Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:I, FRANKENSTEIN

I, FRANKENSTEIN

Ja, Frankenstein

ocena:2
Rok prod.:2014
Reżyser:Stuart Beattie
Kraj prod.:USA / Australia
Obsada:Aaron Eckhart, Bill Nighy, Yvonne Strahovski
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Podobnie jak doktor Frankenstein, Hollywood od dawna zajmuje się głównie wskrzeszaniem trupów. Żadna dochodowa postać czy uniwersum nie ukryją się przed sprytnymi producentami. Co mogło wyjść z połączenia motywów z powieści Mary Shelley, efektów CGI i scenariusza, który mógłby powstać podczas burzy mózgów dwóch gimnazjalistów? Dokładnie to, czyli "Ja, Frankenstein" − prawdopodobnie najgłupszy film z potworem Frankensteina, jaki kiedykolwiek nakręcono.

W zasadzie na tym mógłbym skończyć recenzję. Jeśli po obejrzeniu trailerów, plakatów i lekturze mojego wstępu dalej nie wierzycie, że ten film to tylko bezczelny skok na kasę, to prawdopodobnie nie przekona Was nic poza samym seansem. W zasadzie nie zamierzam niczego odradzać − jeśli traficie na pokaz w rozsądnej cenie albo kupicie DVD z przeceny, to prawdopodobnie szybko o tym zapomnicie, a wyrzuty sumienia nie będą zbyt silne. Poza tym "Ja, Frankenstein" jest na swój sposób filmem pouczającym, pokazuje bowiem, że absolutnie nie powinno się rozwijać powszechnie znanych historii z morałem w banalne scenariusze dla kina akcji.

Doktora Frankensteina praktycznie w filmie nie uświadczymy, za to stworzone przez niego monstrum jest tu rzecz jasna najważniejszą postacią. W ogromnym skrócie − nasz bohater zostaje wbrew swojej woli wplątany w walkę między siłami dobra i siłami ciemności, które od wieków toczą spór o ludzkie dusze. Żeby zapewnić sobie święty spokój, będzie musiał zwyciężyć Najgorszego z Najgorszych, księcia Naberiusa (w tej roli Bill Nighy, specjalista od komedii), stając u boku idiotów w walce przeciwko innym idiotom.

W filmie nie ma praktycznie ani jednej niezapominalnej postaci. Brakuje też ciekawych scen czy pomysłów, których widz nie zdołałby przewidzieć na parę(dziesiąt) minut przed tym, zanim zostaną pokazane. Dialogi są albo funkcjonalne, albo do bólu naładowane bezczelną ekspozycją − postaci non stop mówią do siebie rzeczy, które powinny być dla nich oczywiste. Wszystko po to, żeby widz nie zagubił się w fabule, która i tak jest prawdopodobnie jedną z najbardziej przewidywalnych w historii kina.

Efekty specjalne w tym przypadku można uznać za sedno filmu. Mnie osobiście nie ruszyły. O ile nie jesteście wygłodzonymi miłośnikami CGI, ewentualnie nie przespaliście ostatnich 15 lat rozwoju kina i nie widzieliście nigdy "Awatara", to Was również nic tutaj nie zachwyci. Gorzej, może za to rozbawić w najmniej odpowiednim momencie.

Czy "Ja, Frankenstein" posiada jakiekolwiek zalety? Obawiam się, że nie. Jednocześnie nie jest to film tak obezwładniająco zły, by stawał się zabawny. Jego największą wadą jest to, że tylko okazjonalnie budzi jakiekolwiek emocje. Raz czy dwa uśmiechnąłem się z zażenowaniem, parę razy westchnąłem, ale koniec końców niczego z seansu nie wyniosłem. Możliwe, że fani tego rodzaju produkcji mimo wszystko znajdą w nim choć śladowe ilości rozrywki − ale nikomu takiej gwarancji dać nie mogę.

Screeny

HO, I, FRANKENSTEIN HO, I, FRANKENSTEIN HO, I, FRANKENSTEIN HO, I, FRANKENSTEIN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ widywałem gorsze filmy − ale one przynajmniej mnie bawiły

Minusy:

- brak emocji
- zapominalne postaci
- przewidywalna fabuła
- efekty specjalne zawodzą

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -