego początku. Jednak że mimo nacisku na efekty specjalne i widowiskowość okaże się całkiem strawnym, rozrywkowym filmem z dawką napięcia - to nie było już takie oczywiste. Choć w recenzji co nieco sobie ponarzekałem, mimo wszystko polecam się z niniejszą produkcją zapoznać. Zwłaszcza jeśli macie dość sztampowych niskobudżetowych horrorów o zombie, a ciekawi Was nieco odmienne podejście do tematu.

Screeny

HO, WORLD WAR Z HO, WORLD WAR Z HO, WORLD WAR Z HO, WORLD WAR Z

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimatyczna i trzymająca w napięciu ostatnia część filmu
+ ciekawe ujęcie motywu żywych trupów
+ kilka mocnych i zaskakujących scen
+ efektowność i dynamiczna akcja

Minusy:

- przerost formy nad treścią
- banalnie napisane postaci

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -