Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ENTITY

ENTITY

Entity

ocena:5
Rok prod.:2012
Reżyser:Steve Stone
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Dervla Kirwan, Charlotte Riley, Branko Tomović, Oliver Jackson
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Żadna agencja wywiadowcza na świecie nie przyzna się do tego, ale zimnowojenne zbrojenia polegały nie tylko na stałym doposażeniu armii w coraz to wymyślniejszą i śmiercionośną broń, lecz także na badaniach nad postrzeganiem pozazmysłowym. Podobno Józef Stalin już na początku lat 50. XX wieku korzystał z usług telepatów, których zadaniem było przechwytywanie planów strategicznych, zakłócanie funkcjonowania urządzeń taktycznych (rakiet, samolotów, radia itp.), aż do neutralizacji na odległość broni nuklearnej. W latach 70. Amerykanie powołali do życia system „Remote Viewing”. Miał być on swego rodzaju parasolem chroniącym amerykańskie bazy wojskowe przed zakusami psychotroników ze Związku Radzieckiego (ponoć za dwudziestoletnie funkcjonowanie systemu amerykańscy podatnicy zapłacić mieli 20 mln. dolarów). Takie pojęcia jak wojna psychiczna czy szpiegostwo telepatyczne do dziś rozpalają wyobraźnię miłośników parapsychologii oraz wyznawców spiskowej teorii dziejów. Okazuje się, że także prozaików i filmowców. O „Podpalaczce” Stephena Kinga słyszał zapewne każdy fan literackiego horroru. Temat rzekomego wykorzystywania zdolności parapsychicznych do działań zbrojnych podjęli także Brytyjczycy w filmie „Entity”.

Trzyosobowa ekipa reporterska wraz z medium i rosyjskim przewodnikiem wyruszają w głąb syberyjskich lasów, by zbadać tajemnicę zbiorowej mogiły, w której pod koniec lat 90. XX wieku służby specjalne znalazły 34 niezidentyfikowane ciała. Na miejscu medium udaje się skontaktować z duchami osób, które tam zostały pochowane. To od nich spirytystka dowiaduje się, iż kilka kilometrów dalej znajduje się kompleks budynków, w których przez lata rosyjscy naukowcy prowadzili eksperymenty na ludziach obdarzonych zdolnością postrzegania pozazmysłowego. Tam członkowie ekspedycji odkrywają, iż nie wszystkie tajemnice tajnego laboratorium zostały przez Rosjan „zlikwidowane”.

Pomysł na film, jaki zrodził się w głowie jego twórcy, trzeba przyznać, był nader zacny. Osadzenie akcji w poprzemysłowym gmaszysku położonym w syberyjskich lasach, uczynienie bohaterami dziennikarzy zajmujących się parapsychologią oraz umiejscowienie fabuły w intrygującym kontekście mogło spowodować, iż „Entity” oglądałoby się jeśli nie z wypiekami na twarzy, to chociażby z emocjami towarzyszącymi obcowaniu z solidnym straszakiem. Do tego wszystkiego bowiem Stone dołożył duchy, postać medium kontaktująca się z nimi oraz historyczny smaczek bliski przede wszystkim nam, Polakom, a mianowicie charakterystyczny dla rosyjskich/radzieckich służb specjalnych sposób pozbywania się niewygodnych świadków.

Jednak już pierwsze minuty filmu uświadamiają, iż na jego realizację przebaczono bardo mało pieniędzy. O aktorstwie i wpływie tego talentu na kreowanie postaci pisać nawet nie wypada, bo horror nie jest tym rodzajem sztuki filmowej, w której kreacje aktorskie grają pierwsze skrzypce. W „Entity” zaoszczędzono na aktorach tyle, ile się dało. Podobnie rzecz się ma ze scenografią i przestrzeniami, w jakich rozgrywają się poszczególne wydarzenia. Rzadki lasek położony na obrzeżach którejś z brytyjskich metropolii nawet w oczach widza obdarzonego wyjątkowo bujną wyobraźnią nie będzie wyglądał jak syberyjska tajga. Nie do końca także wykorzystano potencjał fabrycznego gmaszyska imitującego rosyjskie laboratorium wojskowe, w którym „uczeni” przez lata przeprowadzali eksperymenty na ludziach posiadających parapsychiczne zdolności. Zawiodła tak naprawdę pomysłowość twórców – w środkowej części filmu dzieje się bardzo mało, bohaterowie eksplorują budynek i powoli poznają jego tajemnice. W międzyczasie poznajemy historię jednego z „pensjonariuszy” więzienia oraz naznaczoną tragediami przeszłość jednego z bohaterów. Reszta opowieści zasadza się na chwytach i trikach mających na celu co jakiś czas poderwać nas z fotela. Jedynie finał i zakończenie wybija się ponad przeciętność. W ostatnich minutach bowiem akcja nagle przyspiesza, bohaterowie zamiast uciekania przed nie wiadomo czym, stawiają czoła zagrożeniu, kilka ostatnich ujęć ze względu na swą pesymistyczną wymowę daje do myślenia, a tym samym wywołuje to, co w recepcji horroru jest najważniejsze – emocje.

Największą słabością filmu nie są ani papierowe postacie, ani niewykorzystany potencjał, jaki niewątpliwie tkwił w pomyśle na „Entity”. Tym co najbardziej irytuje w produkcji Steve’a Stone’a jest forma w jaką wtłoczono składające się na akcję wydarzenia. Na początku wszystko wydaje się być jasne i logiczne – bohaterami są dziennikarze, nic więc dziwnego, iż świecie filmowym dowiadujemy się tyle, ile zarejestrują należące do nich kamery. Zaraz później jednak konwencja mockumentary gdzieś znika i autorzy przechodzą do narracji klasycznej z perspektywą narratora wszechwiedzącego. Najzabawniejsze jest to, iż od czasu do czasu twórcy przypominają sobie to, w jak sposób zaczęli opowieść i znowu oglądamy wnętrze syberyjskiego laboratorium z punktu widzenia jednej z należących do reporterów kamer. Jakby tego było mało, by podkręcić napięcie Stone i spółka urozmaicają historię budzącymi grozę reminiscencjami, dzięki którym dowiadujemy się, co wydarzyło się w tajnym rosyjskiej placówce badawczej. Zamiast więc spójnej i konsekwentnie prowadzonej narracji, w „Entity” mamy do czynienia z formalną hybrydą – irytującą, ponieważ ocierającą się o producencki cynizm, a momentami nieudolną, bo spod warsztatowej fastrygi wychodzi toporne naśladownictwo.

Niektóre historie da się opowiedzieć za niewielkie pieniądze. Pokazanie czyjegoś szaleństwa albo konfrontacji z własnymi lękami i fobiami nie zawsze wiązać się musi ze spektakularnymi efektami specjalnymi czy zapierającą dech w piersiach scenografią. Sukces „Entity” autorzy filmu próbowali zbudować na dwóch filarach – oryginalności wątków składających się na fabułę oraz sposób ukazania miejsca, w którym rozgrywa się gros filmowych wydarzeń. I tak jak kształt pierwszego zależy tylko od pomysłowości twórców, tak na realizację drugiego potrzebne są już niemałe pieniądze. W filmie Stone’a zabrakło zarówno intrygujących treści stanowiących dopełnienie głównego wątku, jak i funduszy, dzięki którym tło akcji stanowiłoby atrakcję na tyle ciekawą, by przysłonić jego scenariuszowe mankamenty.

Screeny

HO, ENTITY HO, ENTITY HO, ENTITY HO, ENTITY HO, ENTITY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł na film
+ wstęp do głównej historii
+ niezłe, bo dość posępne zakończenie
+ koncept „opowieści w opowieści”

Minusy:

- papierowe postacie
- słabe aktorstwo
- zupełnie niewykorzystany potencjał tkwiący w pomyśle na film
- rażąca niekonsekwencja co do formy, w jaką „ubrano” historię
- mało interesująca środkowa cześć filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -