Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRABBERS

GRABBERS

Trzeźwe potwory

ocena:8
Rok prod.:2012
Reżyser:Jon Wright
Kraj prod.:Wielka Brytania / Irlandia
Obsada:Richard Coyle, Ruth Bradley, Russell Tovey, Lalor Roddy, David Pearse
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Zrobiony przez fanów dla fanów” – tym określeniem często kwituje się kino, którego twórcy – znawcy i miłośnicy danego gatunku – robią film dedykowany rzeszy innych jego fascynatów. Jedni filmowcy z pietyzmem odtwarzają klisze gatunkowe jednocześnie szpikując filmową opowieść nawiązaniami i cytatami z klasyków, inni bawiąc się konwencjami i umieszczając zgrane schematy fabularne w nowych kontekstach, grają z oczekiwaniami odbiorców. Za dobry przykład zabawy gatunkowym kinem posłużyć może irlandzki „Grabbers”, w którym science-fiction oraz konwencja przez speców zwana „monster movie” podlane zostały dużą dawką wyspiarskiego humoru.

Fabuła filmu Jona Wrighta jest niezwykle prosta. Pewnej nocy nieopodal Erin – pięknej, irlandzkiej wyspy w większości zamieszkanej przez rybaków – w efektowny sposób z morską głębią zderza się niezidentyfikowany obiekt. Już następnego dnia tubylcy zauważają, iż coś niezwykłego i niedobrego zaczyna zatruwać ich spokojne dotąd życie. Co gorsze, w bardzo tajemniczych okolicznościach zaczynają znikać niektórzy mieszkańcy Erin. Sprawą zaginięć oraz szokującymi doniesieniami o grasujących po wyspie potworach zajmują się policjanci - Ciarán O'Shea wiecznie pijany miejscowy glina oraz Lisa Nolan przybyła właśnie z Dublina pryncypialna służbistka.

Początek całej historii wcale nie sugeruje tego, iż będziemy mieli do czynienia ze filmową zgrywą – komedią, w której przybyłe z kosmosu potwory będą musiały zmierzyć się ze specyficzną mentalnością zamieszkujących wysepkę Irlandczyków ponad wszystko kochających spokój, rutynę oraz... alkohol. Najpierw bowiem nocną porą zaatakowani zostają rybacy pracujący na jednym z kutrów. Później mieszkańcy Erin odkrywają, iż niektórzy ich ziomkowie przepadli, inni zaś zeszli z tego świata w bardzo nieciekawych okolicznościach. Jedynie niewielka grupka autochtonów zdaje sobie sprawę z tego, co zagraża mieszkańcom wyspy. Nie tylko udaje im się przeniknąć plany agresora, lecz także dzięki policyjnym nosom dwojga głównych bohaterów odkrywają jego piętę achillesową.

Koncept filmu, owa wisienka na fabularnym torcie, zasadza się właśnie pomyśle dotyczącym słabości przeciwnika, któremu stawić czoło będą musieli mieszkańcy Erin. Wokół niego bowiem zbudowana została druga część filmu – zmierzająca bardziej w stronę komedii niż krwawego horroru. Na owym pomyśle można było się przejechać, wszak zderzenie ze sobą gatunków tak skrajnie różnych jak komedia i horror nie zawsze przydawać musi filmowi oryginalności i wyjątkowości. W przypadku „Grabbers” twórcom ze wszystkich gatunkowych pułapek udało się wyjść obronną ręką. Z jednej strony otrzymujemy bardzo dobrze oglądającą się zabawę konwencją „monster movie”, z drugiej zaś w filmie Jona Wrighta nie brakuje epizodów autentycznie zabawnych.

Na czym polega owa zabawa kliszami gatunkowymi? „Grabbers” wykorzystuje pewien schemat fabularny będący fundamentem niejednego filmu traktującego o agresywnych monstrach. Chodzi o niewielką, zatopioną w rutynie dnia codziennego społeczność, która będzie musiała zapomnieć o niesnaskach i animozjach, by skutecznie walczyć o przetrwanie. W wielu tego typu historiach, by „podkręcić” napięcie, najpierw filmowcy uśmiercają kilkoro bohaterów. Nie inaczej jest i w „Grabbers”. Maszkary nawiedzające irlandzką wyspę okazują się być szczególnie zajadłymi istotami. Są pasożytami żerującymi pośród człowieczej populacji. Ich sposób bytowania przypomina zachowania ksenomorfów - istot znanych z uniwersum „Alien”. Kiedy jednak bohaterowie łapią się w tym, co może zaszkodzić najeźdźcom, ochoczo biorą udział w dziele zniszczenia. Nie znaczy to jednak, iż kosmici okazuje się jakimiś mięczakami. Nic z tych rzeczy – mieszkańcy Erin, by wyjść z „potwornej” opresji cało, będą musieli stoczyć naprawdę heroiczny bój (choć tu aż ciśnie się na usta słowo heroikomiczny).

Seans filmu Wrighta to czysta przyjemność. Od strony warsztatowej trudno cokolwiek mu zarzucić – kreacje aktorskie przekonują, tempo ani na moment nie zwalnia, chwilami bywa naprawdę zabawnie, wreszcie potwory, co prawda wygenerowane przez komputer, prezentują się całkiem nieźle i tylko uwiarygodniają świat przedstawiony filmowej opowieści. Dużą zaletą „Grabbers” jest humor, wszak warstwa komediowa w nim jest równie ważna co elementy grozy. Trudno w kilku słowach opisać jego specyfikę – z jednej strony opiera się na przaśnych żartach i niewyszukanych sytuacjach, z drugiej zaś nie ma w nim nic z rubasznego prostactwa.

Czy warto poświęcić półtorej godziny na seans filmu Wrighta? Moim zdaniem jak najbardziej. Film co prawda nie dostarcza ekstremalnych przeżyć – nie powala na kolana makabrą i nie wiadomo jakimi scenami bestialstwa, nie raczy też człowieka nieoczekiwanymi szarżami, bo których co i rusz człowiek boki zrywa. Jest w nim jednak coś uroczego, co sprawia, iż po projekcji jest się po prostu usatysfakcjonowanym.

Screeny

HO, GRABBERS HO, GRABBERS HO, GRABBERS HO, GRABBERS HO, GRABBERS HO, GRABBERS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niezła historia
+ przekonujący bohaterowie, zwłaszcza drugoplanowi
+ kilka ciekawych rozwiązań fabularnych
+ momentami jest mnóstwo zabawy
+ potwory wyglądają jak potwory, choć są wygenerowane komputerowo
+ miejsce akcji
+ typowo wyspiarski humor

Minusy:

- jeśli ktoś szuka budzącego grozę „monster movie”, „Grabbers” niech omija z daleka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -