Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEADLY BLESSING

DEADLY BLESSING

Deadly Blessing

ocena:6
Rok prod.:1981
Reżyser:Wes Craven
Kraj prod.:USA
Obsada:Maren Jensen, Sharon Stone, Susan Buckner, Jeff East, Colleen Riley, Douglas Barr, Lisa Hartman, Lois Nettleton, Ernest Borgnine, Michael Berryman
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wes Craven to dzisiaj instytucja, dla wielu guru grozy, uwielbiany przede wszystkim za dwa wielkie tytuły – „Krzyk” (1996) i „Koszmar z ulicy Wiązów” (1984). Fani grozy oczywiście kultywują także „Ostatni dom po lewej” (1972, debiut), „Wzgórza mają oczy” (1977), czy „Potwora z bagien” (1982). Reżyser ma na swoim koncie więcej produkcji. Nie wszystkie jednak bardzo udane, nawet te z lat jego największej świetności. Recenzowane „Śmiertelne błogosławieństwo” to jeden z jego pierwszych obrazów, o którym dziś pamiętają chyba tylko najwięksi fani reżysera. A szkoda, bo to ciekawy obraz, choć nie arcydzieło.

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte poprzedniego stulecia to chyba najciekawszy okres amerykańskiego horroru. Szczególnie intrygują filmy, których fabuła rozgrywa się gdzieś na prowincji. Dobrym przykładem jest „Teksańska masakra piłą mechaniczną” (1974) Tobe'a Hoopera.
Craven nieco wcześniej debiutuje „Ostatnim domem po lewej”, w którym zwyrodnialcy porywają dwie nastolatki, gwałcą je i mordują. Jego kolejny obraz znowu przypomina ten schemat. We „Wzgórza mają oczy” na odludziu rodzina napotyka grupę kanibali. Recenzowane „Śmiertelne błogosławieństwo” to pewien postęp dla Cravena. Fabuła rozgrywa się na wsi. Główną bohaterką jest zamieszkała na farmie młoda kobieta, której mąż ginie w dziwnych okolicznościach. Do zdruzgotanej wdowy przybywają ze wsparciem dwie przyjaciółki. Szybko okazuje się, że kobietom zagraża niebezpieczeństwo i to nie tylko ze strony mieszkających w okolicy fundamentalistów religijnych.

Wes Craven postanowił nieco zamieszać. Odrzucił ze wspomnianych dwóch wcześniejszych filmów, ale za to postawił na tajemniczość, żeby było jeszcze nieco dziwacznie, wmieszał w to fanatyków religijnych, coś na kształt Amiszów. Niestety scenariusz nie jest zbyt dobrze przygotowany, zawiera pewne nieścisłości fabularnych. Liczy się ogólna koncepcja i jej realizacja. Zresztą fabuła nie obfituje w nadmiar wydarzeń. Trzeba jednak przyznać, że została poprowadzona w dobrym stylu. Niespiesznie, w zasadzie za wolno, ale dzięki temu twórcy uzyskali możliwość zadziwiania oraz wybudzania widza ze snu „jump” scenami. Mąż głównej bohaterki ginie w stodole przygnieciony przez traktor. Na jej drzwiach pojawia się napis „Incubus”, na dodatek zmarły był synem lidera sekty religijnej, wypędzonym przez niego z powodu związku z kobietą spoza ich środowiska. A żeby było jeszcze dziwniej, jedna z przyjaciółek wdowy panicznie boi się pająków. Dlaczego? Odpowiedź niby jest, ale czy satysfakcjonująca, to już inna sprawa. Wydaje się, że nieliczne wątki poboczne powstały tylko po to, by nieco zawikłać fabułę, tak byśmy do końca nie byli odkryli, co lub kto im zagraża. Z jednej strony twórcy wplatają szereg intrygujących elementów, ale one często nie mają zbyt wielkiego znaczenia dla fabuły.

Świetna reżyseria, obraz dobrze nakręcony, to niestety muzyka Jamesa Hornera nie zawsze dobrze współgra z tym, co na planie. O ile panie, jest ich aż sześć (mniej lub bardziej) istotnych dla fabuły, w tym młoda Sharon Stone, zapadają w pamięć, to męska obsada już nie. A przecież mamy do czynienia z takimi aktorami jak weteran Ernest Borgnine („Parszywa dwunastka”, „Tragedia Posejdona”, „Ucieczka z Nowego Jorku”), czy charakterystyczny Michael Berryman („Lot nad kukułczym gniazdem”, „Wzgórza mają oczy”). Panowie wypadają po prostu słabo i niezbyt przekonująco. To wina niedopracowanych bohaterów drugoplanowych. Inaczej jest z postaciami kobiecymi. Maren Jensen („Battlestar Galactica”, serial 1978-79) w roli głównej olśniewa i to nie tylko w nagich scenach. Świetnie wypadają Sharon Stone i Susan Buckner. Trzy kobiety, trzy temperamenty, choć charaktery ledwie zarysowane. Obraz jednak nie wymagał bardziej wielowymiarowych postaci.

Powolna fabuła, która na początku może nieco nużyć, w dalszej części oczywiście przyspiesza, ale jedną z największych zalet obrazu Cravena są oczywiście niesamowite fragmenty, w których bardzo wysoko podskakujemy na fotelu lub po prostu zasłaniamy oczy ręką, oczywiście nieco rozsuwając palce, by jednak zobaczyć co się na ekranie dzieje. Zachwycają niektóre sceny dziejące się w stodole, pająki napastujące Sharon Stone (a trzeba przyznać, że aktorka potrafi odegrać przerażenie, choć może to był naturalny strach), czy pewien bardzo namolny wąż.

„Śmiertelne błogosławieństwo” to nieco zapomniany obraz Wesa Cravena, który każdy szanujący się fan grozy powinien znać. Z pewnością nie jest to jego najwybitniejsze dzieło, choć intrygująca tematyka ma niewątpliwy potencjał. Szkoda, że scenariusz nie został lepiej dopracowany, a niektóre wątki zbyt mało rozbudowane, bo o ile podczas seansu da się odczuć klimat wsi, a jej mieszkańcy, są dostrzegalni, o tyle społeczność sekty religijnej jest zbyt słabo nakreślona. W zamian za to twórcy wplatają wątek romantyczny, rozdarcie mężczyzny pomiędzy dwoma kobietami i różnymi światami. Nie jest to jednak zbyt rozbudowana historia i nie wnosi wiele do fabuły. Różnych błędów, choć niezbyt wielkiej wagi można się doszukać. Na końcu jednak czeka na nas nagroda – finał, który zapada w pamięć, a serce wali jak oszalałe.

Screeny

HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING HO, DEADLY BLESSING

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ straszy
+ ciekawa tematyka
+ finał
+ kobiece role

Minusy:

- scenariusz
- męska gra aktorska
- czasem nieco nużący

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -