Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CHILDREN OF THE NIGHT

CHILDREN OF THE NIGHT

Dzieci nocy

ocena:7
Rok prod.:1991
Reżyser:Tony Randel
Kraj prod.:USA
Obsada:Ami Dolenz, Karen Black, Maya McLaughlin, Peter DeLuise
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

8 sierpnia 2013 roku po ciężkiej chorobie zmarła Karen Black, jedna z największych amerykańskich gwiazd kina lat 70. ubiegłego wieku. Na jej talent i specyficzną urodę po raz pierwszy zwrócono uwagę dzięki roli w „Easy Rider” Dennisa Hoppera. Później wystąpiła w „Five Easy Pieces” Boba Rafelsona, „Drive, He Said” Jacka Nicholsona, „Portnoy's Complaint” Ernesta Lehmana, „Nashville” Roberta Altmana, „The Great Gatsby” Jacka Claytona, „The Day of the Locust” Johna Schlesingera czy “Family Plot” Alfreda Hitchcocka. W filmowym portfolio Karen Black nie brakuje także kreacji w horrorach. Aktorka zagrała m.in. w takich filmach jak „Trilogy of Terror”, „Invaders from Mars”, „Night Angel”, „It's Alive III: Island of the Alive” oraz “House of 1000 Corpses”. W 1991 roku jej występ uświetnił obraz “Children of the Night” wyreżyserowany przez Tony’ego Randela (“Hellbound: Hellraiser II”).

Akcja filmu rozgrywa się w dwóch niewielkich amerykańskich miasteczkach, wolnych od zgiełku miejskich molochów. W jednym wraz z babcią mieszka Lucy, w drugim jej przyjacióka Cindy. Dziewczyny są najlepszymi przyjaciółkami, dlatego obie pewnego dnia wybierają się do opuszczonego kościoła, w którego podziemiach, jak głosi lokalna legenda, przed wyjazdem na studia należy zmyć z siebie “wiejski brud”. Nastolatki nie wiedzą jednak, iż w zalanych kryptach skrywa się monstrum czekające na odpowiedni moment, by po setkach lat niewoli znowu stanąć oko w oko z rodzajem ludzkim.

Niby cała historia w filmie Randela opowiedziana jest na serio, gdyby jednak rozłożyć ją na czynniki pierwsze, okazałoby się, iż każdy element świata przedstawionego “Children of the Night” ociera się o pastisz. Miasteczka, które lada moment nawiedzi zło wręcz ociekają niewinnością i cukierkowa dobrodusznością. Nasze bohaterki swoisty rytuał, niemalże inicjacyjny, przechodzą w kościele, którym od setek lat gnieździ się wampir. Aż ciśnie się na klawiaturę powiedzenie, iż najciemniej jest pod latarnią. Ale nie tylko obu nastolatkom przypisany jest los zmagania się z krwiopijcami. One są tylko ofiarami. Walkę ze złem biorą na siebie przeżywający kryzys duchowny oraz nauczyciel angielskiego, też zresztą niedoszły ksiądz. Ale prawdziwym mesjaszem ratującym duszyczki mieszkańców miasta okazuje się... od dziesiątek lat tkwiący w alkoholowym nałogu Murzyn. Choćby dla samego finału, w którym zło zostaje zepchnięte w niebyt warto sięgnąć po film Randela.

Takich dziwacznych drobiazgów świadczących o tym, że twórcom zależało ze skonwencjonalizowanego kina wampirycznego wycisnąć jak najwięcej, nawet ocierając się o kicz, jest w “Children of the Night” naprawdę sporo. Choćby to, że bestie w ciągu dnia przesiadywać sobie mogą w wodzie albo sposób – osobliwe płuca typu „outdoor” – dzięki którym wampirom udaje się przetrwać porę dzienną. Na szczególną uwagę zasługuje scena, w której jedna z wampirzyc zaraz przed wschodem słońca tworzy kokon będący barierą ochronną przez zabójczymi promieniami. Nie brakuje także w filmie Randela specyficznego klimatu budowanego nie jak dzisiaj - za pomocą montażu, fabularnych zawiłości czy oryginalnością świata przedstawionego – ale przez stosowanie dość prostych sztuczek. Mam tu na myśli intensywne oświetlenie postaci czy budynków, osadzenie akcji w miejscu pełnym tumanów mgielnych czy zabawa światłocieniem. W “Children of the Night” tego typu chwyty sprawdzają się jak nigdzie indziej – wszak przecież mamy do czynienia z filmem, który bardziej ma bawić niż straszyć czy konfrontować z zagnieżdżonymi w nas lękami.

Ale nie komiksowi bohaterowie czy typowy dla B-klasowego horroru nastrój stanowią o sile obrazu Randela. “Children of the Night” zwraca na siebie uwagę przede wszystkim dynamiczną narracją. W tym filmie cały czas coś się dzieje. Nawet w scenach statycznych dominuje ruch – ujęcia są krótkie, kamera nigdy nie stoi w miejscu, montaż każdej nadaje energii. Finał to już istna galopada – hordy wampirów i polujący na nie bohaterowie co i rusz gdzieś gnają. Często dochodzi o pojedynków, w których uzbrojeni w krzyżo-kołki pogromcy krwiopijców muszą stawić czoła ich prześladowcom. Znakomitą „robotę” wykonali ludzie odpowiadający za charakteryzację. Jak na film o niezbyt dużym budżecie, wampirze plemię wykreowane zostało w sposób przykuwający uwagę. Najlepiej widać to na przykładzie najważniejszych monstrów – Czakyra, (czarnego charakteru, którego zaczęła się „mała apokalipsa”), Karen Thompson (świetna rola Karen Black) oraz babci jednej z nastolatek. Nie dość, że wymienionym postaciom spece od make-up’u poświęcili mnóstwo czasu, to oprócz tego autorzy zdjęć postanowili pokazać je używając nietypowych kątów widzenia kamery, przez co wydają się one jeszcze dziwaczniejsze i bardziej sugestywne.

Z jednej strony dobra zabawa z campowym klimatem w charakterze wisienki, z drugiej zaś duch horrorów z lat 80. i efekty specjalne bez wszędobylskiego dzisiaj CGI – jeśli ktoś poszukuje tego typu rozrywki, wybór “Children of the Night” na wieczorny seans będzie strzałem w dziesiątkę.

Screeny

HO, CHILDREN OF THE NIGHT HO, CHILDREN OF THE NIGHT HO, CHILDREN OF THE NIGHT HO, CHILDREN OF THE NIGHT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dobrze opowiedziana historia
+ tempo akcji
+ mnóstwo humoru
+ mnogość gatunkowych smaczków do wyłapania
+ przykuwająca uwagę charakteryzacja głównych bohaterów
+ specyficzny, B-klasowy klimat
+ dystans twórców do opowiadanej historii

Minusy:

- to film nie dla tych, co lubią się bać – za dużo bowiem jest w nim zgrywy, by mógł kogokolwiek przestraszyć

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -