Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GINGER SNAPS BACK - THE BEGINNING

GINGER SNAPS BACK - THE BEGINNING

Zdjęcia Ginger 3

ocena:7
Rok prod.:2004
Reżyser:Grant Harvey
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Emily Perkins , Katherine Isabelle , Nathaniel Arcand
Autor recenzji:GrzEGOrz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:7.22
Głosów:27
Inne oceny redakcji:

No i doczekaliśmy się trzeciej odsłony serii zapoczątkowanej świetnym "Ginger Snaps" z 2000 roku. Ponieważ "GS Back" miało rozgrywać się w XIX wieku nieco obawiałem się tej kontynuacji. Z reguły pomysł przeniesienia akcji w odległą przeszłość maskował tylko totalny brak świeżych pomysłów na scenariusz i oznaczał kompletne wyczerpanie się konwencji. Takie filmy jak "Tremors IV" czy "From Dusk Till Dawn 3" skutecznie potrafiły mi obrzydzić ideę horroru na Dzikim Zachodzie. Jednak recenzje filmu Grant Harveya na sieci były raczej przychylne, by nie powiedzieć entuzjastyczne.

Ginger i Brigitte uciekają przed czymś przez spowity śniegiem las. Co dokładnie je ściga nie wiadomo, ale chwilowo mogą się chyba poczuć bezpiecznie. Tymczasem trafiają do spalonej indiańskiej wioski. Szałasy zdają się być całkowicie opuszczone. Nagle pojawia się tajemnicza stara kobieta, która daje dziewczynom magiczny naszyjnik i przepowiada im przyszłość. Co znaczą jednak słowa "zabij chłopca, albo jedna siostra zabije drugą"? Sytuacja staje się nieciekawa, gdy, spłoszony, ucieka koń, którym podróżowały siostry. Podczas pogoni za nim Brigitte wpada we wnyki, a las dokoła zdaje się kryć czyjąś złowrogą obecność. Okazuje się jednak, że to Indianin, który uwalnia Brigitte z potrzasku. Zabiera dziewczyny do na wpół opuszczonego fortu. Jego mieszkańcy nie są zbyt zadowoleni z nieoczekiwanych gości. Obawiają się nieznajomych i tego, co czai się w lesie. Krwawe ślady na palisadzie osłaniającej zabudowania całkowicie uzasadniają ich nieufność i strach. Fort, który miał być schronieniem okazuje się nie być miejscem całkowicie bezpiecznym. Wkrótce sytuacja przybierze taki obrót, że bohaterki będą musiały rozważyć czy nie lepiej jest wrócić tam skąd przyszły. Do tego wszystkiego Ginger ma dziwne wizje - widzi zakrwawioną postać swojej siostry. Czy to spełniająca się przepowiednia starej Indianki?

Muszę przyznać, że "Ginger Snaps: Back" to kawał dobrej roboty. W tej części mamy niemal wszystko to, co zadecydowało o sukcesie pierwszego filmu i sprawiło, że sequel nie zawodził oczekiwań. Przede wszystkim całkiem niezły scenariusz. Na szczęście ludzie odpowiedzialni za skrypt stanęli na wysokości zadania i przedstawili dopracowane dzieło. To przykład jednego z tych rzadkich przypadków, kiedy kontynuacja nie jest może tak dobra jak oryginał, ale trzyma fason, nie staczając się do poziomu bezmyślnej papki mgliście wzorowanej na pierwowzorze, a obliczonej tylko na szybki zysk. Oczywiście jest kilka dziur logicznych w fabule, ale nie są one jakoś szczególnie rażące. Ponownie nie zawodzi też aktorstwo. Dwie główne bohaterki dają całkiem niezły popis swoich umiejętności. Okazuje się też, że Emily Perkins oprócz tego, że jest dobrą aktorką, jest również całkiem ładną kobietą. Przyznam się, że to mnie dość mocno zaskoczyło, bo w poprzednich filmach to Katherine Isabelle była tą łądną, a Perkins tą, która umie grać. Oprócz tego znowu mamy tu świetne zdjęcia. Soczyste kolory wprost wylewają się z ekranu, bardzo interesująco rozgrywane są kontrasty barw. Do tego dochodzą bardzo plastycznie skomponowane kadry i naprawdę klimatyczne sceny. Mi szczególnie zapadła scena na cmentarzu, kiedy Ginger idzie na cmentarz zdjąć z siebie klątwę. Wreszcie dobrym rozwiązaniem jest niebanalne zakończenie. Ale to jest niemalże znak rozpoznawczy serii.

Żeby jednak nie było tak pięknie kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim cały sztafaż westernowy jest tylko dekoracją, która nijak nie wpływa na zasadniczą oś fabularną. Równie dobrze akcja mogłaby rozgrywać się współcześnie albo za lat dwieście. Film tak naprawdę nie wnosi nic nowego do mitologii serii. Poza tym czuć, że to jednak jest odgrzewany nieco kotlet. Jeszcze raz dostajemy wariację na ten sam temat, tylko w lekko zmienionej scenografii. Ale spokojnie, ta wtórność nie psuje absolutnie przyjemności z oglądania Ginger i Brigitte w akcji. Jak na film o wilkołakach przystało potwory raczej nie zachwycają wykonaniem. Choć na pewno są o wiele lepiej wykonane niż te w pierwszej części. Gdyby wszystkie sequele były takie! Film naprawdę godny polecenia. Oczywiście należy mieć na uwadze, że to jest kolejny film w serii, więc nie spodziewajcie się rewolucji i oryginalności. Ale to naprawdę dobre kino i warto poświęcić te półtorej godziny, żeby zobaczyć "Ginger Snaps Back".

Screeny

HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING HO, GINGER SNAPS BACK -</br> THE BEGINNING

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przemyślany scenariusz
+ świetne zdjęcia
+ gra głównych bohaterek
+ zakończenie

Minusy:

- to "tylko" sequel
- wygląd wilkołaków

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -