Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SPELLBINDER

SPELLBINDER

Czarownica

ocena:7
Rok prod.:1988
Reżyser:Janet Greek
Kraj prod.:USA
Obsada:Tim Daly, Kelly Preston, Rick Rossovich, Audra Lindley, Anthony Crivello, Rick Rossovich
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Lata 80-te to dla gatunku horroru czas rewolucji wyobraźni, w którym do głosu dochodzi pokolenie twórców, zaskakujące śmiałością obrazowania. W ten oto sposób dekada lat 80-tych zdominowana zostaje przez produkcje niezwykle krwawe, często prześcigające się w epatowaniu brutalnością. To właśnie wtedy rodzą się kultowe serie w rodzaju „Koszmaru z ulicy wiązów”, „Piątku 13-go”, czy „Hellraisera”. Ale obok tych powszechnie znanych tytułów, przemykają się chyłkiem filmy w rodzaju „Spellbinder” – horrory niepozorne, ale jednocześnie niezwykle urokliwe i opierające się „paradygmatowi gatunkowemu” swoich czasów.

Jeff Mills (Timothy Daly) to młody prawnik, który w swoim życiu nigdy się naprawdę nie zakochał. Pewnego wieczoru, na jednym z parkingów, wraz ze swoim kolegą Derkiem (Rick Rossovich), jest świadkiem sceny, podczas której inny mężczyzna znęca się nad piękną kobietą, imieniem Miranda (Kelly Preston). Reakcja może być tylko jedna – Jeff i jego przyjaciel bez wahania ratują dziewczynę z opresji. Miranda, nie mając się gdzie podziać, dostaje propozycję przenocowania w domu swego wybawiciela. Wkrótce, połączy ich płomienny związek, a Jeff po raz pierwszy zakosztuje prawdziwej miłości. Sielanka nie potrwa jednak długo, bo grupa tajemniczych osób, związana z kultem szatana, ‘zażąda’ zwrotu kobiety.

„Spellbinder” to jeden z tych zapomnianych B-klasowych horrorów schyłku lat 80-tych, który mógłby spokojnie rozpychać się łokciami wśród innych klasyków tamtej epoki. Jak na przedstawiciela „dekady krwi i makabry”, zdominowanej przede wszystkim przez slashery, obraz ten zaskakuje swą subtelnością. Początek filmu przypomina bardziej harlequinowskie romansidło niż produkcję grozy. Oto chłopak, wspinający się po szczeblach kariery, z dnia na dzień znajduje miłość swego życia, prawdziwy ideał. Są czułe wyznania, płonące świece i wreszcie konsumpcja związku. Jednak im głębiej zagłębiamy się w całą historię, tym więcej pojawia się niejasności, a pętla osaczenia zaciska się co raz mocniej. Prawdziwym majstersztykiem jest tu scena oblężenia przez satanistów domu, w którym ukrywają się Jeff i Miranda. Trupioblade twarze błyskające w oknach, wyginające się ściany i złowieszcze szepty to absolutna poezja. Widać tu gołym okiem, że Janet Greek, reżyserka, i Tracy Tormé, scenarzysta, terminowali wcześniej w telewizji, bo wykorzystali dostępne środki w sposób maksymalny, miejscami całkiem nieźle maskując niedostatki budżetowe. Unosząca się nad „Spellbinder” aura tajemnicy ma swój urok, choć nietrudno domyślić się końcowego twistu. Film ma jednak podwójny finał, a jego druga odsłona zaskakuje już nie na żarty. Część krytyków zarzuciła tej produkcji zbytnie podobieństwa do klasycznego brytyjskiego „The Wicker Man” z 1973 r. (i w istocie można się ich doszukać), lecz poetyka obrazu Greek jest na tyle odmienna, że raczej nie może być mowy o nadużyciu.

„Spellbinder” to horror okultystyczny z magią i romansem w tle. Mimo że ślizga się po schematach kina grozy i rekonstruuje pewne motywy, to robi to tak zgrabnie, że przyjemność płynąca z seansu jest bezdyskusyjna. Nie jest to jednak typowy przedstawiciel swojej epoki, bo szachuje zdecydowanie mocniej suspensem i klimatem tajemnicy niż bezgraniczną brutalnością. Ale oddać mu przy tym trzeba, że w kilku momentach trafiają się sceny dość makabryczne (vide podpalenie czy oględziny w kostnicy), zaś obnażone piersi Kelly Preston to osobny argument, przemawiający na jego korzyść. Pojawia się nawet humorystyczny akcent, ukłon w stronę uniwersum VHS, zilustrowany przez postacie dziewczyny-karateki i twardziela-komandosa, które trudno traktować inaczej, jak przez pryzmat puszczania oka do widza.

Film Janet Greek to uczciwa rozrywka z porządnym klimatem, będąca swoistym połączeniem „Fatalnego zauroczenia” Lyne’a i „Kultu” Hardy’ego. W kategorii cheesemovie jest to obraz udany do tego stopnia, że poprzez sprawną realizację, całkiem nieźle maskuje swą B-klasowość (na ile to oczywiście możliwe). Warto go wydobyć z odmętów zapomnienia, bo mimo pewnej naiwności, potrafi zaskoczyć i oczarować swą atmosferą.

Screeny

HO, SPELLBINDER HO, SPELLBINDER HO, SPELLBINDER HO, SPELLBINDER HO, SPELLBINDER HO, SPELLBINDER HO, SPELLBINDER HO, SPELLBINDER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat
+ ciekawe połączenie romansu, thrillera i horroru
+ nie jest to typowy przedstawiciel swojej epoki
+ sprawnie nakręcony
+ naprawdę dobrze się ogląda

Minusy:

- nieco naiwny

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -