Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:TURN OF THE SCREW, THE

TURN OF THE SCREW, THE

The Turn Of The Screw

ocena:4
Rok prod.:2009
Reżyser:Tim Fywell
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Michelle Dockery, Eva Sayer, Josef Lindsay, Edward MacLiam
Autor recenzji:Patryk Hertel
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Miłość ma różne oblicza. Czy to w dramacie, komedii romantycznej, czy nawet horrorze. Zdarzają się historie, w których główną siłą motoryczną jest głębokie i szczere uczucie, gdzie osoba obdarowująca miłością nie jest w stanie dostrzec cienkiej granicy między dobrem a złem. Po prostu szczerze kocha. Kocha jak dziecko.

Ann, młoda, około dwudziestoletnia kobieta, podejmuje pracę guwernantki w ogromnej posiadłości. Ma się tam opiekować dwójką dzieci, stale przebywającą na miejscu Florą, oraz Milesem zakwaterowanym na co dzień w szkole z internatem, przyjeżdżającym do domu w okresie wakacji. Kobieta nie jest specjalnie zaniepokojona faktem dużej rotacji wśród guwernantek. Tym, co najbardziej ją interesuje jest fakt, że zatrudniający ją Pan przybędzie do posiadłości, jeśli Ann będzie się należycie wywiązywać z powierzonych jej obowiązków.

Film Tima Fywella jest powstałą na potrzeby stacji telewizyjnej BBC, najnowszą ekranizacją gotyckiej noweli autorstwa Henry'ego Jamesa. Produkcja telewizyjna oznacza, że z założenia należy ostudzić swoje oczekiwania co do warstwy wizualnej filmu, jednakże w przypadku tego rodzaju historii oszczędność wszelkich efektów jest jak najbardziej na miejscu i w niczym nie obniża oceny filmu. Film ten w ogóle ogląda się bardziej jak dramat kostiumowy, niż jakiegokolwiek rodzaju film grozy. Ekranizacja jest poprowadzona zgodnie z duchem epoki o jakiej opowiada. Oszczędność jest tutaj wszechobecna, w akcji, grze aktorskiej i niestety w grozie też. Sama historia jest natomiast ciekawa, ale trochę zbyt oczywista. Nie ukrywam, że nie znam noweli Jamesa w jej pierwotnej wersji, opinie ludzi, którzy mieli okazję obejrzeć film po lekturze oryginału, nie pozostawiają cienia wątpliwości, że opowieść na potrzeby TV została bardzo spłycona. Mówi się nawet o niepotrzebnej łopatologii i trudno się z tym nie zgodzić. O ile przez pierwszą połowę filmu (tak to się szybko rozwija akcja...), można mieć nadzieję, że zasugerowana próba powrotu złych, czyli Quinta i Jessel, jest tylko zasłoną dymną dla dalece bardziej mrocznego oblicza młodego panicza Milesa, o tyle czar ten szybko pryska w dalszej części filmu. Pryska zdecydowanie za szybko. To jest właśnie moment, w którym film zaczyna się robić nudny i nic poza tym. Rzadko kiedy twórcom udaje się w tak skuteczny sposób zgasić zainteresowanie widza dalszymi losami bohaterów na ekranie. Mam wrażenie, ze widzowie, którzy wyłączyli projekcję po około godzinie (a pewnie wielu nie wytrwało tak długo), niczego nie stracili, bowiem wszystko już zostało im przedstawione.

Szkoda, że produkcja BBC poszła w tym kierunku. To, że w filmie nie ma za grosz grozy, można jeszcze jakoś zrozumieć. Nie był to film mający z założenia zarobić na siebie przyciągając do kin rzesze widzów. Został nakręcony przez bogatą stację telewizyjną celem przybliżenia telewidzom klasycznego dzieła. Chwała im za to. Czemu zatem poszli po najmniejszej linii oporu? Zasadniczym punktem zaczepienia w całej historii, jest niecne wykorzystanie czystej miłości, prowadzące do zguby osoby owym uczuciem darzące. Sam zarys intrygi jest bardzo udany. Ogromna posiadłość na uboczu. Bogaty właściciel nie mający czasu na zajmowanie się dziećmi, dwulicowy „przyjaciel” znajdujący dla siebie prawdziwy raj, kiedy zostaje jedynym mężczyzną w wielkim babińcu, oraz dwoje niewinnych dzieci. Dwa chłonne umysły, dla których autorytet to co coś więcej niż rozterki moralne. Którym łatwiej jest zaufać silnemu „przyjacielowi” niż zastanawiać się nad istotą dobra i zła.

Dalece ciekawszym rozwiązaniem byłoby ukazanie Milesa, jako rzeczywiście zdeprawowanego przez Quinta młodego człowieka. To, na co z początku naprowadza nas fabuła filmu, okazuje się tylko chwilowym wybiegiem. Lepiej było spłaszczyć postać chłopca i sprowadzić go do roli naczynia, dla powrotu „złego”.

Po projekcji „The Turn Of The Screw” czuje się znużenie i niedosyt. Nie wiem jak wcześniejsze ekranizacje, ale najnowsza nie zachęca do kontynuowanie przygody z nowelą gotycką. Może zwyczajnie sama historia już trąci myszką? A może na potrzeby telewizji modyfikuje się wszystko włącznie z klasyką? Tak czy inaczej film horrorem nie jest, spokojnie mogą go obejrzeć nawet najbardziej płochliwi telewidzowie. Może o to właśnie chodziło...?

Screeny

HO, TURN OF THE SCREW, THE HO, TURN OF THE SCREW, THE HO, TURN OF THE SCREW, THE HO, TURN OF THE SCREW, THE HO, TURN OF THE SCREW, THE HO, TURN OF THE SCREW, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ stonowana realizacja gotyckiej opowieści
+ brak wizualnych fajerwerków i efektów robionych na siłę (to chyba mimowolna zasługa BBC)

Minusy:

- to jest dramat obyczajowy a nie horror, czyli zero grozy, napięcia czy czegokolwiek w tym kimacie
- spłaszczenie historii powodujące, że film szybko robi się niemiłosiernie nudny i oczywisty

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -