Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PATH, THE a.k.a La Senda

PATH, THE a.k.a La Senda

Path, The

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Miguel Ángel Toledo
Kraj prod.:Hiszpania
Obsada:Irene Visedo, Gustavo Salmerón, Ariel Castro, Ricardo Trenor
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dla jednych clou horroru sprowadzać się będzie do krwawych i emocjonujących konfrontacji człowieka z różnego rodzaju istotami nadprzyrodzonymi – zombie, wampirami, demonami, wilkołakami... Inni filmową makabrę oglądają właśnie dla... makabry, czyli dla bebechów i strug krwi. Są także tacy, którzy istotę gatunku widzą w takich pojęciach jak klimat, atmosfera, suspens czy napięcie. Ale produkcje takich tuzów światowego kina jak Polański, Kubrick czy Hitchcock udowadniają, iż tematem najbardziej intrygujących, a tym samym, najmocniej zapadających w pamięć filmów grozy są ludzkie fobie, lęki i obsesje. „La Senda” Miguela Ángela Toledo w jakimś stopniu nawiązuje do najmroczniejszych obrazów wyżej wymienionych mistrzów. Hiszpański reżyser bowiem, podobnie jak Polański w „Repulsion”, ujmując historię w karby kina gatunków pokusił się o dość sugestywne studium rozpadu osobowości

Raúl jest światowej sławy szachistą. Sukcesy w kolejnych turniejach nie czynią jednak mężczyzny szczęśliwym. Ana, jego żona, chce bowiem wraz z synem od niego odejść. W akcie desperacji bohater prosi swych najbliższych, by najbliższe święta we troje spędzili w niewielkim domku położonym w Pirenejach. Odosobnienie, brak dostępu do mediów oraz niemalże bajkowy krajobraz sprawiają, iż relacje między małżonkami znowu zaczynają się zacieśniać. Z czasem jednak pewne drobiazgi – słowa, reakcje, zachowania czy niedomówienia – uzmysławiają, iż Raúl ukrywa coś przed rodziną. Sytuacja wymyka się spod kontroli, kiedy bohater odkrywa, iż jego żona może mieć romans z jednym z tubylców.

„La Senda” nie jest jednym z tych horrorów, które porażają dynamiką akcji, skalą okrucieństwa czy nasyceniem efektów specjalnych. Nie straszy w nich ani nadnaturalne zło, ani zamaskowany psychopata bestialsko szlachtujący swe ofiary. Obraz Toledo od samego początku stara się uwieść widza konsekwencją w prowadzeniu narracji oraz nastrojem, który buduje z jednej strony surowość i piękno zimowej aury, z drugiej zaś nieuchronność nadciągającej katastrofy. Nie bez kozery wspominam o scenerii, w której rozgrywa się akcja filmu „La Senda”. W przypadku produkcji Toledo jest ona, moim zdaniem, równie ważnym elementem świata przedstawionego co bohaterowie. Nie stanowi tylko tła dla ich działań, lecz w pewnym sensie je prowokuje, pełni funkcję katalizatora, dzięki któremu poznajemy prawdziwą naturę najważniejszej z filmowych postaci.

Aby uzyskać efekt zaskoczenia i wywołać w nas, widzach, wrażenie obcowania ze światem zbudowanym na fundamencie natręctw i paranoi głównego bohatera, filmową opowieść twórcy musieli podporządkować pewnej strategii narracyjnej. „La Senda” to kino gatunkowe, nie mogła więc być ona nadto skomplikowana – z jednej strony zbudowano ją na fundamencie niedopowiedzeń i dwuznaczności (nie zostaje nam wyjawione, co tak naprawdę stało się z głównym bohaterem filmu), z drugiej zaś na kreowaniu filmowego uniwersum w oparciu o liczne przeciwieństwa. Szczególnie interesujący wydaje się drugi chwyt, bo koncentruje się na osobowości głównego bohatera. Raúl jest szachistą, a więc kimś, kto kojarzy się z analitycznym i racjonalnym podejściem do świata. To człowiek sukcesu – nie obca jest mu sława, jego rodzinie nie brakuje pieniędzy. Twórcy filmu dość jednoznacznie dają do zrozumienia, iż mężczyzna to osoba inteligentna, wyrafinowana i obyta ze światem. Szczęście jednak bardzo często okazuje się iluzją – Raúl cierpi, nie potrafi poradzić sobie z przejmującymi nad nim kontrolę fantasmagoriami, czym krzywdzi zarówno siebie jak i rodzinę. Nie potrafi obdarzyć najbliższych miłością, co więcej, wzbudza w nich strach. Nie potrafi budować, jego żywiołem jest destrukcja. Zupełnie innym człowiekiem jest Samuel, autochton, w którym Raúl widzi konkurenta. Mieszka z dala od skupisk ludzkich, żyje z pracy fizycznej, szybko jednak dzięki ciepłu, wyrozumiałości i poświęceniu zdobywa sympatię żony i syna głównego bohatera. Kolejne przeciwieństwa tyczą się miejsca i czasu. Jak wspomniałem wyżej akcja dzieje się w niemalże bajkowej scenerii. Podobnie rzecz ma się z czasem – Raúl i jego rodzina przyjechali w Pireneje świętować Boże Narodzenie, dla wielu okres niemalże magiczny. W filmie Toledo, jak łatwo się domyśleć, nie ma jednak nic ani z bajki, ani z magii. Rodzinne święto przeradza się w tragedię, zaś biel śniegu boleśnie kontrastuje z czerwienią krwi.

Mogłoby się wydawać, iż realizację kameralnego, bo rozpisanego na czterech aktorów dramatu, udać się powinna każdemu filmowcowi. Wszak posłanie w odludne miejsce kilkorga ludzi, z których jeden, eufemistycznie rzecz ujmując, jest emocjonalnie niestabilny, to filmowy samograj. Wiadomo, że „psychiczny” jest tykającą bombą, która w pewnym momencie musi wybuchnąć, a to nadać może wydarzeniom tylko większego dramatyzmu. U Toledo jednak czarnym charakterem nie jest wszechmocny psychopata szukający satysfakcji w szlachtowaniu wszystkich, którzy nawiną mu się pod maczetę. Jak wspomniałem wyżej, Raúl to zwykły człowiek, który nie potrafi poradzić sobie z dręczącymi go urojeniami. Filmowa opowieść nie mogła więc sprowadzać się do epatowania okrucieństwem. By uczynić historię wiarygodną, twórcy musieli osadzić ją w rzeczywistości ukazanej z perspektywy kogoś takiego jak Raúl – niby normalnej, takiej jaką otoczeni jesteśmy na co dzień, a jednak podszytej niepokojem i narastającym lękiem, bo zwiastującej nieuchronną katastrofę. Zamysł ów w dużej mierze udało się wprowadzić w czyn. Początek filmu jak i jego koniec intrygują, zmuszają do pomyślunku, a tym samym prowokują do pytań (najbardziej do myślenia daje fabularna pętla, jaką reżyser spiął filmowa akcję w „La Senda”). Gorzej jest ze środkiem historii. Tę twórcy oparli tylko na dwóch wątkach – niechęci głównego bohatera do syna oraz rzekomej zdrady jego żony. Zbyt dużo w tym dramatu obyczajowego, zbyt mało napięcia charakterystycznego dla kina z pogranicza horroru i thrillera.

Tego typu kino jak „La Senda” Miguela Ángela Toledo udowadnia, iż horror niejedno na oblicze. I nawet biorąc pod uwagę to, iż hiszpańskiej produkcji daleko do doskonałości, optymizmem napawa, iż dla co poniektórych filmowców gatunkowe schematy mogą być inspiracją do twórczych poszukiwań i realizacji niebanalnych obrazów.

Screeny

HO, PATH, THE a.k.a La Senda HO, PATH, THE a.k.a La Senda HO, PATH, THE a.k.a La Senda HO, PATH, THE a.k.a La Senda HO, PATH, THE a.k.a La Senda HO, PATH, THE a.k.a La Senda

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intryguje od samego początku
+ nieźle sfotografowany i zagrany film
+ daje do myślenia, nie pozostawia obojętnym
+ zmusza do poszukiwań własnych interpretacji
+ sporo smaczków dla widza, który lubi wgłębić się w filmowa historię
+ sceneria, w której rozgrywa się akcja

Minusy:

- środkowa część filmu – zbyt dużo miałkiej obyczajowości, zbyt mało niechby nawet najsubtelniejszej grozy

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -