Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:COUNTDOWN

COUNTDOWN

Odliczanie

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Nattawut Poonpiriya
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:David Asavanond, Patchara Chirathivat, Jarinporn Joonkiat, Pattarasaya Kruesuwansiri, Lorenzo de Stefano
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

I`am Jesus and welcome to the night of your life.

/cytat z filmu/

Nowy Jork. Sylwester 2012. Troje młodych Tajlandczyków: Jack, Pam oraz Bee spędza Sylwestra w nowojorskiej kamienicy. Każdy z nich jest z innego powodu z dala od swych rodzinnych domów. Jack jest w Nowym Jorku, żeby studiować zarządzanie, ale regularnie przesyłane przez ojca pieniądze wydaje na imprezy i narkotyki. Pam studiuje projektowanie ubrań, ale większą cześć czesnego wydaje na modne ciuchy i na kolejnych kochanków. Powód, dla którego Bee, dziewczyna Jacka, przyjechała do Nowego Yorku nie jest jasny. Wszyscy troje mieszkają razem w kamiennicy i nie zamierzają przesiedzieć nadejścia Nowego Roku w domu, gapiąc się w telewizor. Jack organizuje ”towar”, który ma osobiście dostarczyć diller o swojsko brzmiącym imieniu: Jesus. Diller przybywa punktualnie. Okazuje się być nad wyraz gadatliwą osobą, a zaserwowana przez niego „trawka” okazuje się być porządnym towarem, więc rozmowa toczy się w sympatycznej, niezwykle bezpośredniej atmosferze. Tylko Bee nie daje się ponieść luźnej atmosferze, wyczuwając w Jesusie (który mówi o sobie Hesus ) coś niepokojącego. I rzeczywiście gdy troje przyjaciół zaczyna się śmiać z gościa, ten niespodziewanie ukazuje swe szalone, psychopatyczne oblicze, a mile zapowiadający się wieczór przemienia się w bezlitosną walkę o przetrwanie.

Tajlandzki horror, który nie jest opowieścią o mściwych duchach, nękających bohaterów już choćby z tego powodu zasługuje na uwagę. „Odliczanie” jest istotnie ewenementem, jeśli chodzi o standardowe produkcje grozy z Tajlandii, które po historie o niebezpiecznych psychopatach sięgają nad wyraz rzadko. Właściwie na myśl przychodzą mi dwa filmy: trylogia „Art of Devil” oraz „Meat Grinder” z tym, że w pierwszym przypadku opowieść o psychopatycznym zabójcy jest podlana gęstym okultystycznym sosem, czerpiącym sporo z rodzimego folkloru. Film debiutanta Nattawuta Poonpiriyi jest tymczasem niemal całkowicie pozbawiony jakichkolwiek związków z folklorem, choć niezupełnie pozbawiony związku z typowymi dla tajlandzkiego horroru buddyjskimi wierzeniami. Co prawda w filmie mowa jest o Nowym Jorku, lecz w rzeczywistości akcja filmu niemal w całości toczy się w kilku wnętrzach, co sprawia, że fabuła mogłaby mieć miejsce praktycznie wszędzie. Bo „Odliczanie” to horror, jak się o tym jeszcze przekonamy, prawdziwie kosmopolityczny.

„Odliczanie” to rozszerzona wersja trwającej 45 -minut krótkometrażówki Poonpiriyi zrealizowanej w 2010 r. w ramach projektu Digital Forum zaprezentowanego podczas The Thai Short Film and Video Festival. Pomysłodawcą „remaku” krótkometrażowego filmu tajlandzkiego reżysera do rozmiarów pełnometrażowego debiutu był producent filmu Jira Maligool. Co więcj zaproponował on by aktorzy, którzy wystąpili w krótszej wersji filmu powtórzyli swoje role w debiucie Poonpiriyi. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, ponieważ film obsypano licznymi nagrodami (m.in. Tajlandzkiej Akademii Filmowej, a także nagrodami na festiwalu w Udine, w Londynie, w Nowym Jorku). Nawet redaktorzy „Fangorri” docenili wartość „Odliczania”, oceniając film wysoko: obraz otrzymał „trzy czaszki” na cztery. Jednak największym wyróżnieniem dla debiutu Nattawuta było wytypowanie jego filmu na tajlandzkiego kandydata do nominacji na Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny za rok 2012.

Czy „Odliczanie”, rzeczywiście, jest filmem wartym tych wszystkich wyróżnień i nagród? Z pewnym zastrzeżeniem o czym na końcu recenzji - tak. Przede wszystkim udało się z dość mocno wyeksploatowanego schematu stalk`n slash, w którym psychopata prześladuje bohatera/lub bohaterów zaskakująco wiele wycisnąć. Świadome ograniczenie przestrzeni zostaje maksymalnie, efektywnie wykorzystane przez reżysera. Nattawut popisuje się wyjątkowo twórczą inwencję, filmując bohaterów z wykorzystaniem niezwykłych punktów widzenia kamery, pod nietopowymi kątami, z zastosowaniem wielu technicznych tricków (np. rozporządzając się tło za głowami aktorów, oddające narkotykowy odlot). Całość zmontowana jest w nowoczesny, teledyskowy sposób, sprawiając, iż niezwykle wątła intryga nie tylko nie nudzi, ale autentycznie wciąga i zaskakuje. Rzecz jasna, spora w tym zasługa scenariusza Nattawuta, którego skrypt jest nieczęstym przypadkiem w horrorze tekstu perfekcyjnego, precyzyjnego niemal co do sekundy i do najmniejszego szczegółów (warto uważnie oglądać pierwsze sceny, bo reżyser zawarł w nim całe mnóstwo wskazówek co do historii ukazanej w dalszej części filmu).

Nie sposób jednak nie wspomnieć, że jeśli ten nad wyraz skromny i fabularnie wręcz nieprzyzwoicie prosty film, ogląda się na krawędzi fotela, to jest to zasługą aktorów, a zwłaszcza odtwarzalnego postać psychopatycznego dilera Davida Asavanonda. Ten mający tajlandzko-francuskie korzenie aktor jest w roli Jesusa absolutnie fenomenalny, To, co robi w „Odliczaniu” to one man standnig show: jest gadatliwy, postrzelony, ekscentryczny, zabawny, szalony, diaboliczny, przerażający. Sypie bonmotami jak szuler asami z rękawa („Musisz ochłonąć” - do Jacka, którego głowę wepchnął do lodówki), jest w nieustannym ruchu, a usta mu się nie zamykają, a przy tym w niezwykle naturalny sposób z zakręconego gościa przemienia się e wcielonego diabła, który zaskakująco wiele o wie o najbardziej intymnych szczegółach z prywatnego życia trojga bohaterów. Rzadko można spotkać nie tylko w kinie grozy, ale w ogóle w kinie postać tak perfekcyjnie zagraną, dopieszczoną w najmniejszym geście i w tonacji głosu. Nie da się ukryć, że Asavanond kradnie swój film młodszym partnerom, którzy – pamiętajmy o tym – otrzymali mniej efektowne role do zagrania, a mimo to wypadli na tyle przyzwoicie, że nie tracimy nimi zainteresowania już po pięciu minutach.

Wspomniałem o kosmopolitycznym charakterze „Odliczania”: to nie tylko miejsce akcji. Film Nattawuta zawiera wyraźne odniesienia do konwencji amerykańskich slasherów, ale nie naśladuje ich niewolniczo, lecz prowadzi z nimi przewrotną grę. Dlaczego jednak slasher? Bo bohaterami są tak typowi dla slashera młodzi ludzie uwięzieni w zamkniętej przestrzeni - w tym przypadku - mieszkania i kamienicy, wśród nich jest nawet klasyczna final girl a sam film nie unika brutalności (choć więcej tu terroru psychicznego niż fizycznego). Ponadto – jak spora część slasherów – obraz zawiera wyraźny komentarz społeczny i ma moralizatorski charakter. Jednak wymienione elementy slasherowej formuły są w istocie elementami gry z konwencją. Morderca nie przypomina małomównych slasherowych zabójców, którzy raczej bez zbędnych ceregieli wyrzynają seksualnie rozbudzoną młodzież. Raczej też w tej odmianie horroru nie spotkamy się z wątkami religijnymi, którymi „Odliczanie” jest przepełnione. No i zakończenie filmu, którego rzecz jasna nie mogę zdradzić, ale które – zapewniam - w slasherach się nie zdarza. Warto również wspomnieć, że omawiany horror nie tylko przez elementy fabuły odsyła do slashera: aluzje bywają bowiem innego rodzaju (np. Jack nosi koszulkę z napisem, który zawiera w sobie tytułu slashera „April`s Fools Day”). Jednak w intertekstualnych aluzjach obraz Nattawuta nie ogranicza się tylko do slasherów: znajdziemy więc nawiązania do tak róznych filmów jak „Płytki grób”, „Hostel” czy „Funny Games”.

Na koniec słowo o tym, co nie wiąże się z formą „Odliczania”, ale z treścią. Okazuje się, że ten błyskotliwie opowiedziany film nie tylko na poziomie anegdoty, ale również na poziomie metafory spisuje się bardzo dobrze. Wspomniałem już o wątkach religijnych (i to zarówno chrześcijańskich, jak też buddyjskich), które swą obecność w obrazie zaznaczają przez symbole czy mniej lub bardziej ukryte aluzje (np. konfesjonał, kościół czy gwoździe – nawiązania do sposób śmierci Chrystusa). Poprzez świadomie umieszczenie ich w prowokacyjnym kontekście (imię Jezus + diller narkotykowy, narkotyk nazwany „Oświeceniem” itp.) reżyser dokonuje krytyki młodego pokolenia przeżywającego głęboki kryzys wartości, zatracającego się w materializmie i konsumpcjonizmie. Przedstawia świat pozbawiony moralności: w którym wszyscy zapomnieli o podstawowych wartościach moralnych wyrażonych przez uniwersalne dla każdej religii przykazania: nie kradnij, nie cudzołóż, nie zabijaj. W takim świecie rolę sumienia i moralnego przywódcy może odegrać tylko szalony, brutalny diller. Nowy Mesjasz, który niesie swym wyznawcą upokorzenie i cierpienie, bowiem tylko w ten sposób można zawrócić ich z drogi zła, prowadzącej prosto ku potępieniu i piekłu.

„Odliczanie” - niegłupi, świetnie zrealizowany, popisowo zagrany przez Asavanoda film ma niestety jedną poważną wadę. Jest nim końcowe piętnaście minut, które psują odbiór horroru Nattawuta i wymuszają na mnie obniżenie oceny o jedną „czaszkę”. Co bowiem podkusiło reżysera do nakręcenia tego niepotrzebnego, banalnego, ckliwego zakończenia?. Chyba sam diabeł. Chociaż specjalista od Wise Kawai zwraca uwagę, iż film został wyprodukowane przez mainstremowe studio Golden Village Pictures, znane głównie z realizacji komedii romantycznych. Bossowie wytwórni nie mogli pozwolić, by „Odliczanie” zakończyło się tak jak powinno: okrutnie i ponuro, bo taki jest współczesny świat. Szkoda, wielka szkoda, bo „Odliczanie” miało wszystkie atuty, by zostać jednym z najlepszych tajlandzkich a może w ogóle azjatyckich horrorów ostaniach lat.

Screeny

HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN HO, COUNTDOWN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ tajlandzki horror bez duchów
+ błyskotliwa realizacja
+ choć nieskomplikowana, to autentycznie wciągająca fabuła
+ napięcie, groza i wisielczy humor
+ aktorski popis Davida Asavanoda
+ chociaż nie jest to horror szczególnie brutalny, to terror psychiczny rekomepensuje brak niezbyt licznych efektów gore
+ doskonały dowód na to, że prostota oraz precyzyjny scenariusz są receptą na sukces
+ niegłupie refleksje na temat młodego pokolenia i współczesnego świata

Minusy:

- niepotrzebny, beznadziejny epilog, który psuje pozytywny odbiór filmu
- dla widzów spragnionych morza krwi lub zapierającej dech w piersiach akcji, będzie sporym rozczarowaniem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -