Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SENNENTUNTSCHI

SENNENTUNTSCHI

Sennentuntschi

ocena:8
Rok prod.:2010
Reżyser:Michael Steiner
Kraj prod.:Szwajcaria
Obsada:Roxane Mesquida, Nicholas Ofczarek, Andrea Zogg, Carlos Leal, Joel Basman, Hanspetter Muller, Daniel Rohr
Autor recenzji:Arleta Wojtczak
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pierwsze skojarzenie z kinem szwajcarskim? – Znawcy tematu być może wymienią tutaj nazwiska Alaina Tannera, Daniela Schmida lub…Kieślowskiego. Tym bardziej zaskakującym jest fakt, że twórcy z tamtego regionu wzięli na warsztat taki gatunek jak horror. A jednak, w 2010 roku światło dzienne ujrzała „Sennentuntschi”. Scenarzyści postawili w tym przypadku na takiego pewniaka, jakim jest legenda, co też zresztą okazało się być strzałem w dziesiątkę. Nie tyle bowiem przełożyli mit na potrzeby obrazu, co przetransponowali go w taki sposób, by wykorzystać maksymalnie tkwiący w jego symbolice potencjał.

Już pierwsze sceny i nawiązanie do złotego wieku horroru, kiedy to akcja ze współczesności przenosi się w lata siedemdziesiąte zapowiada, że będzie ciekawie. W tamten świat ery walki wpływów hipisów i disco przeprowadza widza jeden z bohaterów tragedii, która rozegrała się trzydzieści lat wcześniej. Tragedii, której główną osnową był mit o kobiecie stworzonej z miotły i słomy przez samotnych mężczyzn. I już w tym momencie podstępnie stawiane jest widzowi pytanie o to, kto właściwie zawinił. Uprzedmiotawiający kobiece ciało mężczyźni czy też może ofiara sama bezlitośnie wykorzystała swoją pozycję, by móc oddać się orgii zbrodni? W końcu pamiętać należy, że miała ona być personifikacją zła. Wątek demona w kobiecej skórze skądś już znamy tym bardziej, że do akcji oczywiście wkracza kapłan, pragnący w zgodzie z naukami swojej wiary zneutralizować zło czyhające, by przy pierwszej nadarzającej się okazji dosięgnąć swoimi mackami bezbronnych parafian.

Trójka bohaterów pod wpływem samotności pogłębionej absyntem przywołuje postać mitycznej morderczyni . W czasie, kiedy w górach wypełniają się słowa mitu, w położonej w dolinie wiosce dochodzi do serii niepokojących wydarzeń. Na głos swojego piastuna dusz parafianie postanawiają wymierzyć sprawiedliwość demonicznej istocie, jaka nawiedziła ich okolicę. Opowieść nie byłaby pełna, gdyby do akcji nie wkroczył romantyczny rycerz w lśniącej zbroi. Ten jednak, nie dość, że zdaje się nie dawać wiary zbiorowej histerii, to jeszcze zakochuje się w sprawczyni całego zła. Teraz już historia płynie sama. I robi to na tyle wartkim nurtem, iż pomimo że film trwa dwa razy dłużej, niż standardowe obrazy, ogląda się go z niekłamaną przyjemnością. Na szczęście, bowiem często bywa tak, że kiedy obraz zbudowany zostaje na budzącej grozie legendzie, to już realizacja jest w stanie wystraszyć co najwyżej działaczki kółek różańcowych. Tym razem wreszcie straszy, a pamiętać należy, że powstał w krainie nie mającej w tym kierunku praktycznie żadnych tradycji. Co cieszy tym bardziej, że robi to w niebanalny sposób. W ramach dygresji radują się również oczy estetów, bo zdjęcia szwajcarskim Alp są doprawdy rewelacyjne.

Cieszy nie tylko oglądanie, ale i sama realizacja. Wątek romantyczny zbudowany został na tyle szorstko, że nie razi, a wręcz nadbudowuje kolejne konteksty. Podobnie cała reszta postaci . W odróżnieniu od kina, które fundują nam największe wytwórnie nie są one ani lukrowate, ani tym bardziej piękne. Każdy z bohaterów walczy nie tylko z demonem, który pojawił się z zewnątrz, ale i swoim własnym, hodowanym podskórnie przez lata, a ujawniającym się w tym krytycznym momencie. Każda z tych historii prawdopodobnie wystarczyłaby na fabułę kolejnych filmów, a niedopowiedzenia zamiast drażnić, dodatkowo rozbudowują aurę grozy.

Niewiele jest też obrazów, gdzie oglądać można tak prawdziwe i bezpruderyjne studium mitycznego lęku przed kobietą. Uwolniony mizoginizm kieruje się ku postaci zdawać by się mogło najbardziej bezbronnej. Oto bowiem uprzedmiotowiona postać dostaje konkretne rysy oraz poniekąd samą swoją obecnością odsłania sprawy, o których inni chcieli by zapomnieć. Co znamienne ci, którzy powinni mieć najwięcej do powiedzenia uparcie milczą. Niemy jest najmłodszy z bohaterów oraz główna postać wokół której toczy się fabuła. To właśnie oni są głównymi sprawcami wszystkich niedopowiedzeń, gdyż pozostali odtwarzają wydarzenia jedynie na bazie własnych doświadczeń. Znamienne o tyle, że tradycyjnie głosu pozbawiane są ofiary, a nie sprawcy.

Wszystko to wbudowane zostało w surowy, niemal ascetyczny krajobraz. Nie ma tu praktycznie zbędnych rekwizytów, czy nawet gestów. Szkoda jedynie, że reżyser nieco zachowawczo bał się pokazać nieco więcej zasłaniając się rozbudowaną fabułą. Bo choć długość filmu nie razi, trudno oprzeć się wrażeniu, że starał się tym samym wysubtelnić wątki, które mogłyby być przedstawione nieco mocniej. Na szczęście, można mieć jeszcze nadzieję, że kolejne obrazy okażą się jeszcze lepsze, a sama Szwajcaria dołączy do panteonu państw potęg horroru.

Screeny

HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI HO, SENNENTUNTSCHI

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ realizacja
+ zdjęcia

Minusy:

- za mało strachu w strachu
- brak kropki nad i

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -