Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WHEN THE LIGHTS WENT OUT

WHEN THE LIGHTS WENT OUT

When the Lights Went Out

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Pat Holden
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Kate Ashfield, Steve Waddington, Tasha Connor
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Opatrzenie horroru sformułowaniem „historia oparta na prawdziwych wydarzeniach” musi budzić nie lada skonfundowanie. Bo jakże to, opowieści o duchach, nawiedzeniach, opętaniach i wszelakich demonicznych manifestacjach mamy traktować równie poważnie jak reportaż albo filmową biografię? W dzisiejszych czasach prawda uważana jest za pojęcie względne, dlatego też producenci filmu wmawiając nam, iż „to wydarzyło się naprawdę” próbują zaprząc ją w charakterze koni pociągowych pracujących na rzecz machiny marketingowej. Jakie by nie były intencje twórców brytyjskiego ”When the Lights Went Out” samemu filmowi warto się przyjrzeć, bo jest w nim coś, na co współcześni twórcy kina grozy praktycznie nie zwracają uwagi – wiarygodne tło psychologiczno-obyczajowe dla mającego w nas wywołać niepokój elementu nadprzyrodzonego.

Len i Jenny Meynardowie wraz z kilkunastoletnią córkę przeprowadzają się na przedmieściach. Małżonkowie są szczęśliwi z tego, że wreszcie nie muszą dzielić lokum z kimś innym, jedynie córka narzeka, iż okolica ze względu ludzi ją zamieszkujących na pewno nie będzie tak atrakcyjną jak poprzednia. Dlatego też kiedy informuje rodziców o tym, iż dom nawiedzony jest przez ducha, ci przekonani są o tym, iż nastolatka stara się zakłócić ich szczęście. Nie znalazłszy wsparcia ze strony najbliższych Sally postanawia podzielić się swoimi lękami z innymi ludźmi – najbliższą przyjaciółką i jednym z uczących ją nauczycieli.

W brytyjskich periodykach poświęconych zjawiskom nadprzyrodzonym znaleźć możemy opowieść o rodzinie Prichardów, których pod koniec lat 60. ubiegłego wieku nawiedzać zaczął duch nazwany później poltergeistem z Pontefract. Na początku celem, czy jak nazywają to fachowcy „skupieniem”, istoty był piętnastoletni syn Prichardów, Filip. Kiedy z wakacyjnych wojaży wróciła ich kilkunastoletnia córka, duch „odpuścił” chłopakowi, a za główny cel obrał sobie nastoletnią Dianę. Kiedy dziewczyna była w szkole, w domu Prichardów panował spokój. Dopiero jej pojawienie się „prowokowało” demona do najróżniejszych „manifestacji” – w miejscach dotąd suchych pojawiała się woda, dom zaczęły wypełniać budzące grozę dźwięki, lewitujące przedmioty zaczęły zagrażać zdrowiu jego mieszkańcom. Pewnego dnia duch niemalże wciągnął Dianę po schodach na piętro zamieszkiwanego przez Prichardów domostwa. Po pewnym czasie jeden z badaczy zjawisk paranormalnych odkrył, iż budynek zamieszkiwany przez rodzinę zbudowany został w miejscu, w którym za czasów panowania Henryka VIII stała szubienica. Jedną z najsłynniejszych egzekucji w tamtym okresie było powieszenie skazanego za gwałt mnicha.

Taka historia to wręcz filmowy samograj, nic więc dziwnego, iż wcześniej czy później musiał znaleźć się ktoś, kto zaadaptowałby ją na potrzeby kina. Rzecz w tym jednak, iż nieraz bohaterami czyniono dzieci zmagające się z demonicznymi manifestacjami, wielokrotnie także miejscem akcji był dom, który na skutek „niefortunnego” umiejscowienia stawał się areną szokujących wydarzeń. Dlatego twórcy „When the Lights Went Out” stanęli przed niełatwym zadaniem – opowiedzieć swoją historię w taki sposób, by nie była ona kolejną kalką „Egzorcysty”, „Poltergeista” czy jakiegoś filmu o nawiedzonym domu.

Najważniejszymi elementami filmowej układanki wcale nie są mrożące krew w żyłach efekty towarzyszące ingerencji świata nadprzyrodzonego w ten rzeczywisty, a drobiazgowość w próbie odtworzenia życia przeciętnych Brytyjczyków, którzy stanąć muszą oko w oko z czymś, w co dotąd po prostu nie wierzyli. I za to Patowi Holdenowi należą się największe brawa. W bohaterów i ich „małą, przedmiejską stabilizację” wierzy się od razu – nie bez kozery twórcy niby to przypadkiem, skupiając się na interakcjach postaci, w licznych ujęciach pokazują ulicę, wnętrza domów czy pubów. Wszystko to buduje klimat filmu oraz wiarygodność filmowego uniwersum. Podobnie jest z bohaterami. Równie dobrze mogliby oni stanowić galerię postaci w którymś z filmów reprezentujących brytyjskie kino społeczne (Ken Loach). Na początku bowiem to nie ich zmagania z duchem stanowią sól filmowego przekazu, a wzloty i upadki związane z przystosowaniem się do nowych warunków życia.

I gdzieś w ten realistyczny obrazek prezentujący egzystencję przeciętnej brytyjskiej rodziny zaczyna wkradać się niepokój – trzynastoletnia Sally twierdzi bowiem, iż zamieszkali w domu nawiedzonym przez duchy. Jak łatwo się domyśleć, rodzicie nie dowierzają córce. Przekonani są, iż dziewczyna próbuje robić na złość za to, że wbrew jej woli przeprowadzili się. W dość jednoznaczny sposób wyrażają swoją niezgodę na zachowanie córki – krzyczą na nią, a kiedy to nie pomaga, dochodzi nawet do rękoczynów. Nastolatka czuje się uwięziona, dom przestaje być oazą spokoju i bezpieczeństwa, bo z jednej strony czyha na nią duch, z drugiej zaś zirytowani jej dziwnym zachowaniem rodzice. Nic więc dziwnego, iż coraz bardziej samotna Sally zaczyna szukać akceptacji poza domem. Ale i tu bohaterce nic nie przychodzi łatwo – zanim zbliży się do kogoś, najpierw zderzy się z murem niezrozumienia i braku akceptacji.

Jeśli ktoś szuka horroru, w którym akcja mknie do przodu, a jedno rozerwane ciało zaraz zastępowane jest kolejnym, jeszcze bardziej zmasakrowanym, seans ”When the Lights Went Out” może sobie darować. Pat Holden fastrygując formę dla swej opowieści postawił na wizualny minimalizm. Miejsce akcji oraz chęć pokazania dramatu nastoletniej bohaterki zdeterminowały kształt filmu – nie ma w nim ujęć z zastosowaniem planów dalekich (albo jest ich bardzo mało), za to kamera nieustannie podąża za bohaterami pokazując ich często w sytuacjach, które nie są dla kina grozy charakterystyczne. Stopniowo dozując napięcie Holden zrezygnować musiał z dynamizmu i forsowania tempa następujących po sobie wydarzeń. Film może nie porywa żywiołowością, za to podobać się może sączący się z niego klimat, z jednej strony czasów w jakich dzieje się akcja (ubiór, fryzury, samochody, język, sposób spędzania wolnego czasu), z drugiej zaś podszyty niepokojem specyficznym dla horroru.

I „When the Lights Went Out” można byłoby nazwać nietuzinkowym w swym gatunku filmem gdyby nie jego zakończenie – przewidywalne, tandetne i nijak pasujące do reszty historii. Przez prawie cały seans reżyserowi udaje się wciągnąć nas w świat brytyjskiej klasy robotniczej, której przedstawiciele muszą zmierzyć się z faktem istnienia świata nadprzyrodzonego. I kiedy idealnym wyjściem byłoby konsekwentne poszukiwanie równowagi między tradycyjnym horrorem a konwencją kina obyczajowego, a tym samym zaserwowanie nam zakończenia otwartego i dalekiego od jednoznaczności, twórcy próbują zaskoczyć nas finałowym „przytupem”, którego clou stanowią średniej jakości cyfrowe efekty specjalne. Najważniejsza część dzieła rozczarowuje, bo zamiast zmuszać do wysiłku interpretacyjnego i dać widzowi satysfakcję z odpowiadania na postawione przez twórców pytania, „atakuje” go do cna zgranymi, na dodatek nieciekawie zrealizowanymi kliszami fabularnymi.

Mimo zepsutego zakończenia po „When the Lights Went Out” sięgnąć warto. Choćby po to, by przekonać się, jak ważną rolę w kreowaniu gęstniejącego z każdą minutą klimatu zagrożenia pełni upstrzona ciekawymi szczególikami wizja filmowego świata przedstawionego. Może właśnie tym bardziej seans takiego filmu rozczarowuje. Gdzieś bowiem zaprzepaszczono potencjał tkwiący w historii innej niż współczesne horrory – subtelnej i podszytej nienachalną, acz mocno oddziałującą na imaginację grozą.

Screeny

HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT HO, WHEN THE LIGHTS WENT OUT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intrygująca, przykuwająca od pierwszych minut historia
+ wiarygodne postacie
+ ze szczegółami wykreowany świat przedstawiony
+ ciekawe połączenie kina obyczajowego z horrorem
+ umiejętnie dawkowane napięcie
+ klimat przedmieść Wielkiej Brytanii z lat 70.
+ dramat głównej bohaterki

Minusy:

- finał - źle pomyślany i jeszcze gorzej zrealizowany - rodem z głupiego horroru klasy B

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -