Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ANTIVIRAL

ANTIVIRAL

Antiviral

ocena:8
Rok prod.:2012
Reżyser:Brandon Cronenberg
Kraj prod.:Kanada / USA
Obsada:Caleb Landry Jones, Sarah Gadon, Malcolm McDowell, Douglas Smith, Nicholas Campbell
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Naśladowanie znanych osób jest powszechne. Nikogo już nie dziwi to, iż fani starają się upodabniać do swych idoli - farbują włosy, noszą szkła kontaktowe, ubierają się identycznie a nawet korzystają z takich samych przedmiotów codziennego użytku. Trochę śmieszy, a po trosze zdumiewa zapał, z jakim admiratorzy gwiazd szukają po nich pamiątek – za kosmyk włosów Michaela Jacksona na jednej z aukcji zapłacono 11 tys. dolarów, zaś za część fryzury Johna Lennona ktoś wyłożył – bagatela - 24 tys. funtów. Kiedy jednak ludzie, by stać się takimi samymi jak ich idole, decydują się na operacje plastyczne i drakońskie diety, rodzi się pytanie o to, jak daleko zdecyduje posunąć się fan, by upodobnić się do ubóstwianego celebryty. Odpowiedzią na tak postawione pytanie może być film „Antiviral” Brandona Cronenberga, syna cenionego i wielokrotnie nagradzanego Davida Cronenberga.

Syd March jest konsultantem w jednej z klinik sprzedających choroby, na które zapadają najbardziej wzięte gwiazdy show biznesu. Ludzie chcą być jak najbliżej swych ulubieńców, dlatego też pragną mieć w swych organizmach te same wirusy co gwiazdy. Celebryci bardzo chętnie użyczają swych ciał, by pobrane przez specjalistów próbki opatentować i sprzedać. Z czasem dowiadujemy się, iż March wykrada próbki „gwiazdorskich” bakterii i wirusów, by dostały się one w „krwiobieg” czarnego rynku. A jedynym sposobem na to, by oszukać procedery bezpieczeństwa obowiązujące w klinice, jest wstrzyknięcie sobie zakażonej substancji. Pewnego dnia Syd zaraża się chorobą Hannah Geist - jednej z najsłynniejszej celebrytek. Dzień później kobieta umiera. Przerażony bohater zaczyna poszukiwać leku na nieznaną chorobę.

Sposób, w jaki główny bohater „szmugluje” ukradzione próbki, determinuje konstrukcję filmu. Początkowo Syd March martwi się tylko tym, w jaki sposób „wyodrębnić” chorobę ze swego organizmu oraz przekazać efekt swojej pracy człowiekowi zajmującemu się dystrybucją „nielegalnych” wirusów. Z każdym zakażeniem jego organizm staje się coraz słabszy, co powoduje, iż bohater przestaje radzić sobie z przeciwnościami losu. A tych ze względu na proceder przez niego uprawiany zaczyna lawinowo przybywać. March będzie musiał radzić sobie nie tylko z pogarszającym się stanem zdrowia, lecz także z licznymi kontrolami w klinice, czyhającymi na jego życie gangsterami oraz konkurencją gotową na każdy czyn, byleby dostać próbkę „celebryckiego” wirusa, którego nie ma jeszcze na rynku.

Najważniejszym bohaterem filmu Cronenberga nie jest wcale pojedynczy protagonista ani jakaś mniej lub bardziej precyzyjnie zdefiniowana zbiorowość, a pustka wyzierająca ze wszystkich przejawów kulturotwórczej działalności człowieka. Z jednej strony mamy Syda Marcha - człowieka wydrążonego, bo pozbawionego osobowości i jakiegokolwiek życia poza pracą – oraz otaczających go ludzi, którzy wyzbywszy się siebie jak tylko to możliwe, starają się „wejść w buty” uwielbianego idola. Po drugiej stronie barykady mamy rzeczonych gwiazdorów – wykreowanych przez media celebrytów, mega gwiazd, których uwielbienie przypomina kult religijny. Co ważne, owi półbogowie niczego nie tworzą, ludzką wyobraźnię podsycają starannie zaaranżowanymi skandalami, dzięki którym mogą nieustannie istnieć w przestrzeni medialnej. Gdzieś umieścić można ludzi, których nie stać na zbliżenie do swojego ulubieńca poprzez przeszczep skóry czy zakażenie się „gwiazdorską” chorobą. Ci „żywią się” starannie przygotowaną papką, którą wypełnione są elektroniczne media. Nie potrafią rozmawiać o niczym innym, jak o kolejnym skandalicznym wydarzeniu, w którym udział brała będąca na topie gwiazda. Podobnymi personami są ci, którzy ową cyfrową papkę kreują i dystrybuują. Ich życie „wypełnione” jest „pracą”, a więc nieustanną gonitwą za tym, jak podsycać zainteresowanie milionów „życiem” ich ulubionych gwiazd.

„Antiviral” nie należy do filmów łatwych w odbiorze. Nie jest to także kino, które bez problemu da się zaszufladkować podług gatunkowych klasyfikacji. Z jednej strony Cronenberg stworzyć chciał wzorcowy body horror, a więc kino definiujące człowieka jako istotę całkowicie zależną od swej cielesności, z drugiej zaś obraz będący komentarzem do zjawiska jak najbardziej nam współczesnego, mianowicie wyzbywania się swojego ja na rzecz upodobnienia do wirtualnych, bo funkcjonujących tylko w rzeczywistości medialnej idoli. Niewiele w „Antiviral” horroru, za to bardzo dobrze wyszedł Cronenbergowi portret coraz bardziej atomizującego się społeczeństwa, którego członkowie kontakty z żywymi ludźmi zastępują interakcją z ich cyfrowymi odpowiednikami. Filmowi fani nie tylko śledzą donoszenia medialne o swoich ulubieńcach, nie tylko wpatrują się w ich gigantyczne podobizny, ale wstrzykują sobie zarazki pobrane z zainfekowanych organizmów gwiazd, zastępują swoją skórę fragmentami ich ciała, wreszcie w licencjonowanych restauracjach jedzą potrawy, których głównym składnikiem jest mięso wyhodowane na bazie DNA idoli. To oczywiście fikcja, która wcale nie musi się ziścić. Z drugiej strony, trudno odmówić analizie Cronenberga choćby cienia wiarygodności wziąwszy pod uwagę to, co dzisiaj ludzie gotowi są uczynić, by pokazać światu swoje oddanie gwieździe show biznesu.

Nie znaczy to jednak, iż elementy horroru w „Antiviral” funkcjonują na zasadzie przysłowiowego kwiatka do kożucha. Z jednej strony Croneneberg stara się, by jego wizja świata była jak najbardziej przekonująca. Nie ma w niej nic nadprzyrodzonego. Rekwizytorium science-fiction zapożyczone zostało z fantastyki bliskiego zasięgu. Ale siła oddziaływania odmiany kina grozy zwanej body horror polega właśnie na jak najwierniejszym odwzorowaniu tego, co w naszym świecie istnieje, a czego z wielu względów nie dostrzegamy lub nie chcemy dostrzegać. O nieśpiesznym tempie akcji w „Antiviral” już pisałem. Cronenberg nie stara się przypodobać widzowi – jego film opiera się na długich, często statycznych ujęciach. Co ważne, uniwersum, w którym egzystuje bohater to zamknięte przestrzenie, a tych nie da się pokazać inaczej jak za pomocą planów prezentujących wszystko w sposób fragmentaryczny. Dzięki takiemu konceptowi formalnemu twórcom udało się przedstawić nie tylko ograniczenia, jakim podlegać muszą ludzie w stechnicyzowanej rzeczywistości, lecz także przemiany ciała poddawanego nieustannym eksperymentom. Metamorfoza głównego bohatera ma charakter zarówno dosłowny jak i symboliczny. Zakażanie organizmu kolejnymi wirusami i szczepami bakterii powoduje, iż ciało Syda Marcha zaczyna się buntować. Reżyser nie szczędzi zbliżeń, by pokazać cierpienie mężczyzny. W sposób nieoceniający, a tym samym naturalistyczny, unaocznia, do czego zdolni są ludzie, by wyzbywając się siebie, upodobnić się do kogoś, kto rzekomo jest ideałem, niemalże bóstwem. Ale mam wrażenie, iż Cronenbergowi nie chodziło tylko i wyłącznie o filmową analizę wpływu celebrytów na rzeszę anonimowych odbiorców kultury. Ludzie zmieniają się nie tylko pod wpływem mody. W wielu z nich potrzeba metamorfozy wynika z głębokiej niewiary we własną wartość. Owo pragnienie zmiany w wielu przypadkach prowadzi do autodestrukcji, co nierzadko staje się pożywką dla scenarzystów (także i horrorów).

Tak jak pisanie o filmach Davida Cronenberga w kategoriach filmowego horroru zawsze było wielkim uproszczeniem, tak i film jego syna jest czymś więcej niż tylko futurystyczną opowiastką mającą nas przestraszyć albo zniesmaczyć. „Antiviral” to kino wręcz zmuszające widza do skonfrontowania dwóch rzeczywistości – filmowej i tej doświadczanej na co dzień – by stwierdzić, iż ta Cronenbergowska to niemalże lustrzane odbicie „realu”. I dlatego pełnometrażowy debiut filmowy młodego Kanadyjczyka niepokoi bardziej niż niejeden wypełniony okrucieństwem horror.

Screeny

HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL HO, ANTIVIRAL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intrygująca historia
+ oryginalność, co w horrorze jest rzadkością
+ wiarygodna wizja niedalekiej przyszłości
+ skłania do refleksji
+ przykuwające uwagę zdjęcia
+ sporo trafnych spostrzeżeń dotyczących zmian we współczesnym, uzależnionym od mediów społeczeństwie
+ ciekawie nakreślony, choć zdecydowanie antypatyczny bohater
+ kapitalne zakończenie

Minusy:

- zbyt długi
- mógłby być trochę bardziej drapieżny

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -