Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOME SWEET HOME

HOME SWEET HOME

Home Sweet Home

ocena:4
Rok prod.:2013
Reżyser:David Morlet
Kraj prod.:Francja/ Kanada
Obsada:Shaun Benson, Meghan Heffern, Adam MacDonald
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dlaczego twórcy horrorów na arenę strasznych, często nawet makabrycznych wydarzeń wybierają domy szczęśliwych, idealnych wręcz rodzin? Odpowiedź na to jest bardzo prosta – taką decyzją odwołują się do naszych lęków i pragnień. Z jednej strony większość z nas marzy o rodzinnym raju pozbawionym trosk, z drugiej zaś jak niczego boimy się utraty stabilności i tego, że cokolwiek może zagrozić bezpieczeństwu naszych najbliższych (wszak nie budynek, a rodzina tworzy dom). Owe lęki i pragnienia mają charakter uniwersalny i ponadczasowy, nic więc dziwnego, że były, są i zapewne będą stanowiły fabularny fundament niejednego filmu grozy.

Po udanym przyjęciu w mieście Sara i Frank wracają na wieś, do domu. Tam czeka ich jednak bardzo niemiła niespodzianka – zamaskowany osobnik, który pod nieobecność małżonków uczynił z ich domostwa więzienie. Stanąwszy oko w oko z psychopatą bohaterowie bardzo szybko przekonują się, iż jego celem jest sprawienie im jak największego cierpienia.

Mamy więc dwoje młodych, szczęśliwych ludzi czerpiących radość i satysfakcję przede wszystkim z wychowywania kilkunastomiesięcznego syna. Niedawno przeprowadzili się na wieś do pięknego i dostatnio urządzonego domu. I nagle, w jednej chwili, przez wtargnięcie w ich życie psychopaty idylla pryska niczym bańska mydlana. Zamaskowany, świetnie zorganizowany i wyraźnie lubujący się w zadawaniu bólu oprawca postanawia uczynić z życia bohaterów prawdziwą gehennę.

Dopiero na końcu dowiadujemy się, kim jest morderca. Przez cały film mężczyzna nie odzywa się, jego fizys poznajemy w finale. Podobnie jak w dziesiątkach horrorów z zamaskowanym zwyrodnialcem prześladującym swe ofiary, również w „Home Sweet Home” Davida Morleta mordercy dane jest mieć przewagę nad swymi ofiarami praktycznie w każdej sytuacji. Gdziekolwiek by bohaterowie się nie udali, tam ich kat już na nich czeka, cokolwiek by nie zrobili, on już przewidział ich ruch. I kiedy pokrzywdzeni przyjmą odpowiednią dawkę bólu (czyt. zestaw wymyślnych tortur), dane im będzie wykorzystać błąd, jaki w pewnym momencie może popełnić psychopata.

„Home Sweet Home” jest więc do bólu schematycznym filmem zrobionym na modłę „Halloween”. Odpowiedź „bad guy’a” na pytanie ofiary: „dlaczego mi to robisz?”, budzi także skojarzenia z „American Psycho”. W przypadku horroru inspirowanie się innymi filmami czy pisanie historii pod dyktando sprawdzonych wzorów nie jest niczym zdrożnym i nie czyni filmowej opowieści pośledniejszej. Całość jednak dramatycznie traci na wartości, kiedy okazuje się, iż oprócz naśladownictwa nie ma w nic ponad to, czegoś co mogłoby stanowić wartość naddaną, unikalny odautorski ślad. Dokładnie z taką sytuacją mamy w przypadku filmu David Morlet. Niby od początku wiadomo, jak potoczą się losy filmowych person, czeka się więc na coś szczególnego, na coś co wyróżni ten film spośród legionu jemu podobnych. W „Home Sweet Home” nie ma nic takiego, bo zarówno historia, jak i bohaterowie ze szwarccharakterem na czele nie mają w sobie, co zasługiwałoby na zapamiętanie.

A w pomyśle na film był, według mnie, potencjał na to, by ręką sprawnego scenarzysty uczynić z niego fundament świetnego straszydła. Bo dramat rozpisany na trzy osoby – kameralny, ale w zamian eksplorujący najmroczniejsze zakamarki ludzkiej osobowości - to filmowy samograj. Rzecz w tym, iż najpierw na postacie trzeba mieć pomysł, by później targnąć emocjami widzów konfrontując bohaterów ze złem, brutalnością i okrucieństwem, a tym samym, żeby cały film był czymś więcej niż tylko pozbawioną sensu rąbanką. Twórcy „Home Sweet Home” postanowili pójść na skróty – kazali psychopacie „wziąć na ruszt” dwoje ludzi (nijakość pary głównych bohaterów sprawia, iż za nic w świecie nie da się przejąć ich sytuacją), ten więc czyni swoją powinność. Po co? Nie do końca wiadomo. Z jakiego powodu oprawca wybrał akurat tę a nie inną rodzinę? Na to pytanie także musimy sobie odpowiedzieć sami. Dlaczego morderca – dokładny, skrupulatny, posiadający na pewnym polu bardzo duże doświadczenie (nie zdradzę na jakim, by nie psuć zabawy potencjalnym odbiorcom) - popełnia tak kardynalne błędy? Bo scenariusz został napisany na kolanie?

Ale największą wadą „Home Sweet Home” jest wiejąca z ekranu nuda. Najpierw oglądamy celebrującego każdą czynność, np. wbijanie gwoździ, psychopatę. Później co nieco dowiadujemy się o dwójce jego ofiar. Po tym twórcy próbują „naładować” atmosferę pokazując małżeństwo z perspektywy czającego się na nich kata. I kiedy wreszcie zaczyna coś się dziać, tj. szwarccharakter przypuszcza wreszcie atak na bohaterów, mija połowa filmu. Dalej wcale nie jest ciekawiej. Pisałem już o tym wyżej – oprawca torturuje swe ofiary, te niby jak mogą, stawiają mu opór, ale ogląda się to bez większej ekscytacji. Dopiero finał, a konkretnie moment, w którym poznajemy tożsamość zabójcy, daje trochę do myślenia.

Z drugiej strony trudno odmówić filmowi Morleta realizacyjnej sprawności. Od strony wizualnej – praca kamery, dobór planów, montaż, wreszcie efekty specjalnie – obraz spełnia wszystkie wymogi profesjonalnej produkcji. Pod tym względem przykuwa uwagę przede wszystkim początek filmu, w którym twórcy szczegółowo pokazują działania mordercy, ale w taki sposób, byśmy nie poznali jego twarzy. Niby prosty zabieg, ale raz, że został naturalnie „wygrany”, dwa, iż zostawia widza w niepewności, co do natury psychopaty, z którym zmierzyć się przyjdzie bohaterom filmu.

Morał? Mam wrażenie, iż realizatorom zależało, abyśmy w ich filmie zobaczyli nasz świat - rzeczywistość, w której zagrożenie czyha dosłownie wszędzie. Nasze domy nie stanowią już ostoi bezpieczeństwa, w służbach mających stać na jego straży również także nie należy pokładać zaufania. Tylko po co sięgać po filmową fikcję, by dowiedzieć się z niej, iż „człowiek człowiekowi wilkiem”? Zdecydowanie bardziej przejmujące są historie opowiadane co dzień w telewizyjnych serwisach informacyjnych.

Screeny

HO, HOME SWEET HOME HO, HOME SWEET HOME HO, HOME SWEET HOME HO, HOME SWEET HOME HO, HOME SWEET HOME

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zaczyna się obiecująco
+ zrobiony za niewielkie pieniądze, mimo to od strony technicznej w niczym nie ustępuje droższym produkcjom
+ kilka ciekawych ujęć
+ niezłe, bo dające do myślenia zakończenie

Minusy:

- strasznie się dłuży, choć trwa niewiele ponad osiemdziesiąt minut
- mało emocjonujący, choć to przecież home invasion
- twórcy zupełnie nie mieli pomysłu na pierwszą połowę filmu, choć i druga nie grzeszy oryginalnością i dramaturgią
- w sumie bardzo słaba historia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -