Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SPAWN

SPAWN

Spawn

ocena:2
Rok prod.:1997
Reżyser:Mark A.Z. Dippé
Kraj prod.:USA
Obsada:Michael Jai White, John Leguizamo, Nicol Williamson, Theresa Randle, Martin Sheen
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Trudno sobie wyobrazić świat komiksu bez Todda McFarlane’a. Pracując dla Marvel Comics współtworzył historie w takich seriach jak The Incredible Hulk, X-Men i Spider-Man. Wraz z Davidem Michelinie wymyślił postać Venoma, z którym Pająk toczyć musiał najsroższe boje. Po pewnych perturbacjach z Marvel Comics Kanadyjczykowi pozwolono wystartować z osobną serią przygód Człowieka-Pająka („Spider-Man”). Nie wszystkim jednak spodobało się nadanie „pajęczemu” uniwersum sznytu charakterystycznego dla koszmarnego snu z jego mrokiem, dziwacznością i moralną dwuznacznością. Otwarty konflikt z decydentami Marvel Comics spowodował, iż z wydawnictwa odeszło siedmiu scenarzystów i rysowników. W 1992 roku Todd McFarlane wraz z kolegami założyli własną „firmę” - Image Comics. Niedługo po tym światło dzienne ujrzało jego najsłynniejsze komiksowe „dziecko” – „Spawn”. Pięć lat trzeba było czekać na to, aby historia Ala Simmonsa – brutalna, pełna religijnych kontrowersji, z nader intrygującą panoramą na wpół szalonych postaci – zagościła na ekranach kin. 1 października 1997 roku to jedna z najczarniejszych dat jeśli chodzi o ekranizacje komiksów. Wtedy to bowiem premierę miała jedna z najgorszych adaptacji komiksu, jaką miałem okazję zobaczyć, właśnie „Spawn” w reżyserii Marka A.Z. Dippé.

Al Simmons jest jednym z najlepszych agentów amerykańskich służb specjalnych. Dla CIA wykonuje najbardziej ryzykowne zadania – skrajnie niebezpieczne, a przede wszystkim takie, których oficjalnie władze nigdy by nie zaaprobowały. Pewnego dnia jednak szef agencji, Jason Wynn, postanawia pozbyć się Simmonsa. Podczas akcji w Korei Północnej agent wpada w pułapkę. Ale zamiast umrzeć bohater trafia do... piekła. Tam zawiera umowę z diabłem o imieniu Malebolgia – będzie mógł wrócić na ziemię, jeśli jako generał poprowadzi piekielną armię przeciwko niebiańskim zastępom. Simmons zgadza się na takie warunki i jako Spawn wraca do świata żywych. Ten jednak zmienił się diametralnie – Amerykę zalewa gigantyczna fala przemocy, Jason Wynn przy pomocy piekła zmierza do zdobycia władzy nad światem, a jakby tego było mało, Wanda – żona głównego bohatera – pochowawszy męża poślubiła innego mężczyznę. Simmonsowi pozostała jedynie zemsta.

Podczas seansu „Spawna” siląc się na recenzencki obiektywizm, starałem się znaleźć w filmie niejakiego Marka A.Z. Dippé choćby jedną niewątpliwa zaletę. Niestety, jedynie ścieżka dźwiękowa towarzysząca obrazowi może się podobać, reszta z wizją piekielnych czeluści na czele zakrawa na kpinę. Grzechy, jakie podczas realizacji „Spawna” popełnił Dippé, można wyliczać w nieskończoność. Mnie jednak najbardziej zirytowała wręcz rażąca nieumiejętność opowiadania historii za pomocą obrazu. Film wydaje się zlepkiem ujęć, które byle jak, za pomocą tandetnego montażu sklecono w jedną całość. Gdyby nie kilka kwestii narratora z offu widz mógłby się pogubić w tym, co wspólnego ma jedna sekwencją z następną. Niby film ma jakiś wstęp, rozwinięcie i zakończenie, niby jego osią fabularną są perypetie głównego bohatera, niby fabułę Dippé podaną miał na tacy, to wszystko jednak opowiedziane jest w sposób chaotyczny i „masakrycznie” nieskładny. O takich aspektach filmowego dzieła jak aktorstwo, dialogi czy umiejętne rozpisanie postaci nie ma co pisać, bo zarówno Michael Jai White, Martin Sheen czy John Leguizamo nie zrobili nic, by ich postacie, co prawda przerysowane jak to w adaptacjach komiku, przykuwałyby uwagę. Spawn drewniany i bezpłciowy nie budzi ni grama emocji, Violator wypada niczym kretyn, zaś rola Sheena (Jason Wynn) ogranicza się do dwóch min – triumfu i porażki.

Jeśli wierzyć serwisowi IMDb, producenci na ekranizację „Spawna” wydali ok. 40 mln. dolarów. Podczas seansu zastanawiałem się, co pochłonęło taką „kupę” forsy. Film nakręcono w 1997 roku. Z tego okresu pochodzą chociażby „Titanic” Jamesa Camerona czy „Independence Day” Rolanda Emmericha. W obu efekty wizualne nawet dzisiaj, kiedy za pomocą animacji komputerowej można wykreować wszystko, wyglądają naprawdę dobrze, czego nie można powiedzieć o tych zastosowanych w filmie Dippé. Wizja czeluści piekielnych z ich tubylcami woła wręcz o pomstę do nieba (omen nomen). Każdy strach na wróble, które goszczą w niejednym horrorze, wzbudzają większy niepokój niż Malebolgia. Dzisiaj jego postać wywołuje już tylko salwę śmiechu. Podobnie rzecz się ma z bohaterem zagranym przez Johna Leguizamo – niby to miało być ucieleśnienie anarchii, ktoś, po kim spodziewać się można wszystkiego. Na postać Klauna aż nie chce się patrzeć, a jego alter ego, Violator, jest jak wszystkie postacie w obrazie Dippé – zabawny, by nie powiedzieć kuriozalny.

W jednym z wywiadów Todd McFarlane wił się niczym piskorz tłumacząc, dlaczego adaptacja „Spawna” wygląda tak a nie inaczej – a to, że ze względu na kontrowersyjność komiksu wielu treści nie dało się przemycić się do filmowej fabuły, a to że film kręcono z myślą o młodym widzu dlatego też producenci wymogli na scenarzystach (w tym i na McFarlanie), by całą historię jak najbardziej złagodzić. Z tego powodu w filmie pierwszych skrzypiec nie grają ani brutalny konflikt między dobrem a złem, ani wewnętrzna walka bohatera o zachowanie resztek człowieczeństwa. Niby świat pogrąża się w otchłani, a rządzić nim chcą takie indywidua jak Jason Wynn, ale w filmie nie ma tej atmosfery końca, jaki lada chwila ma nadejść. Za to sporo jest o wartości rodziny w życiu człowieka oraz o tym, co do niego wnieść mogą dzieci oraz małe pieski.

„Spawn” musi doczekać się kolejnej adaptacji, tym razem bezkompromisowej, pokazującej rozrysowane przez McFarlane’a uniwersum bez fabularnych ustępstw i bałwochwalczego wpatrywania się w target. To ma być film nie o bohaterze, lecz antybohaterze, o kimś, kogo walka z sobą pochłania tak samo intensywnie, jak pojedynki z najgroźniejszym piekielnym pomiotem. Zarówno on jak i cały świat balansować muszą na skraju szaleństwa, autodestrukcji i moralnego bezhołowia. Wtedy będzie to „Spawn” z prawdziwego zdarzenia. Tylko kto odważy się wyłożyć na taki film kasę?

Screeny

HO, SPAWN HO, SPAWN HO, SPAWN HO, SPAWN HO, SPAWN HO, SPAWN HO, SPAWN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ścieżka dźwiękowa
+ potencjał jaki tkwi w komiksie Todda McFarlane’a

Minusy:

- całość od a do ż – od aktorstwa po żenujące efekty specjalne

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -