Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DERREN BROWN: APOCALYPSE

DERREN BROWN: APOCALYPSE

Derren Brown: Apocalypse

ocena:8
Rok prod.:2012
Reżyser:Derren Brown
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Derren Brown, Steven Brosnan
Autor recenzji:Arleta Wojtczak
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Aby poznać siebie, trzeba się wystawiać na próbę. Tylko tak może się przekonać każdy, na co go stać.
Seneka

Jest 30 października 1938 roku, Orson Welles, posiłkując się „Wojną światów” Georga Wellsa nadaje w radiu reportaż z „Inwazji Marsjan na Ziemię”. Wśród mieszkańców New Jersey wybucha panika. Mamy rok 2012, Derren Brown do końca świata przekonuje tylko jednego człowieka. Wszelkie konotacje jak najbardziej zamierzone.

Rzadko się zdarza, żeby dokument był jednocześnie miniserialem oraz horrorem, ale też rzadko mamy do czynienia z postacią pokroju Derrena Browna, chciałoby się rzec – Demiurga. To specjalista od „umysłowych sztuczek”, który za pomocą autosugestii, psychologii oraz umiejetności psychomanipulacji sprawia, że ludzie zaczynają wierzyć w nadprzyrodzone zjawiska oraz zdarzenia teoretycznie niemożliwe. Mało, „doświadczają ich” na własnej skórze. Na koniec nasz psychomanipulator bezpretensjonalnie obnaża prawdę. Musiało dojść i do tego, że ktoś w końcu uwierzy w koniec świata. Przypadkiem zarejestrowały wszystko kamery.

Do swojego eksperymentu Brown przygotował się z iście makiaweliczną dokładnością. Ofiara poniekąd zgłosiła się sama, skuszona gotówką za udział w eksperymencie. Nie spodziewała się jednak, że będzie on trwać jeszcze po jego oficjalnym zakończeniu. Postać nieprzypadkowa, bo też cały zabieg miał odpowiedzieć na pytanie, czy jednostka z gruntu egoistyczna , niedojrzała oraz nieprzystosowana do życia w zderzeniu z ekstremalnymi doświadczeniami jest w stanie się zmienić. Na szczęście dla ofiary, Brown miał w odwodzie sztab psychologów, na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Zresztą zaangażowani zostali nie tylko oni, ale i najbliżsi Stevena (czyt. Ofiary), grupa aktorów, specjaliści od efektów specjalnych oraz cała masa nowoczesnego sprzętu. Wszyscy budują wokół bohatera miraż zbliżającej się katastrofy w postaci nadlatującego wielkiego meteoru, po czym następuje wielkie bum i przebudzenie w postapokaliptycznym świecie.

Co najzabawniejsze, fabuła jest bezlitośnie powieloną kartką z setek tego typu filmów. Sam główny bohater musiał widzieć ich przynajmniej kilka. Można tu jedynie wspomnieć „Noc żywch trupów”, „28 dni później”, czy „Silent Hill”. Ci, którzy przeżyli rozpaczliwie szukają wsparcia wsród innych niezainfekowanych (a jakżeby inaczej, element zombiaczy musiał się pojawić), starając się wierzyć, że wojsko oraz władze nie pozwolą im zginąć. Dalej pozostaje już tylko walka o przetrwanie. Może wywoływać znużenie, ale nie ze świadomością, że jedna z postaci naprawdę wierzy, że to się dzieje naprawdę. Żaden aktorski strach nie dorównuje autentycznemu przerażeniu, jakie maluje się na twarzy naszego bohatera mimo woli.

Ta próba stworzenia autentycznego końca świata nie byłaby możliwa bez zaangażowania nie tylko aktorów, ale i techniki. Każdy krok, niczym i tu znowu Orwell w „Roku 1984” pozostaje pod ścisłą kontrolą, a każda docierająca informacja jest szczegółowo zaplanowana. To także umiejętnie zagospodarowana oraz wyreżyserowa przestrzeń, łącznie z masą efektów specjalnych, mających za zadanie odtworzyć prawdziwy koniec świata ludzi. Widać, że nie szczędzono nakładów na najnowocześniejszą technikę, co zresztą przyjemnie dla oka procentuje.

I wreszcie sam Derren Brown. Podobnie jak Lars von Trier w „Szpitalu królestwo”, on również regularnie objawia się widzom, dodając własny komentarz do stworzonej przez siebie rzeczywistości. Z tą jedynie różnicą, że w stroju nieco bardziej faustycznym oraz świadomością własnej manipulacji.

Żyjemy w czasach powszechnego wojeryzmu czy jak kto woli, podglądactwa. Wszyscy obserwujemy oraz jesteśmy obserwowani przez najróżniejsze urządzenia. Nawet jednak gwiazdom „Truman show” darowano tak ekstremalnych doświadczeń. Jest jeszcze jedna różnica. Brown systematycznie pozwala widzowi wierzyć, że jedynie przypadek sprawił, że to nie on znalazł się na miejscu Stevena.

Rozczarowuje jedynie nieco zbyt hollywoodzkie zakończenie, już po ostatecznej demaskacji, ale na to można spokojnie przymknąć oko. Cóż, „It`s showtime!”.

Screeny

HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE HO, DERREN BROWN: APOCALYPSE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł
+ realizacja
+ efekty specjalne
+ dbałość o szczegóły
+ Derren Brown
+ tendencyjnie, a jednak inaczej

Minusy:

- miziakowate zakończenie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -