Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CHILLERAMA

CHILLERAMA

Maraton filmów grozy

ocena:6
Rok prod.:2011
Reżyser:Adam Rifkin i inni
Kraj prod.:USA
Obsada:Richard Riehle, Joel David Moore, Kane Hodder, Ray Wise, Eric Roberts
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Piątkowy wieczór, a może sobotni. Umawiasz się z „ludźmi” na mieście, bo akurat w kinie odbędzie się maraton kina grozy. Najpierw pub, bo do pierwszego seansu jeszcze godzina. Nie znasz dokładnego repertuaru, bo ktoś inny umawiał imprezę. Kufelek opróżniony, towarzystwo w świetnym humorze. Zasiadacie na swoich miejscach na sali. Pierwszy seans się rozpoczyna.
Mija piętnaście minut, dłużej nie zniesiesz tego gniota, a kolejne filmy nie zapowiadają się lepiej. Co robić? Amerykanie mają lepiej, kino samochodowe i filmy klasy B. Nie podoba się? Zawsze można coś innego robić. Niekoniecznie opuszczając towarzystwo, które bawi się lepiej.

„Jesteś taki ponętny, kiedy dokonujesz ludobójstwa”
Czy powyższy cytat pochodzący z jednego z filmów dobrze opisuje „Chilleramę” (w polskim wydaniu „Maraton kina grozy”)? Antologia kiczu, cztery podejścia do grozy, w założeniu humorystyczne, łączy jedno – duża ilość krwi, różne monstra i kontekst erotyczny. Przypomina to dewizę 3xB Lloyda Kaufmana (współtwórcy słynnej Tromy), czyli „Beast, Boobs & Blood” - »bestia, cycki i krew«. Czy recenzowany obraz jest ponętny dla widza, bo trup pada gęsto? Dla fanów niskobudżetowych horrorów z pewnością, choć raczej nawet oni nie uznają go za wybitny.


Poszczególne filmy spajają sceny rozgrywające się w kinie samochodowym w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Pierwszą nowelkę wyreżyserował Adam Rifkin. „Wadzilla” („Spermdzilla”) to opowieść o mężczyźnie, którego olbrzymi plemnik zagraża miastu. Jej twórcy, Adamowi Rifkinowi („Pościg”, „Mali żołnierze”), nie można odmówić pomysłowości i dobrego poprowadzenia fabuły. Dzięki temu otrzymujemy świetnie przerysowane Monster Movie z połowy dwudziestego wieku. To nie tylko potwór zagrażający ludziom, ale i „naiwna” wizja nauki (w hollywoodzkim wyobrażeniu) z tamtych czasów.

„Byłem nastoletnim niedźwiedziołakiem” porusza problem dojrzewania, buntu i odkrywania własnej seksualności. Za ten fragment antologii odpowiada Tim Sullivan („2001 Maniacs”). Założenie było proste - zmiksować „Buntownika bez wyboru”, „Grease” ze „Zmierzchem”. Niestety to najsłabsza część antologii. Musicalowa otoczka to dobry pomysł, ale fabuła irytuje głupotą dialogów i po prostu nudzi. Miało być kiczowato, tak jest, ale czegoś brakuje.

„Dziennik Anny Frankenstein” to czarno - biała nowelka, w której Hitler stara się stworzyć idealną maszynę do zabijania - Meshugganah. Adam Green (seria „Hatchet”) stworzył bardzo ciekawe dzieło. To, co nie funkcjonowało wcześniej u Sullivana, tym razem działało bez zarzutu. Dialogi są zabawne, a Joel David Moore („Hatchet”, serial „Kości”) świetnie kreuje Hitlera. Zresztą całej obsadzie tego segmentu antologii należą się brawa. Warto podkreślić, że Green odział obraz w czarno – białą szatę i niemieckojęzyczne dialogi.

„Zom-B-Movie” – to pastisz kina z żywymi trupami w roli głównej. To najbardziej rozbudowana część recenzowanego filmu. Joel Lynch („Droga bez powrotu 2”) postawił na dosyć bogaty miks – duża ilość postaci, różnorodność charakterów i oczywiście wątek romantyczny. Przy czym jego zombiaki lubią rozrywać ludzi na strzępy, ale napędza je również popęd seksualny. Żywe trupy nie mają prostego zadania. Ludzie bowiem łatwo się nie poddają. Cóż, tak jak w każdym tego typu obrazie.

„Maraton kina grozy” to z pewnością obraz nieprzeznaczony dla szerokiego grona odbiorców. Mimo to nie sposób odmówić filmowi również bardziej poważnego oblicza, które jednak jest dosyć skutecznie przykryte, przez część „rozrywkową”. W początkowych scenach kierujący kinem Cecil Kaufman (w tej roli filmowy weteran Richard Riehle) dosyć często wdaje się w „dialogi” ze zdjęciem Orsona Wellesa. Dotyczą one kina i tego, co w nim przeminęło i nie powróci. Trzeba przyznać, że powaga tej postaci odstaje to zupełnie od całokształtu. W dalszej części Kaufman ewoluuje, wpisując się całokształt. Szkoda. Nie jest to jedyny poważniejszy wątek.

Kino klasy B posiada wiele cech, to kiepskie scenariusze, zła praca kamer, bezbarwne i głupie dialogi, czy fatalne efekty specjalne. Oczywiście wymienić można znacznie więcej. Pamiętajmy jednak, że „Chillerama” została celowo nakręcona w taki sposób, a więc pewne elementy muszą wyglądać inaczej. Aktorzy w większości spisują się w dobrze. Na ekranie zobaczymy nawet znane nazwiska, to wspomniani Richard Riehle i Joel David Moore, ale także Kane Hodder, Ray Wise i Eric Roberts. Efekty specjalne to już w pełni „karton”, ketchup i niebieska „substancja”. Tak to miało wyglądać. Na szczególną uwagę zasługuje oprawa muzyczna, która znakomicie podkreśla to, co można zobaczyć na ekranie.

Niewielkim minusem jest nadmiar zapożyczeń. Oczywiście charakter obrazu wymaga licznych cytatów. Czasem jednak ich przesyt powodował, że nie współgrały ze sobą idealnie, a dodatkowo część dialogów razi niezamierzoną głupotą. Twórcy mogli włożyć w nowele nieco więcej własnej inicjatywy, co wpłynęłoby pozytywnie na jakość fabuły. Oczywiście są wyjątki, w których dwa cytaty idealnie pasują, ale to również zasługa dobrze skonstruowanego kontekstu i doświadczenia aktorskiego. W jednej ze scen widzimy postać – w założeniu coś na kształt skrzyżowania Terminatora z Johnem McClanem („Szklana pułapka”), z której ust wydobywa się „Hasta la vista, baby!” i „Yippee-ki-yay motherfucker”. Nie muszę chyba dodawać, że w starciu z kimś takim zombiaki nie mają zbyt wielkich szans.

„Maraton kina grozy” to udany pastisz horrorów, które straszyły w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Choć jak uwidacznia cytat ze „Szklanej pułapki” nie tylko ich. Uważny widz i obeznany widz może nieźle bawić się już przy samym tylko odkrywaniu licznych nawiązań. Niestety nie jest to obraz wybitny jak taką stylistykę. Przy niektórych produkcjach Tromy, czy choćby „Martwicy mózgu” „Chillerama” wypada blado. Jednak fan tego typu kina z pewnością nie odmówi sobie seansu. Innym dam radę, którą usłyszałem podczas seansu, choć oczywiście nie zaadresowano jej do mnie - „Zabierać martwe fiuty z mojego kina”.

Screeny

HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA HO, CHILLERAMA

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kicz
+ udana parodia
+ czarny humor
+ cytaty filmowe
+ muzyka

Minusy:

- Byłem nastoletnim niedźwiedziołakiem
- czasem nadmiar kiczu
- brak inwencji własnej

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -