Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LOVELY MOLLY

LOVELY MOLLY

Lovely Molly

ocena:8
Rok prod.:2011
Reżyser:Eduardo Sánchez
Kraj prod.:USA
Obsada:Gretchen Lodge, Alexandra Holden, Johnny Lewis, Lauren Lakis
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Jaki element gatunkowej układanki decyduje o tym, iż oglądany na ekranie horror całkowicie pochłania naszą uwagę? Moim zdaniem jest to intrygująca historia, w której jedną z najważniejszych ról odgrywają podsycające wyobraźnię niedopowiedzenia. Akt zawieszenia niewiary - w recepcji kina grozy kwestia przecież fundamentalna – dokonuje się jedynie wtedy, gdy zaabsorbowani interesującą opowieścią nie kwestionujemy prawdopodobieństwa żadnego ze składników jej świata przedstawionego. W poniższej recenzji spróbuję przekonać do tego, iż najnowszy film Eduardo Sáncheza, „Lovely Molly”, taką właśnie opowieścią jest.

Ze względu na kłopoty finansowe Molly, główna bohaterka filmu, wraz mężem zmuszona zostaje do zamieszkania w domu, w którym wychowała się i dorastała. Pewnej nocy świeżo upieczonych małżonków budzi alarm zamontowany w domu. Przerażeni odkrywają, iż kiedy oni spali, ktoś przebywał w ich mieszkaniu. To pierwsze z serii niezwykłych wydarzeń, których doświadczą bohaterowie. Każde sprawia, iż Molly, coraz bardziej przerażona, zamyka się w świecie urojeń i fantasmagorii. Kolejne zdarzenia sprawiają także, iż młodzi ludzie, ledwie związani przysięgą małżeńską, zaczynają oddalać się od siebie. Wreszcie Molly, przez nawiedzający ją koszmar, zostanie zmuszona do stawienia czoła tragedii, jakiej doświadczyła w dzieciństwie.

Od bardzo dawna żaden współczesny horror nie przykuł mojej uwagi tak mocno jak „Lovely Molly” Eduardo Sáncheza. Nie pamiętam także, seansowi którego filmu grozy towarzyszył tak silny ładunek napięcia i niepokoju. A przecież nie jest to produkcja, której twórcy założyli sobie, iż za wszelką cenę będą musieli widza przerazić ogromem bestialstwa czy hordami krwiożerczych bestii. „Lovely Molly” to wręcz antypody współczesnego horroru, obraz, którego najważniejszym elementem nie jest dynamiczna i pełna zaskakujących wolt akcja, a wnikliwe studium zachowania kobiety, która nie mogąc poradzić sobie z demonami przeszłości niszczy wszystkie związki, jakie dotąd udało się zbudować.

Eduardo Sánchez wiele zaryzykował budując opowieść w „Lovely Molly” na fundamencie gatunkowej nieoczywistości oraz wieloznaczności filmowego przekazu. Bo czy produkcja Sáncheza to na pewno horror? Bohaterce po latach wracającej do rodzinnego domu wydaje się, że widzi kogoś, kto od dłuższego czasu żyć nie powinien. Co więcej, ten ktoś w przeszłości całej jej rodzinie wyrządził ogromną krzywdę. Dziewczyna w najbliższych nie znajduje oparcia, bo ci w jej historię o duchu nie wierzą. Pragną jej pomóc, ale nie w taki sposób jaki chce bohaterka. Molly coraz bardziej samotna „pocieszenie” znajduje w narkotykach. Przy tej okazji dowiadujemy się, iż jakiś czas, by odgrodzić się od traumatycznej przeszłości, sięgała po heroinę o mało nie przypłacając tej „przygody” życiem. Gdzie w tym horror? W odpowiedzi na to pytanie tkwi klucz do zrozumienia filmu Eduardo Sáncheza. Do samego końca reżyser trzyma nas w niepełności co do tego, czy widzenia Molly mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, czy są tylko jej urojeniami wywołanymi przez psychozę. Co więcej, w świat dziewczyny wkrada się chaos, destrukcja. Z czasem bohaterka przestaje się kontrolować. Nie potrafi otrząsnąć się z coraz bardziej „zagarniającej” jej umysł przeszłości, dlatego ulega jej, czego skutkiem staje się zadawanie sobie oraz innym bólu, niszczenie więzi z ludźmi oraz ucieczka w narkotyczny trip.

Trudno konstruktywnie odnieść się do filmowej opowieści zabudowanej na niejednoznaczności, niedopowiedzeniach oraz gatunkowej nieoczywistości. Sánchez w taki a nie inny sposób konstruując historię zawierza wyobraźni, wrażliwości a także intelektowi widza. Nie podaje na tacy gotowego rozwiązania, zmusza odbiorcę do poszukiwań interpretacji i odpowiedzi na pytanie, dlaczego bohaterka postępuje tak a nie inaczej. Nietrudno nakręcić film z nielinearną fabułą, a przy tym zagmatwany, naszpikowany tajemnicami i nie wiadomo jak rozbudowanymi metaforami, z czytelną intencją autora, aby do „odkrywczej” formę adresat dzieła sam dopowiedział sobie treść. Świat w „Lovely Molly” zbudowany został z żelazną logiką i budzącą zaufanie konsekwencją. Nic w nim nie zgrzyta i gdyby nie wizje oraz lęki głównej bohaterki nadające filmowi nimb kina grozy, produkcję Sáncheza oglądałoby się niczym dające do myślenia kino obyczajowo-psychologiczne. Co więcej, świat głównej bohaterki – skomplikowany, bo pokazany z perspektywy kogoś, kto przeżył prawdziwą traumę – pokazany został za pomocą bardzo prostych środków. Kamera nieustannie towarzyszy bohaterom, amerykańską prowincję pokazując jakby mimochodem. Od czasu do czasu reżyser daje się wypowiedzieć swojej bohaterce – Molly ratując się przed szaleństwem zjawę jej towarzyszącą próbuje uchwycić za pomocą kamery cyfrowej. Później urządzenie to staje się swojego rodzaju kroniką dokumentującą pogarszający się stan bohaterki. Owa prostota użytej przez Sáncheza formy nadaje filmowemu przekazowi mocy i oraz czyni go nader wiarygodnym.

Niezwykle ważnym składnikiem świata przedstawionego w „Lovely Molly” jest galeria bohaterów drugoplanowych. Mam tu na myśli męża i siostrę głównej bohaterki oraz zainteresowanego kłopotami Molly duchownego. Dla nich dziewczyna była tytułowa „kochaną Molly”, kimś bardzo cennym, bez kogo wymieniona trójka nie wyobrażała sobie życia. Dlatego też relacje między bohaterami – bardzo złożone i nierzadko trudne do nazwania – czynią sytuacją, w której znalazła jeszcze się jeszcze bardziej przejmującą i prawdziwą, a tym samym zapadającą głęboko w pamięć.

Gdybym nazwał „Lovely Molly” drugim „Rosemary's Baby”, zapewne zbesztany zostałbym mocno za kalanie klasyka autorstwa Romana Polańskiego. Kreacja Gretchen Lodge nijak ma się do fantastycznej roli Mii Farrow, a filmowi Sáncheza zdecydowanie bliżej do horroru niż cudownie wymykającemu się gatunkowej przynależności „Rosemary's Baby”. Oba jednak filmy mają wspólną cechę – zostawiają widza z jednej strony skonfundowanego, bo nie wyjaśniono wszystkich zawartych w filmie tajemnic, z drugiej zaś zaintrygowanego oglądaną przed chwilą historią. Dzieła nie pozostawiają obojętnymi i wymuszają wręcz na odbiorcy interpretację wszystkich niejasności. Czego chcieć więcej od kina?

Screeny

HO, LOVELY MOLLY HO, LOVELY MOLLY HO, LOVELY MOLLY HO, LOVELY MOLLY HO, LOVELY MOLLY HO, LOVELY MOLLY HO, LOVELY MOLLY HO, LOVELY MOLLY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intrygująca, pełna niejednoznaczności historia
+ przez niedopowiedzenia momentami straszna
+ wiarygodny portret młodej kobiety, w której życie wkrada się chaos
+ odwołanie się do wyobraźni i wrażliwości widza
+ świetne zakończenie i dopełniającym dawkę grozy epilogiem
+ dobra rola Gretchen Lodge
+ kilka naprawdę mrożących krew w żyłach scen

Minusy:

- nie zauważyłem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -