Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi

HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi

Opowieści z dreszczykiem

ocena:6
Rok prod.:2012
Reżyser:Min Kyu-dong i inni
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Kim Ji-won, Yoo Yeon-seok, Kim Hyun-soo, Choi Yoon-young, Jin Tae-hyun, Nam Bo-ra, Jung Kim Ye-won
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Horror Stories” to koreańska antologia grozy z 2012 r., składająca się łącznie z pięciu nowel.

Bohaterką historia ramowej, „Beginning” (reż. Min Kyu-dong) jest Ji-won, która budzi się związana i zakneblowana w mieszkaniu … seryjnego mordercy. Zabójca cierpi na bezsenność i może zasnąć tylko po wysłuchaniu „opowieści z dreszczykiem”. Ji-won mając nadzieję, że uda jej się uśpić mordercę i tym sposobem wyrwać się z rąk psychopaty, zaczyna opowiadać kolejne historie.

Opowieści ramowe, zazwyczaj bywają pretekstowe, pojawiają się bowiem w filmowych składankach tak naprawdę tylko po to, aby powiązać ze sobą różne opowieści epizodyczne w miarę sensowną całość. Owej pretekstowości nie jest również pozbawiona nowela „Beginning”, która opiera się na wyjątkowo naciąganej anegdocie, zakładającej zupełnie nierealną sytuację, w której seryjny zabójca, miast bez zbędmej zwłoki mordować swą ofiarę, wysłuchuje jej opowiastek a ofiara – co wydaje się być już zupełną fantastyką – ma dość siły, by pomimo strach, psychicznego i fizycznego wyczerpania – takie opowiastki wymyślać.

Dlatego też „Beginning” zyskuje nieco głębszy sens dopiero poprzez intertekstualne odwołanie do słynnego utworu „Baśnie z tysiąca i jednej nocy”. Przypomnijmy, że w dziele tym opowieść ramową stanowi wątek Szeherazdy, żony sułtana Szachrijara, przez tytułowe tysiąc i jedną noc snuła różne opowieści w sposób tak zajmujący, że władca ostatecznie odstąpił nie tylko od odcięcia głowy księżniczce, ale zakochał się w niej. Nowela Mina prowadzi intertekstualną i intelgentną grę z tym słynnym tekstem kultury, co z pewnością można policzyć jej za autu. Podobnie jak realizacyjną sprawność reżysera oraz stosowny, mroczny i krwawy wstęp do kolejnych nowel.

„Don't Answer to the Door” (reż. Jeong Beom-sik) - pierwsza z „właściwych” opowieści opowiada o rodzeństwie: Sunny i Moon, którzy samotnie oczekują w domu na przybycie rodziców i nikomu nie otwierają drzwi. Mimo to niebezpieczny szaleniec dostaje się do mieszkania. Wątek rodzeństwa w finale nieoczekiwanie połączy się z innym: wątkiem zwalnianych przez matkę dzieciaków robotników, którzy protestując przeciwko wyrzucaniu ich z pracy, dokonują samopodpaleń.

Ze wszystkich nowel, „Don't Answer to the Door” jest opowieścią najbardziej nastrojową, a dla wielu może być też najbardziej przerażającą. Nie ma tu zaskoczenia, jeśli skojarzymy Jeong Beom-sika z „Epitaph” (2007), który nakręcił wspólnie ze swym bratem Jung Sikiem. Dwaj debiutujący tym filmem bracia błysnęli realizatorskim talentem, tworząc jeden z najbardziej malarskich a przy tym atmosferycznych horrorów w kinie azjatyckim. Nic dziwnego, że omawiany epizod z „Horror Stories” również odznacza się wyjątkową dbałością reżysera o kreowanie nastroju niesamowitości i grozy. Przy czym co warto podkreslić nastrój ów Jeong tworzy, wykorzystując w mistrzowski sposób najprostsze środki: ciemność czy pojedyncze niepokojące odgłosy, jak też inteligentnie ogrywając motyw „nieszczelnych granic”. Granice te wyznaczają drzwi, okno, drzwi windy – pozornie chronią one bezbronne dzieciaki, w istocie jednak z powodu ich nieszczelności wpuszczają zło, zamieniając bezpieczną przestrzeń domu rodzinnego w śmiertelną pułapkę.

Ale wydaje mi się, że w tej noweli nie chodzi jedynie o granice, rozdzielające niewinny i bezpieczny świat dziecka, od niebezpiecznego, skażonego złem świata dorosłych. Chodzi także o granice między rzeczywistością a sennym koszmarem. I w tym przypadku bariera między nimi okazuje się mało szczelna. „Don't Answer to the Door” można potraktować jako opowieść o dziecięcych lękach, które sprawiają, że wyobraźnia dziecka deformuje rzeczywistość. Nauczycielka angielskiego staje się złą czarownicą, mieszkanie – pułapką bez wyjścia, dostarczyciel – odrażającym intruzem a ciemna piwnica siedzibą mściwego ducha.

Szkoda, że ten solidny kawałek koreańskiej grozy, na dodatek wspaniale zagrany przez dzieciecych aktorów (Kim Hyeon-soo, która gra Sunny jest już cenioną aktorką), psuje coś co najlepiej oddaje niezbyt ładne, ale trafne słowo: chciejstwo reżysera (albo producenta). Anegdota, która swą siłę czerpała z prostoty, nagle zaczyna być zakłócana przez zbędne wstawki, wtrącenia, bezsensowne zwroty akcji i finał, dodany na siłę, w dodatku w sposób szczegółnie irytujący (panie reżyserze, gdzie pan zgubił soistrzyczkę, Moona, Sunny?). „Don't Answer to the Door” to kilkanaście minut, do którego rezyser chciał upchać tyle, ile nie zmieściłoby się być może i do półtora godzinnego filmu. Nic dziwnego, że nie wyszło.

Drugą w kolejności opowiastką, którą raczy seryjnego mordercę Ij-won-Szeherazda, jest „Endless Flight” (reż. Im Dae-woong). Bohaterką tej historii jest So-jung, młoda stewardesa, która uczestniczy w rejsie samolotu, na pokładzie któego znajduje się przewożony do Seulu niebezpieczny, seryjny morderca. W trakcie podróży szaleniec morduje pilnujących go policjantów i zaczyna dziewczyna staję twarzą twarz z psychopatą.

„Endless Flight” zaczyna się obiecująco: młoda stewardesa wsiada do taksówki. W następnej scenie widzimy ją jak biegnie przez las w zakrwawionej, podartej bluzec z wyrazem przerażenia na twarzy. Gdy wydaje się, że uda się jej zbiec, wpada wprost w ręce maniakalnego zabójcy (tego samego, który będzie transportowany samolotem). Niestety, gdy akcja przenosi się na pokład wspomnianego samolotu, zaczynają się dziać w tej historii rzeczy zatrważające swa... głupotą. Groźny morderca przewożony jest w eskorcie jedynie dwóch gliniarzy. W samolocie zostaje posadzony dokładnie w miejscu, w którym ktoś upuścił długopis w metalowej oprawce. Psychopacie udaje się z dzieciną łatwością zabić policjantów (a wcześniej w niezauważny sposób wyswobodzić z kajdanek), za to nie może sobie poradzić z bezbroną So-jung. Jakby było mało tych „przypadków” mordercę prześladuje makabrycznie zakrwawiony duch zamordowanej stewardesy, która miała uczestniczyć w feralnym locie. Co ma to wspólnego z psychopatą – nie ma większego znaczenia, ważne że jest duch, bo choć wiadomo, że „Endless Flight” to horror. Gwoździem do trumny dla tej idiotycznej historyjki jest wymordowanie załogi przez zabójcę, co skłania do wniosku, że albo psychopata jest debilem, albo koreańskie samoloty jak już wzbiją się w powietrze, to tak sobie latają i latają – zgodnie z tytułem epizodu - w nieskończoność.

Aż trudno uwierzyć, że twórcą tej filmowej bzdurki jest Im Dae-woong, twórca jednego z najciekawszych koreańskich, a może w ogóle azjatyckich slasherów, „To Sir With Love” (2006). Żal serce ściska, bo potencjał był, ale nie można kręcić filmów, nawet krótkich, na podstawie scenariusza napisanego na serwetce w barze.

Trzeci epizod, „Secret Recipe” (reż. Hong Ji-young) jest historią Gong-ji i jej przyrodniej siostry Bak-ji. Gong-ji ma zostać żoną przystojnego chirurga plastycznego, Mina. Matka Bak-ji uknuła jednak intrygę w wyniku, której to jej córka wychodzi za mąż za bogatego lekarza. Kobiety nie wiedzą jednak, że Min zawdzięcza swój młodzieńczy wygląd pewnym peklom przyrządzanym wedle specjalnej receptury, której najważniejszym składnikiem są … panny młode.

Film Honga to epizod fabularnie nie zbyt zaskakujący, bo dość wyraźnie nawiązujący do hongkońskiego horroru „Dumplings” (2004) Fruit Chana lub jego pierwotnej wersji pod tym samym tytułem z antologii „Three … extremes” (2004). Dla przypomnienia: pewna starzejąca się aktorka, zdradzana przez męża na rzecz młodszej kochanki szuka ratunku przed nieubłaganym upływem czasu u kobiety, która sprzedaje pierożki z nadzieniem z …. martwych płodów. Igranie z nautrą zawsze źle się kończy, więc i owe pierożki na dobre bohaterce nie wychodzą.

„Secret Recipe” to inna, pozbawiona realizmu i kontekstu społecznego, wersja filmu Chana. Zamiast krytyki patriarchalnego systemu i roli, którą ten system wyznacza kobiecie, mamy w filmie zakrapioną krwią i kilkoma przyzwoitymi efektami gore, satyrę na kult pięknego ciała szeroko rozpowszechniony wśród koreańskich celebrytów. Pod względem problematyki film znacznie lżejszy niż „Dumplings”, ale za to bardziej makabryczny. Właśnie kilka pomysłowo skomponowanych scen gore jest chyba największą wartością tej opowiastki. Dobre wrażenie sprawia zwłaszcza scena koszmaru Gong-ji, w którym dziewczyna odkrywa iż ma … odrąbane stopy (czyżby świadome nawiązanie do znanego horroru, „Różowe pantofelki”?). Ma obraz Honga specyficzny urok, krwawej baśni, ale podobnie jak w przypadku epizodu „Don't Answer to the Door” odbiór psuje nadmierne schlebanie gustom masowego odbiorcy.

Czwarta (a w sumie) piąta nowela, „Ambulance on the Death Zone” (reż. Kim Gok i Kim Sun), wieńczy całość opowieścią najbardziej emocjonującą i bez wątpienia najlepszą. W mieście dochodzi do bliżej nieznanego skażenia w wyniku, którego martwi powracają do życia jako krwiożercze zombie. Ze „strefy śmierci” karetka pogotowia zabiera ofiary wypadku samochodowego: matkę i raną córkę. W trakcie badania poszkodowanej dziewczynki okazuje się, że została ugryziona. Matka przekonuje, że to rana powstała w wyniku wypadku, ale lekarz nabiera coraz większych podejrzeń, że ranna została zakażona i lada moment przemieni się w zombie.

Motyw metmorfozy bliskiej osoby w krwiożercze zombie jest stary jak nurt filmów o żywych trupach, ale braciom Kim, reżyserom filmu, zupełnie to nie przeszkadzało. Zgranemu motywowi nadali nową jakość, swieżość i potraktowali go z inwencją. Wystarczyło tylko przenieść akcję do malutkiej, ograniczonej przestrzeni ambulansu a jedną z bohaterek uczynić kochajacą matkę, która zrobi dosłownie wszystko, by ocalić swe dziecko, aby nakręcić trzymajacą w napięciu opowieść o matczynej miłości, człowieczeństwie i potworach, skrywających się w ludziach. Ale to się mogło udać tylko dzięki perfekcyjnie obmyślanemu scenariuszowi i znakomitej, pełnej inwencji reżyserii wyciskającej maksimu możliwości z ograniczonej przestrzeni. A dodajmy do filmu także sceny ataków zombie, które poruszają się jeszcze szybciej niż w „World War Z” i które sprawiają wrażenie jeszcze bardziej dzikich i oszlałych niż w amerykańskim hicie. No i jeszcze jeden atut: zaskakujące, ironiczne zakończenie a wszystkie te elementy zapracują nam na jeden z najlepszych kawałków zombie movie nie tylko w kinie koreańskim, ale w ogóle azjatyckim.

Jak ocenić zatem „Horror Stories”? Czytelnicy moich recenzji doskonale wiedzą, iż mam na to prostą i sprawdzoną metodę. Ocenę końcową wyciągam ze średniej powstałej w wyniku ocen dla poszczególnych historii. A zatem:
Beginnig – 5
Don't Answer to the Door – 6
Endless Flight – 4
Secret Recipe – 6
Ambulance on the Death Zone - 8

Średnia wychodzi, 5.8 czyli ostatecznie oceniam „Horror Stories”, i sądzę, że to sprawiedliwa ocena, na „sześć czaszek”. Ten zbiór „opowieści z dreszczykiem” zazwyczaj chwalono, pojawiały się nawet głosy o powrocie koreańskiego horroru do lat świetności z czasów „Opowieści o dwóch siostrach” czy „The Host. Potwór”, ale wydaje mi się, że jeszcze za wcześnie na comeback koreańskiej grozy, choć „Horror Stories” wyznacza właściwy kierunek.

Screeny

HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi HO, HORROR STORIES a.k.a. Moo-seo-woon I-ya-gi

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pięć fabularnie zróżnicowanych historii składających się na tę filmową składankę
+ jak to u Koreańczyków: świetna realizacja
+ nastrój grozy i niesamowitości w epizodzie „Don't Answer to the Door”
+ makabra w epizodzie „Secret Recipe”
+ napięcie i atmosfera ciągłego zagrożenia w „Ambulance on the Death Zone”
+ gra dziecięcych aktorów w „Don't Answer to the Door”
+ próba przemycenia nieco głębszych treści
+ uroda koreańskich aktorek jako dodatkowy, „estetyczny plus”

Minusy:

- historia „Endless Flight”, w której logika szwankuje bardziej niż Dreamlinery
- naciągana fabuła historii ramowej
- natłok wątków w „Don't Answer to the Door”
- dążenie do efekciarstwa kosztem logiki w „Secret Recipe”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -